Tygodnik DB2010

Dekomunizacja wałbrzyskich ulic

herb 2

 

 

 

 

 

 

 

Nazwy ulic, gmachów czy obiektów oraz instytucji publicznych zawsze i w każdym państwie w kolejnych sekwencjach jego dziejów odzwierciedlają fascynacje społeczeństwa wizjami politycznymi, wartościami kulturowymi, cywilizacyjnymi, religijnymi. W europejskich państwach o trwałej tradycji demokratycznego sprawowania władzy publicznej, nazwy ulic oraz budowanie, czy selekcjonowanie dawnej pomnikowej infrastruktury to nie jest zasadniczy polityczny i decyzyjny problem ekip rządowych. Co nie oznacza, że administracja rządowa tymi sprawami się nie interesuje. Ma takie kompetencje, ale nie wykorzystuje ich w sposób dominujący i arogancki dla własnych preferencji partyjnych, osobistych, czy wyborczych. W zachodniej Europie to przede wszystkim samorządy gmin, miast, regionów – szanując tradycje i inicjatywę mieszkańców – realizują administracyjną procedurę nadania nazw ulicom, tworzą architektoniczne formy wyrażenia szacunku dla twórców pozytywnych dokonań w różnych dziedzinach życia społecznego i historycznych wydarzeń. Od czasów II RP (zwłaszcza zamachu majowego 1926 r.), po podobnych egzorcyzmach wizerunkowych władz PRL (zwłaszcza do końca lat 60-tych ub. wieku), po względnych okresach cywilizacyjnej normalności w III RP, nastąpił powrót do praktyki centralnego partyjnego decydowania o nazewnictwie ulic, pomnikowych inicjatywach, czyli kogo teraz lud wiejski, miejski i naród ma uwielbiać, a kogo zwalać z pomnikowych postumentów. To jest nasza polska choroba ideologiczno-mentalnościowa, atakująca zwłaszcza w Warszawie osobników męskich, mieniących się naczelnikami, przywódcami narodu, geniuszami dobrych zmian i sukcesów!

Zmiany krajowych politycznych ekip zarządzających państwem polskim są przewidywalne i cykliczne. Przeważnie co 15 lat od 1926 r. pojawia się w warszawskich gmachach rządowych kolejna dynamiczna ekipa politycznych mesjaszy i uwodzi obywateli zawiedzionych poprzednimi obiecankami, wkurzonych własnymi kłopotami socjalnymi. Po trwałych i powtarzalnych od 1926 r. takich „zwrotach” , „przesileniach” i „wyborach” następują masowe wymiany kadrowe we wszystkich strukturach państwa, systemu gospodarczego i instytucjach społecznych. W naszej kulturze politycznego sprawowania władzy państwowej zawsze jest stosowany populistyczny instrument deprecjacji i prostackiego odwetu na grupach urzędników i środowiskach kojarzonych z poprzednią ekipą władzy. To jest ciągle, niestety w polskim społeczeństwie bardzo skuteczny instrument socjomedialny, integrujący zwolenników „nowej władzy” w chocholim tańcu zwycięstwa i radości z upokorzeń poprzedników, czyli „wrogów”. Represją, więzieniem, strachem rządzi się łatwiej i sprawniej! Ale kiedy mieliśmy się uczyć demokracji, czy w ogóle znamy ten system ustrojowy i chcemy go tworzyć?

Pochodną takiej polskiej technologii sprawowania władzy politycznej i administracyjnej jest powrót do stworzenia dla jednego środowiska władzy, jednej ideologii, możliwości eksponowania tylko własnej „prawdy” w materialnej symbolice historycznej w przestrzeni publiczne ulic, placów, gmachów, mostów, cmentarzy we wszystkich gminach i miastach kraju. Tak utrwalamy od prawie 100 lat niedemokratyczne wartości i egoistyczną praktykę sprawowania władzy politycznej w państwie polskim.

Powyższe refleksje historyczne ułatwiają, jak sądzę, poznanie intencji Ustawy z 1 kwietnia 2016 r. o zakazie propagowania komunizmu lub innego ustroju totalitarnego w nazwach budowli, obiektów i urządzeń użyteczności publicznej. O co chodzi? Ustawodawca wymaga usunięcia nazw odwołujących się do osób, organizacji, wydarzeń, dat symbolizujących komunizm lub inny ustrój totalitarny. Ta aborcja obejmuje lata 1944-1989. Od września 2016 r. w Wałbrzychu (podobnie w kilkuset miastach, gminach w Polsce) funkcjonuje powołany zarządzeniem prezydenta miasta R. Szełemeja zespół przygotowujący propozycje zmian nazw budowli, obiektów, ulic itd. w celu „oczyszczenia” przestrzeni publicznej od nazwisk, skojarzeń – komunistycznych. Kto był, czy jest komunistą, decyduje partia, a faktycznie prezes, a potwierdza IPN. Taka sytuacja szalenie ułatwia biurokratyczną pracę wszystkich lustracyjnych zespołów. Ale…

Przykład pierwszy… z ulicy. Na liście dekomunizującej ulice w Wałbrzychu znajdzie się nazwisko Mariana Buczka. Ten legionista, w listopadzie 1918 r. zostaje szefem ochrony rządu Ludowej Republiki Polski w Lublinie, którego premierem był socjalista Ignacy Daszyński. Buczek aktywista niepodległościowej PPS, za jakiś czas pojawia się w tzw. wydziale wojskowym Komunistycznej Partii Polski. Awansuje w kręgach działaczy KPP, odsiaduje też wyrok w więzieniu w Rawiczu w znakomitym środowisku przyszłych wojennych i powojennych decydentów w PRL. Ginie we wrześniu 1939 r. w przypadkowej potyczce z oddziałem niemieckim. Po wojnie zostaje propagandowym wzorcem bojownika i męczennika KPP. W latach 70 ub. wieku w warszawskiej grupie młodego pokolenia wchodzącej w życie niekoniecznie publiczne, pojawiły się ciekawe informacje, powiedzmy delikatniej poszlaki o zabójstwie i mordercach gen. W. Zagórskiego w 1926 r. i właśnie komuniście M. Buczku – jako agencie… polskiego wywiadu wojskowego II RP. Prof. P. Wieczorkiewicz, chyba pierwszy po latach, opublikował tę informację o podwójnej roli życiowej M. Buczka. W moim przekonaniu decyzyjne osoby władz centralnych PZPR w latach 70-tych znały tę sprawę i zachowały się, w swojej sytuacji, profesjonalnie. Milczenie też jest cenną umiejętnością. Podobnie inteligentnie w swojej sytuacji postąpi wałbrzyska komisja i zaproponuje wyrzucić Buczka z nazewnictwa ulicznego w otchłań potępienia i zapomnienia. Powyższy przykład o realizowaniu przez Buczka innej misji życiowej od utrwalanej przez machinę politycznej propagandy PRL – moim zdaniem – powinien pobudzać współczesnych polskich politycznych lustratorów do refleksji jak łatwo można ludzi krzywdzić w kategorycznym ocenianiu ich zachowań publicznych i utajnionych w różnych sytuacyjnych uwikłaniach życiowych.

Moją intencją w tej wydaje się oczywistej sytuacji, jest zaproponowanie zmiany nazwy tej ulicy na ul. Prezydenta Eugeniusza Szewczyka. Nie jest najważniejszym argumentem fakt, że ten pierwszy powojenny prezydent Wałbrzycha mieszkał na tej ulicy od maja 1945 r. pod nr 3, która wówczas przez lat kilka była ul. Krakowską. Tu, w grudniu 1945 r., małżeństwu Eugeniuszowi i Jadwidze Szewczyków urodził się syn Przemysław. Zasadniczy argument jest taki, że ten przedwojenny urzędnik administracji samorządowej z 12 letnim doświadczeniem (Starostwo Aleksandrów Kujawski), 24 maja 1945r. przybywa do Wałbrzycha jako Pełnomocnik Rządu RP, od 12 maja 1946 r. do 31 lipca 1948 r. jako prezydent miasta okazał się sprawnym organizatorem procesu osiedleńczego ludności polskiej przybywającej tu z różnych stron Polski i Europy. Był inicjatorem formującego się tu życia kulturowego, sportowego, szkolnictwa i religijnego. Szybko zdobył społeczny autorytet, jako prezydent i przywódca wałbrzyskich socjalistów. Był to człowiek i urzędnik, który w trudnej wałbrzyskiej powojennej rzeczywistości politycznej i społecznej, zachowywał się po prostu przyzwoicie. Ale jesienią 1948 r. został zawodowo i moralnie zniszczony. Wcześniej odwołano go ze stanowiska prezydenta, a w październiku 1948 r. z grupą 300 członków PPS wyrzucono z partii, którą utworzył w czerwcu 1945 r. Inspiratorem i wykonawcą takiego „oczyszczania szeregów” PPS był Powiatowy Urząd Bezpieczeństwa Publicznego i Komitet Powiatowy PPR. Szewczyk faktycznie został relegowany z Wałbrzycha. W połowie 1949 r. wyjechał z rodziną do Olsztyna gdzie znalazł pracę i w tym mieście zmarł w 1964 r.

Nie sądzę, aby zespół przygotowujący propozycje zmian nazewnictwa ulic oraz władze Wałbrzycha tę niebanalną postać w dziejach miasta, w obecnej sytuacji wywieranych presji, zdecydowały się tak właśnie uszanować i publicznie wyeksponować w nazwie ulicy. Z powodów bardzo pragmatycznych i własnego bezpieczeństwa… Przez rozwijany obecnie przez PiS terror dekomunizacyjny, uruchomiony po 27 latach od zmiany systemu politycznego i gospodarczego w 1989 r. i przyjęciu Polski do grona państw członkowskich UE w 2004r. Właśnie teraz rządząca partia rozpoczęła polityczną i prawną selekcję Polaków, z zastosowaniem podobnych metod, którymi jesienią 1948 r. zniszczono życie pierwszego prezydenta miasta Eugeniusza Szewczyka uznanego wówczas za wroga państwa, społecznego złoczyńcę.

Ciekawsza jest taka porównawcza konstatacja: jeśli wobec historycznej postaci E. Szewczyka zostanie uruchomiona procedura lustrująca jego związki z „komunistycznym” państwem, to finalna ocena jego działalności społecznej i zawodowej będzie negatywna. Taka opinia jednocześnie będzie współczesną akceptacją represyjnych działań wałbrzyskiego PUBP i KP PPR, które doprowadziły do odwołania E. Szewczyka z urzędu prezydenta miasta, wydalenia z PPS i zmuszenia do wyjazdu z Wałbrzycha jako „wroga partii i ludu”. W tym okresie różnymi metodami represji, poprzedzonych prowokacjami, zwolnieniami z pracy, wyeliminowano ponad 300 członków, zakładowych działaczy PPS z życia publicznego. Kilkudziesięciu z nich było okresowo przetrzymywanych w aresztach UB pod różnymi fikcyjnymi „wyjaśnieniami spraw”. M.in. Feliks Dziura – zastępca dyrektora kopalni „Mieszko”, aktywista PPS, 3 miesiące przetrzymywany w areszcie UB, podobnie potraktowano Władysława Stasińskiego – urzędnika kolejowego. Zatem przyszło nam doczekać ciekawych i niebezpiecznych czasów…. To już było!

Jak wiele wszyscy musieliśmy przeżyć nadziei, radości, obaw i zwątpień od historycznych wydarzeń 1989 r., które uruchomiły w Polsce społecznie oczekiwane i wspierane procesy transformacji systemu ustrojowego i gospodarczego, doprowadzające do zauważalnego w przestrzeni publicznej rozwoju cywilizacyjnego. Nie wszędzie pozytywne zmiany przełożyły się na wzrost warunków socjalnych, zdrowotnych, kulturowych i bezpiecznego życia polskich rodzin, emerytów i młodzieży naturalnie wchodzącej w samodzielną egzystencje. Ale, ale.. najmniej uczyniliśmy wspólnego wysiłku na rzecz utrwalenia systemu europejskiej demokracji w naszych relacjach publicznych i politycznych, edukacji, sąsiedzkim otoczeniu, systemie prawnym i parlamentarnym na fundamencie szacunku dla wartości godności osoby ludzkiej, wolności, równości i solidarności.

Ryszard Bełdzikowski

 

Od redakcji: dr Ryszard Bełdzikowski jest kierownikiem katedry Bezpieczeństwa Wewnętrznego w WSFiP w Bielsku-Białej.

Tags: , , ,

Sorry, the comment form is closed at this time.

Tygodnik DB 2010 – Gazeta Aglomeracji Wałbrzyskiej