Bliskie spotkania trzeciego stopnia

Polecamy22 lutego, 2017

bohun bartkiewicz

 

 

 

 

Miło mi jest napisać wreszcie kilka pochlebnych słów o funkcjonariuszach wałbrzyskiej policji, a zwłaszcza o moich młodszych kolegach „po profesji”, czyli policjantach z wydziału kryminalnego Komendy Miejskiej Policji w Wałbrzychu.

Jak dowiedziałem się z różnych wałbrzyskich środków masowego przekazu, policjanci operacyjni tego wydziału odnieśli dosyć spektakularny sukces, zatrzymując – już na drugi dzień po zdarzeniu – szajkę warszawskich oszustów, którzy ze stolicy na gościnne występy wybrali sobie Wałbrzych. Być może liczyli, że na prowincji z tamtejszymi policjantami dadzą sobie radę nadzwyczaj łatwo. No i się przeliczyli, z czego nie tylko ja się bardzo cieszę. Złapać i udowodnić winę „rodzimego przestępcy” jest na pewno czymś zupełnie prostszym, niż w tłumie wałbrzyszan wyłuskać kogoś, kto w mieście tym jest praktycznie mało komu znany. Nie znam szczegółów, ale nawet jeżeli wałbrzyscy „kryminalni” otrzymali jakiś cynk od swoich kolegów ze stolicy, to i tak ich sukces jest warty szczególnego odnotowania, co i ja z przyjemnością czynię.

Szkoda tylko, że to pozytywne wydarzenie (wierzę, że na pewno jest ich dużo więcej) zostało od razu w mojej świadomości „przykryte” innym, o którym – mimo szczerych chęci – ani jednego dobrego słowa powiedzieć nie potrafię. Otóż zgłosiła się do mnie rodzina młodego mieszkańca Wałbrzycha (lat 20), która nie może się pogodzić z tym, co mu się przytrafiło, w sytuacji „bliskiego spotkania trzeciego stopnia” z funkcjonariuszami wałbrzyskiej drogówki, co miało miejsce 31 stycznia br. Opisując to, opieram się na przekazanej mi relacji oraz na analizie dostarczonych mi dokumentów. Z braku miejsca daruję sobie opis całego przebiegu zdarzenia, ograniczając się jedynie do stwierdzenia, że w swej początkowej fazie było prawie identyczne z tym, co 1 stycznia br. przytrafiło się na ul. Nowy Świat pani Barbarze Sz. I również w tym przypadku główną rolę odgrywał funkcjonariusz Wydziału Ruchu Drogowego Komendy Miejskiej Policji w Wałbrzychu. Z tą różnicą, że pan Piotr nie dopuścił się żadnego wykroczenia, ponieważ zatrzymał pojazd w miejscu dozwolonym i następnie odpiął pasy, co jest czymś naturalnym, jeżeli chce się samochód opuścić. Jednakże policjant, który dostrzegł pana Piotra (po tym, jak się już zatrzymał) uznał, że wcześniej musiał jechać z odpiętymi pasami, co jest wykroczeniem. Podbiegł więc do niego i… zażądał wydania mu kluczyków, a kiedy spotkał się z zdecydowaną odmową – identycznie jak w przypadku pani Barbary -, wtargnął do środka samochodu, starając się odebrać kierowcy te nieszczęsne kluczyki. Zastanawiam się: kto uczy wałbrzyskich policjantów takiego zachowania w kontaktach z obywatelem? Napadnięty w ten sposób pan Piotr zaczął się bronić, odpychając napastnika i po chwili obaj znaleźli się na zewnątrz, gdzie policjant, przy pomocy swych kolegów z patrolu (w tym jednej pani policjantki), obalił go na ziemię i skuł kajdanki. Była to bardzo brutalna akcja, czego dowodem są liczne obrażenia na ciele pana Piotra, udokumentowane fotograficzne i obdukcją lekarską biegłego sądowego.

Nie będę oceniał tego fragmentu zdarzenia, bo jego świadkiem nie byłem i nie ma na to żadnego „twardego dowodu”, ale to, co się działo później, woła wielkim głosem o pomstę do nieba. Albowiem na to, co się działo, „twarde dowody” istnieją jak najbardziej. Po tym, jak został skuty kajdankami, policjant – za zgodą pana Piotra – przeprowadził badanie na ustalenie trzeźwości, ale użyty alkomat wskazał, że badany jest absolutnie trzeźwy. Rzucono go zatem ponownie na ziemię i po około 20 minutach przyjechał inny radiowóz, który zabrał go na ul. Mazowiecką, gdzie dokonano – za jego ponowną zgodą – ponownego badania na alkomacie, który jednak uparcie wykazywał jego trzeźwość. Tu – uprzedzając dalszą opowieść – wskażę, że obowiązkiem funkcjonariuszy było poinformowania zatrzymanego, że ma prawo żądać wydania mu protokołu badania wraz z jego wynikiem, czego oczywiście nie uczyniono i pan Piotr dokumentem takim nie dysponuje. Przepisy mówią wyraźnie, że jeżeli w takiej sytuacji policjant ma dalsze wątpliwości, co do stanu kierującego, to powinien przeprowadzić badanie na obecność innych środków, które działają na człowieka podobnie jak alkohol. Badania takie przeprowadza się za pomocą tzw. narkotestów lub na zasadzie „eksperymentu” typu „palec nos – palec- palec”. Jeżeli kierujący odmówi, można zgodnie z przepisami pobrać mu krew. Pan Piotr nie odmówił z jednego tylko powodu, a mianowicie, że takiego badania nikt mu nie zaproponował, za to w komendzie pojawił się lekarz, który – nie uzyskawszy jego zgody – pobrał mu krew, która została zabezpieczona w dwóch fiolkach. Zanim to jednak uczynił, przeprowadził badanie polegające na sprawdzeniu stanu źrenic, oceny zachowywania się oraz sprawności wymowy, po czym stwierdził, że nic nie wskazuje, aby badany znajdował się w stanie jakiegoś emocjonalnego pobudzenia. W takiej sytuacji, w normalnym kraju, gdzie policja przestrzega prawa i procedur, pan Piotr powinien zostać zwolniony do domu, no i ewentualnie otrzymać wezwanie do stawienia się w wyznaczonym terminie, celem wykonania innych czynności procesowych, które policjanci uznali za konieczne. Jednakże w Komendzie Miejskiej Policji w Wałbrzychu obowiązują widać inne prawa i procedury, albowiem panu Piotrowi zostało odebrane prawo jazdy (na szczęście za pokwitowaniem), a następnie został zatrzymany, co zostało potwierdzone stosownym protokołem. Podstawą zatrzymania było podejrzenie popełnienia przez niego przestępstwa znieważenia funkcjonariusza oraz naruszenie jego nietykalności cielesnej (pan policjant zaczął się skarżyć, że boli go kciuk), ale przede wszystkim obawa, że będzie się przed organami ścigania ukrywał. A niby dlaczego? Wszystko to rozgrywało się pomiędzy godziną 16:00 a 17:00, a więc w czasie, kiedy panu Piotrowi można było postawić zarzuty, a następnie zwolnić go, bez szkody dla dalszego postępowania. Można, ale nie w Wałbrzychu i pan Piotr wylądował na dołku. Następnego dnia w południe zawieziono go na Komisariat II Policji w Wałbrzychu, gdzie postąpiono tak, jak powinno się postąpić dnia poprzedniego, czyli przesłuchano i wypuszczono na wolność. W protokole zatrzymania nie odnotowano faktu zwolnienia go, a na dodatek nie wręczono mu kopii postanowienia o przedstawieniu zarzutów – mimo, że zarzuty mu postawiono i przesłuchano w charakterze podejrzanego. Takie radosne wypełnianie obowiązków stróżów prawa i ich wyjątkowe zdolności nawiązywania normalnego kontaktu z obywatelami, skutkować będą tym, że na zwrot – bezpodstawnie – zatrzymanego prawa jazdy, przyjdzie mu czekać nawet 30 dni, przez co nie będzie mógł świadczyć pracy, a nawet ją utracić. A ma na utrzymaniu żonę i pięciomiesięczne dziecko. I – co najważniejsze – mimo, że nigdy nie miał do czynienia z policją i sądami, nigdy nie popełnił żadnego czynu zabronionego, ma bardzo duże szanse trafić do rejestru skazanych, co mu życia w przyszłości absolutnie nie ułatwi. A wszystko to dzięki panom policjantom, którzy już niejednego wałbrzyszanina tak „załatwili”, bo przy tego rodzaju zarzutach wystarczy, jak usłużny kolega w mundurze odpowiednio zezna. A wtedy Obywatelu, w przypadku takich „bliskich spotkań trzeciego stopnia”, nie masz żadnych szans i pan Piotr może być tego kolejnym już przykładem.

Janusz Bartkiewicz

www.janusz-bartkiewicz.eu

 

P.S. 14 lutego pana Piotra telefonicznie wezwano do Komisariatu II Policji w Wałbrzychu i prawo jazdy mu oddano informując, że prokurator uznał, że zostało odebrane bezpodstawnie. Jednak żadne postanowienie prokuratora w tej materii nie zostało mu doręczone, co jest jakimś kolejnym dowodem na specyficzny rodzaj wałbrzyskich policyjnych procedur.

Tagi: ,