Tygodnik DB2010

Wałbrzyskie ulice – jeszcze raz historycznie

 

Ul. Senny 3

 

 

 

 

 

Personalne i inne nazewnictwo ulic oraz obiektów użyteczności publicznej ma wielki walor edukacyjny i kulturowy. Równocześnie jest wyrazem ogólniejszego, czyli narodowego, regionalnego, też lokalnego szacunku dla historycznych wydarzeń i ich inicjatorów, zjawisk czy inicjatyw społecznych w różnych dziedzinach. Takich, które uruchomiły, stworzyły nową jakość naszego postrzegania, pozytywnie zmieniły nasze życie, zmobilizowały do cywilizacyjnego rozwoju, umocniły system bezpieczeństwa naszego państwa, czy regionu. Tak to już jest, że sukcesom indywidualnym i procesom społecznego rozwoju zwykle towarzyszą tragedie w postaci wojen, dyktatorskich rządów, katastrof geologicznych, przyrodniczych, industrialnych itd. Polska historia narodowa i społeczna zawiera obszerny katalog powstań, buntów społecznych, strajków, które w większości były tragicznymi klęskami. Ocena sensu naszych skłonności do walk powstańczych zawsze dzieliła społeczeństwo, zwłaszcza środowiska intelektualne z sezonowymi politykami w najnowszej już, 100-letniej państwowości RP (1918 – 2018). Ale trzeba pamiętać, dyskutować i rozsądnie uczyć historii kolejne pokolenie, też nie unikać dat i nazw o powstańczej pamięci również w przestrzeni publicznej. Pro memoria.

Nie muszę nikogo przekonywać, że w dziejach naszej współczesnej 100-letniej państwowości ( z niewielkimi kilkuletnimi okresami) nazewnictwo ulic, placów, rond, pomników w przestrzeni publicznej zawsze warszawska władza centralna narzucała terenowej administracji, czyli „ludowi” – zbiór nazwisk i wydarzeń dla hołdowniczych publicznych gestów. Dziś podobną rolę nadzorczą i ideologiczną nad samorządami terytorialnymi realizuje IPN, wspierany Ustawą z 1 kwietnia 2016 r. o zakazie propagowania komunizmu lub innego ustroju totalitarnego przez nazwy budowli, obiektów i urządzeń użyteczności publicznej (Dz.U, z 1.06 2016 r. poz.744). W Polsce władza centralna prawie zawsze w swym zadufanym samoprzekonaniu utwierdza się, że wszystko wie najlepiej i dlatego musi pilnować tych terenowych… To jest obawa, w pewnej optyce, uzasadniona! Bo np. nie tylko w Warszawie i nie tylko mieszkańcy jednej ul. Dąbrowszczaków na Pradze, zwłaszcza 25-30 letnia młodzież protestuje: Łapy precz od Dąbrowszczaków! Centralna władza polityczna jednak czuwa! To już było… i po 27 latach powróciło!!! Zatem niewiele skorzystaliśmy, jako społeczeństwo, a jeszcze mniej potrafiliśmy adaptować do naszego systemu ustrojowego i przyjąć do naszej mentalności, kultury sprawowania władzy publicznej – wartości demokratycznych, cywilizacyjnych, które stały się nam dostępne prawnie i politycznie od 1989 r., a szczególnie wartości moralnego dziedzictwa Unii Europejskiej od 2004 r. Wyjaśniam stanowczo: to nie partia PiS czy jej Prezes są jedynymi sprawcami dzisiejszych systemowych problemów w Polsce i z Polską w UE. Tak dziś obłudnie przekonują wypadli z gabinetów rządowych politycy PO i postacie publiczne SLD, zdegradowane z politycznych salonów na własne życzenie. Niech gremia kierownicze PO i SLD, też fajni kuglarze polityczni, mocno uderzą się we własne czoła! Ale wątpię w ich refleksyjność.

Wracajmy do politycznej „czystki” w nazwach ulic i obiektów, która już jest programem realizowanym w Wałbrzychu i innych gminach. Wałbrzych i pobliski region jest obszarem dziedzictwa wielokulturowego i osiedleńców też różnych narodowości. Warto, a może wręcz należałoby dostrzec szerzej ten proces, jako zjawisko społecznych i narodowościowych cyrkulacji zachodzących tu zdecydowanie wcześniej przed 1945 r. Niemiecki nauczyciel Karl Pflug w 1908 r. opublikował dzieło Chronick der Stadt Waldenburg in Schlesien, które do dzisiaj jest źródłem chętnie przywoływanym. Był mieszkańcem Wałbrzycha (dzisiejszej ul. Wyspiańskiego), zmarł w 1935 r. W powojennych dziejach już polskiego Wałbrzycha, po zakończeniu masowej, zorganizowanej akcji wysiedlania niemieckich mieszkańców, po 1948 r. w mieście pozostało ponad 8 tys. Niemców. W 1950 r. bardzo pośpiesznie, z politycznego nakazu, utworzono w Białym Kamieniu pierwszą po wojnie Szkołę Podstawową nr 6 dla dzieci niemieckich. Pierwszym kierownikiem tej szkoły został, wtedy 19 letni Bernhard Grund. W 1956/58 r., jak większość niemieckich mieszkańców, wyjechał do Niemiec. I kontynuował profesję nauczycielską. Jest autorem kilku publikacji, też wspomnieniowych o powojennych czasach w Wałbrzychu poznawczo wartościowych. Kilkakrotnie później odwiedzał Wałbrzych i uczestniczył też w spotkaniach środowiskowych, publicznych. B. Grund to wałbrzyszanin i życzliwy człowiek, który swoja postawą życiową oraz publicystyką sporo uczynił na rzecz idei polsko- niemieckiego zbliżenia i zrozumienia sytuacji trudnych. Te dwa niemieckie nazwiska polecam ku rozwadze zespołowi radnych miasta zajmującemu się zmianami nazw ulic i placów, jako propozycje publicznego uhonorowania ich humanistycznej działalności życiowej, wartościowej dla ich i naszego historycznie wspólnego miasta. Tablice informacyjne w miejscach publicznych o tych osobach byłyby mądrą inicjatywą i edukacyjną wartością.

Społeczność żydowska przez ponad dwie dekady powojennych dziejów Wałbrzycha była tu publicznie aktywną grupą i wniosła sporo wartości kulturowych, społecznych i też inicjatyw gospodarczych (spółdzielczość). W pierwszych latach po wojnie w Wałbrzychu i np. w Świebodzicach i Świdnicy mieszkali żydowscy więźniowie wałbrzyskiej filii obozu Gross Rosen, funkcjonującej od września 1944 w kilkunastu barakach na końcu obecnej ul. Królewieckiej. Wśród tych ok. 600 więźniów był m.in. Ludwik Hoffman. Po wojnie pozostali w Wałbrzychu wraz z wieloma byłymi więźniami tego podobozu choć myśleli, że na chwilę, a po regeneracji witalnych sił w warunkach pokoju i wolności, powędrują do rodzinnych domów. Skutki wojny okazały się brutalne również dla tych, którzy przeżyli tę hekatombę śmierci i upodlenia człowieka. L. Hoffman urodził się w 1923 r. w Drohobyczu i pozostał w Wałbrzychu na całe swoje życie, które realizował tu w wielkiej godności, aktywności społecznej i międzynarodowej dla dobra tego miasta. Od początku lat 70 ub. był przewodniczącym Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Żydów w Wałbrzychu, Zmarł 24 lipca 2010 r. w Berlinie, gdzie przebywał na zjeździe byłych więźniów żydowskich niemieckich obozów koncentracyjnych. Pozostał w Wałbrzychu, pochowany 4 sierpnia 2010 r. na cmentarzu żydowskim. To jest postać historycznie trwała, którą rekomenduję do publicznego wyeksponowania w nazwie wałbrzyskiej ulicy.

W tyglu powojennych wałbrzyskich procesów społecznych, kulturowych, gospodarczych i politycznych odnajdziemy twórców i przywódców, których działalność możemy dziś wskazać jako wzorzec edukacyjny, społecznych, moralnych postaw. To nie jest łatwy wybór – jakie wartości i cele do realizacji chcemy eksponowanymi postaciami historycznymi czy wydarzeniami wskazać współczesnej młodzieży, mieszkańcom Wałbrzycha i regionu oraz następnemu pokoleniu. Czy naszym zamiarem jest martyrologiczna prezentacja dziejów w skrajnie ideologicznej interpretacji wykorzystywanej we współczesnych szamotaniach politycznych i odwecie? Czy dalej chcemy kreować postawy Polaków jako narodu i ludzi narzekających, wiecznie pokrzywdzonych przez innych itd.? Czy też potrafimy i chcemy minione nasze dzieje oceniać w kategoriach realizmu historycznego, analizy popełnionych błędów, nieumiejętności decyzyjnych i też sukcesów w różnych dziedzinach naszej współczesnej, 100-letniej państwowości? To jest ścieżka edukacyjna i wychowawcza mobilizująca ludzi i pokolenia do rozwoju swojej osobowości, rozumienia wielokulturowego otoczenia i przyjaznego jego kształtowania, przedsiębiorczości, innowacyjności i cywilizacyjnego rozwoju.

W odniesieniu do powyższych refleksji z szacunkiem witam przypomnienie postaci Henryka Szwejcera przez Pana Piotra Sosińskiego jako propozycji do nazwy ulicy. H. Szwejcer to postać tragiczna, był ofiarą zbrodni dokonanej przez wrocławskie UB i aparat sądowy w majestacie prawa! Warto też pamiętać, że w tej sprawie skazano też na śmierć m.in. Jude Zbigniewa, zmaltretowano torturami i więzieniem Emila Jaremowicza – również decyzyjnych urzędników Dolnośląskiego Zjednoczenia Przemysłu Węglowego. To była tragiczna, zbrodnicza operacja zastraszania kadry kierowniczej (w większości Ślązaków) kopalń wałbrzyskich i noworudzkich – w celu m.in. zwiększenia wydobycia węgla!! Ta sprawa wymaga osobnej analizy, szerszego opisu, bo jest częścią większego wałbrzyskiego problemu. Sygnalnie wyjaśnię, że była kluczowym elementem paskudnej operacji represyjnej, prowadzonej od lata 1948 r. przez PUBP i Komitet Miejski PPR, polegającej na pacyfikowaniu środowiska urzędniczego, inteligenckiego , zwłaszcza aktywistów i członków PPS w Wałbrzychu w celu osiągnięcia „ proletariackiej jednomyślności” w tzw. „zjednoczeniu” PPR i PPS. W mojej niepełnej ocenie, wówczas ok.200 osób administracji miejskiej i gospodarczej (np.: kopalnie, huta „Karol”, huta szkła, jednostki PKP, szkoły) utraciło kierownicze stanowiska urzędnicze z powodu ich negatywnej oceny politycznej. W tym czasie kilkadziesiąt osób bardziej aktywnych społecznie aresztowano zwykle na 3 miesiące i dłużej dla „wyjaśnienia sprawy”. Wyrzucono z miejskiej organizacji PPS 300 członków jako „klasowo obcych” i wielu urzędników administracji gospodarczej i terenowej po prostu wysiedlono z miasta. Symboliczną, wówczas powszechnie znaną postacią represyjnie potraktowaną był Eugeniusz Szewczyk – pierwszy prezydent Wałbrzycha. Szczęśliwym zbiegiem pewnych okoliczności Szewczyka nie dołączono do tzw. „grupy” Szwejcera. Aby już zakończyć te martyrologiczny wątki powojennych dziejów Wałbrzycha, trzeba też pamiętać o fakcie zamordowaniu dr Jana Biłka – 1 kwietnia 1946 r. – pierwszego prezesa powiatowej struktury Polskiego Stronnictwa Ludowego. Do tego momentu PSL, zwłaszcza w powiecie wałbrzyskim, było partią akceptowaną w wielu środowiskach gminnych i miastach (np.: Jedlina Zdrój, Głuszyca ) i aktywnie rozwijającą się. Grupa milicjantów i sąsiadów przeszukująca następnego dnia pagórkowaty teren w obszarze drogi od Jedliny Zdroju w kierunku Rusinowej, w nieczynnym kopalnianym szybie znalazła zmasakrowane zwłoki J. Biłka. Morderców nie ustalono wówczas, ani dotychczas. Osobiście uważam, że H. Szwejcer – postać społecznie aktywna z grupą solidnych urzędników górniczych tak tragicznie potraktowanych oraz J. Biłek powinni znaleźć się w trwałej ekspozycji publicznej, np. na tablicy informacyjnej. Zdecydowanie większą intensywność komunikacji społecznej, edukacyjnej i trwałości historycznej ma postać Eugeniusza Szewczyka – pierwszego prezydenta Wałbrzycha. Dlatego E. Szewczyka, wcześniej też urzędnika administracji terytorialnej II RP, polecam jako propozycję do umieszczenia w nazwie jednej z ulic wałbrzyskiego Śródmieścia.

Ryszard Bełdzikowski

 

Od redakcji: dr Ryszard Bełdzikowski jest kierownikiem katedry Bezpieczeństwa Wewnętrznego w WSFiP w Bielsku-Białej.

Tags: , , ,

Sorry, the comment form is closed at this time.

Tygodnik DB 2010 – Gazeta Aglomeracji Wałbrzyskiej