Wstrętny jazgot narodu

Polecamy22 lutego, 2017

andrzej-basinski

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Podczas telewizyjnej debaty przed ostatnimi wyborami prezydenckimi, Andrzej Duda podszedł do stanowiska prezydenta Bronisława Komorowskiego i zatknął tam małą chorągiewkę Platformy Obywatelskiej, co miało sugerować służenie przez głowę państwa jednemu politycznemu ugrupowaniu. Była to oczywista nieprawda, o czym wie każdy śledzący uważniej wydarzenia polityczne i tworzone w tamtym okresie akty prawne. Pretendent do najwyższego urzędu wiedząc o tym (bo jaki byłby z niego kandydat, gdyby wcześniej nie zapoznał się z podstawowymi informacjami!) zachował się więc nie tylko nieelegancko, ale w sposób dowodzący braku szacunku do rywala, a ponadto zakłamania i złej woli. Po prostu wyszedł na człowieka nieuczciwego.

Zasadą empatycznie nastawionego do rzeczywistości obywatela, jest dawanie każdemu szansy, mimo zdradzanych wcześniej przez obiekt jego zainteresowania negatywnych objawów. Skłamałbym, gdybym napisał, że życzyłem Andrzejowi Dudzie jak najlepiej, ale zanim doszło do wspomnianej debaty oczekiwałem od obu kandydatów, aby zachowali się wobec siebie godnie i fair oraz zaprezentowali realny i wiarygodny program swojej prezydentury. Po opisanym incydencie nie zapaliła mi się ostrzegawcza lampka. Oślepił mnie potężny reflektor.

Potem, podczas sejmowego ślubowania, usłyszałem z ust Andrzeja Dudy wiele ozdobników o woli służenia WSZYSTKIM Polakom i deklaracji o potrzebie ich jednoczenia. Mimo wpadki (ale nie w elektoracie PiS, który uwielbia poniżać oponentów!) w czasie debaty, miałem jednak cień nadziei…

Późniejsze zachowania i charakter urzędowania nowej głowy państwa, sprawiły, że o empatii i wyrozumiałości wobec niej zapomniały miliony obywateli RP, a podejrzewam, że wstyd poczuła chociaż garstka inteligentniejszych zwolenników PiS. Andrzej Duda szokującym prawdziwych prawników uniewinnieniem Mariusza Kamińskiego, rozpoczął pasmo decyzji kpiących z prawa i demolujących konstytucję, na której strażnika został powołany. Jeżeli w naszym biednym kraju jeszcze kiedykolwiek historia będzie rzetelnie nauczana, będzie w jej podręcznikach przedstawiany jako ten, który walnie przyczynił się do unicestwienia Trybunału Konstytucyjnego, broniącego od początku poszanowania dla reguł demokratycznego państwa. Następnie wielokrotnie to państwo i jego obywateli obraził swoją służalczością i czołobitnością w stosunku do prezesa oraz seryjnym podpisywaniem, o każdej porze dnia i nocy, ustaw podsuwanych mu bez liczenia się z opinią ogromnej części społeczeństwa. Za nic ma jego protesty i prośby o rozwagę, zrozumienie i obiektywizm. Gorzko zawiódł tych, którzy mu zawierzyli, chociaż wywodzili się z innych obozów i stale, konsekwentnie, przyczynia się do pogłębiania podziału wśród Polaków. A prezes pomiata nim publicznie, ale po człowieku powołanym na ojca narodu przejawy poniżania i wskazywania mu miejsca w szeregu, spływają jak po… kaczce.

Nawiązując do wspomnianej debaty – powiewa nad prezesem nie małą chorągiewką, a olbrzymim sztandarem PiS! Dlatego będę go odtąd nazywał tylko A. Dudą, bo nie uznaję go za swojego prezydenta i wstydzę się przed obywatelami innych nacji wyboru dokonanego w kraju między Odrą a Bugiem. Dla mnie, i podejrzewam, że dla wielu innych, na stanowisku prezydenta RP jest obecnie wakat.

Śmieszne, ale i żałosne, zawstydzające i oburzające są niektóre publiczne wystąpienia A. Dudy, który wciela się w marnego wiecownika, wykrzykując i wykonując ruchy niczym drwal siekierką. Całym swoim jestestwem próbuje przypodobać się prezesowi i zdobyć jego względy, by nim nie pomiatał. To jakaś urągająca zdrowemu rozsądkowi groteska. Surowe świadectwo o A. Dudzie dają jego słowa:

„Ojczyznę dojną racz nam zwrócić Panie” – tak określił intencje ludzi upominających się o demokrację i normalność (Otwock).

„Program Prawa i Sprawiedliwości (tak mówi prezydent PARTYJNY, a nie państwa – dop. AB) będzie zrealizowany z żelazną konsekwencją. I nie zostanie zatrzymany przez żaden jazgot, przez żadne demonstracje (…). A jeżeli trzeba to, mam nadzieję, że państwo przyjedziecie albo zbierzecie się i pokażecie swoją postawą, że właśnie takich rozwiązań i takiej polityki (…) chcecie” (Żagań). Słowa hańbiące jego autora. Oprócz pychy i buty, pojawiła się bowiem zachęta do dania czynnego odporu ludziom niezadowolonym z pisowskiego szaleństwa i samodzierżawia. „Pierwsza” osoba w państwie podżegaczem do ulicznej rozróby?! Niesłychane… Zapewne dołączyłby się do tej inicjatywy inny Duda, Piotr, związkowy kacyk, gotowy do nakrywania przeciwników czapkami.

Rozumna część społeczeństwa zaciska zęby i spróbuje wytrzymać do następnych wyborów, mając nadzieję, że nie dojdzie do reelekcji. Często padają porównania do marionetki… Cóż, najbardziej pozytywne skojarzenie związane z A. Dudą, to podobieństwo do oblicza serialowego Maliniaka. No i Trybunał Stanu czeka. Za pogardę dla prawa, dla konstytucji, dla opozycji, dla protestującego społeczeństwa, którego opinię ma w nosie. Warto również pamiętać o fikcyjnym zwierzchnictwie A. Dudy nad wojskiem, które oddał we władanie kompromitującym Polskę ludziom nie z tego świata, w którym możliwe jest poniżanie najwyższej rangi oficerów przez pysznego chłystka z apteki.

Trwajmy w nadziei, że sprawiedliwość nie całkiem umarła, a wszyscy, którzy uważają, że ich nigdy dotyczyć nie będzie, srogo się zawiodą.

Andrzej Basiński

Tagi: ,