Turystyka duża i mała

Polecamy9 marca, 2017

stanislaw michalik

 

 

 

 

 

 

 

Turystyka ma różne przesłanki. Wybieramy się w podróż, bo chcemy rozkoszować się pięknem krajobrazów, albo też odkrywać cuda natury. Naszym celem mogą być szczyty górskie, zwłaszcza jeśli lubimy piesze wycieczki. Ruszamy chętnie w miejsca nieznane, frapujące niezwykłością i zagadkowością. Mogą one być związane z historią lub zjawiskami przyrodniczymi. Lubimy poznawać nowe miejscowości, a także ich mieszkańców. W ogóle chcemy na własne oczy zobaczyć świat, jego niepojętą rozległość i rozmaitość. Jego fenomenalność. Wśród motywów skłaniających nas do turystyki od dawien dawna poczesne miejsce zajmuje tzw. turystyka kulturowa. Bliski, bezpośredni kontakt z zabytkami architektury, zamkami, pałacami, muzeami, budowlami sakralnymi, skansenami, wszystkim tym, co uchodzi za wytwory kultury, jest nierozłącznym celem wszelkich wypraw turystycznych.

Wraz ze wzrostem ilości czasu wolnego oraz zasobności naszych portfeli, zmieniają się preferencje wyjazdowe turystów i wycieczkowiczów. Jest to związane z przemianami w stylu życia, z postępem i oddziaływaniem medialnym agend promocyjnych. To skutek przeobrażeń naszej świadomości.

Powyższe refleksje nasunęły mi się przy okazji niedzielnej wycieczki do Książa. Książ przyciąga niedzielnych turystów zapierającą dech, zawieszoną nad przepaścią rezydencją sławetnej rodziny Hochbergów, a także nieprzemijającym urokiem wspaniałego parku ze starodrzewem. Na dodatek, tuż obok zamku, można się zachwycić architekturą zabudowań słynnej w kraju stadniny koni. W Książu miałem okazję być niezliczoną ilość razy. Pamiętam pierwsze wycieczki w głębokich czasach PRL-u, odbywane w spokoju i ciszy w otoczeniu nielicznych turystów. Doświadczyłem – podobnie jak tysiące Wałbrzyszan i przyjezdnych z całego Dolnego Śląska – „komfortu” goszczenia w zamku z okazji dorocznej wystawy kwiatów lub innych masowych imprez. Wiadomo, wtedy trudno uniknąć problemów z zaparkowaniem auta i trzeba liczyć się z prawdziwym oblężeniem zamku przez zwiedzających, z przepełnionymi tarasami zamkowymi i alejkami parkowymi. Natomiast to, co ujrzałem tym razem, w zwykłą niedzielę, bez żadnego festynu, mityngu, pokazu, wywołało moje zdumienie. Zjechały tu setki osób, by pospacerować po parku, pooglądać gmaszysko zamkowe, obejrzeć tarasy, a ponadto obejrzeć fascynującą wystawę fotografii nadwornego kucharza zamkowego z czasów, gdy panią na zamku była księżna Daisy.

Na stronie internetowej gazety.pl czytam co następuje:

„Fotografie wykonał Louis Hardouin, nadworny kucharz rodzinny Hochbergów. – Zdjęcia pochodzą z lat 1909 – 1926. Prezentują życie codzienne w rezydencji. To zdjęcia niezwykłe, pokazują zamek, jakiego już nie ma, uświadamiają, jaki był piękny i co straciliśmy – mówi Magdalena Woch, kuratorka wystawy „Książ od kuchni”. – Na zdjęciach widzimy nie tylko rodzinę książęcą, którą identyfikujemy z tym miejscem, ale cały sztab innych ludzi, którzy tu żyli i pracowali – kucharzy, służbę, ogrodników. Widzimy prawdziwe życie, jakie się tutaj toczyło. Dzięki nim uświadamiamy sobie, że zamek to nie tylko von Hochbergowie, ale setki zwykłych ludzi – dodaje Woch. Wystawa podzielona została na trzy części: sala I – „Zamek, Ziemia, Zieleń, Zwierzęta” (Książ i otaczająca go przyroda), sala II (dawna sypialnia Daisy) – „Hochbergowie i ich dwór” (życie codzienne książęcej rodziny i pracowników zamku), sala III – „Album Rodzinny Hardouinów” (losy głównego bohatera i jego najbliższych).”

To duży sukces fundacji imieniem księżnej działającej od paru lat przy zamku Książ, że udało się odnaleźć krewnych właściciela fotografii aż w Kanadzie i uzyskać zgodę na sporządzenie ekspozycji, która pozwala poznać bliżej czasy świetności pałacu Hochbergów.

Niezwykłe tempo rozwoju człowieka zmieniło nasz stosunek do modelu spędzania czasu wolnego. Turystyka Anno Domini 2017 jest zjawiskiem na tyle uniwersalnym, że stało się prawie niemożliwym stosowanie dotychczasowych kryteriów i podziałów. Dawna turystyka kwalifikowana stanowi niewielki procent ogółu ruchu turystycznego. Pozostała część to najczęściej mariaż turystyki i wypoczynku, to najbardziej popularne, a tym samym masowe nurty spędzania wolnego czasu. Turystyka kulturowa pozostaje właściwie na usługach tych nurtów, zazwyczaj pełni rolę służebną, zapewniając intelektualne tło dla potrzeb indywidualnych.

To że Książ spełnia dzisiaj rolę o jakiej jeszcze niedawno można było tylko pomarzyć, jest zwiastunem nie tylko nowych trendów rekreacyjnych. To zasługa włodarzy miasta i zamku, którym udało się nie tylko wyrwać go z rąk angielskiej uzurpatorki, ale wykonać szereg niezbędnych prac remontowych, rozbudować bazę hotelową, zadbać o lepsza promocję. Mamy dziś na zamku siedzibę Fundacji Księżnej Daisy, która z powodzeniem zajęła się nowoczesną promocją kulturalną i turystyczną zamku Książ.

Z wysokiego pułapu wałbrzyskiego monumentu trudno zejść do siermiężnej rzeczywistości małej Głuszycy. I nie chodzi tu o masowy ruch turystyczny na miarę Książa. Walorów zamku nad Pełcznicą nie jest w stanie zrównoważyć żaden zabytek w regionie. Warto się jednak zastanowić, czy napływającym na Osówkę wartkim strumieniem turystom może zaproponować coś z obszaru turystyki kulturowej takie miasteczko jak Głuszyca? Czy zwiedzaniu podziemnych sztolni z czasów II wojny światowej nie powinien towarzyszyć szerszy, uzupełniający, komplementarny pakiet. Czy Głuszyca ma do zaoferowania coś podobnego ?

W centrum Głuszycy są zabytki godne zainteresowania ze względów architektonicznych. Zachowało się kilka okazałych pałacyków i willi fabrykanckich z II połowy XIX w., takich chociażby jak pałacyk w Parku Jordanowskim lub późnobarokowy pałac z końca XVIII wieku przy ul. Grunwaldzkiej 41. Tuż obok znajduje się zabytkowy gmach obecnego gimnazjum z salą gimnastyczną, a vis a vis willa słynnej rodziny niemieckich fabrykantów – Webskich. Nieopodal zaś najciekawszy budynek dawnego zajazdu „Pod Jeleniem” z 1784 roku. Warto też wymienić okazały gmach dawnego sądu przy ul. Grunwaldzkiej 55, dziś siedzibę urzędu miasta, a nieco dalej kościół parafialny MB Królowej Polski z 1741 roku. Podobnych zabytków jest więcej i powinny się one znaleźć w pakiecie turystycznym dla grup zainteresowanych poznaniem miasta i jego historii. Niestety, większość z nich znajduje się w stanie opłakanym. Przez liczne lata powojenne niewiele zrobiono, by uratować je przed zniszczeniem Cóż z tego, że są one objęte opieką konserwatora zabytków, skoro nie ma sił i środków, by przywrócić im dawną świetność. Niektóre z nich znalazły się w rękach prywatnych, tak więc miasto nie ma już w tej sprawie wiele do powiedzenia. Ale o swoją siedzibę powinno zadbać. Zabytkowe gmaszysko przy ul. Grunwaldzkiej 55 też nie zaznało dotknięcia kielni i pędzla od czasów wojennych. Patrzymy więc z nadzieją na plan rewitalizacyjny miasta, przewidziany do realizacji w oparciu o środki unijne. Dotyczy to odnowy kilkudziesięciu budynków, a także dróg i parków, co pozwoli odsłonić uroki architektury miejskiej i jej otoczenia. Wyremontowana wieżyczka dużego kościoła Marii Panny Królowej Polski będzie udostępniona turystom, by mogli z niej podziwiać panoramę Głuszycy. To jest szansa niepowtarzalna mając na uwadze rozwój turystyczny miasta nad Bystrzycą.

Stanisław Michalik

Tagi: ,