Wolność skalana

Polecamy8 lutego, 2017

 

andrzej-basinski

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Myślałem, że w naszej codzienności, co chwilę wstrząsanej absurdami, nic mnie już nie może zadziwić ponad miarę. A jednak… Pomysłowość środowiska związanego z obozem władzy, okazuje się nieograniczona i ta część społeczeństwa, której zwoje mózgowe jeszcze się nie wyprostowały, musi być gotowa, by przyjąć na klatę kolejne ekscesy tych, którzy permanentnie odlatują. Mogliby w końcu odlecieć na zawsze, ale Opatrzność nie zajmuje się takimi wołaniami.

Prezesa obwołano (jeden z prawicowych tygodników) Człowiekiem Wolności 2016 i z tego doniosłego powodu odstrzelono mu galę na sto fajerek. Macierewicz, Patriota Roku 2016 (Nastąpił wysyp bredni. Panie, dlaczego nas tak doświadczasz?), po oddaniu hołdu ojcu dyrektorowi, gnał na nią jak szalony, taranując ze swoim kierowcą w luksusowej beemce samochody stojące na czerwonym świetle.

Groteska, kpina, farsa, żenada, szyderstwo ze zdrowego rozsądku. Określenia na tego rodzaju tytuły można by mnożyć. Właściwie prowokacja na zasadzie: „No i co nam zrobicie?”. Pisowski światek osiąga już Himalaje (a może Rów Mariański) wazeliniarstwa i włazidupstwa (przepraszam, jeśli kogoś uraziłem). Nie ma już granic służalczych zachowań tego środowiska. Na wspomnianej gali ochoczo do przejawów niewolniczego uwielbienia i czołobitności podpięła się pani z broszką (ktoś obliczył, że zaprezentowała ludowi już prawie pół tysiąca sztuk tej biżuterii), wystękując kolejne w jej wydaniu ody, bo pani z broszką(ami) zna swoje miejsce w szeregu.

Coś mi to przypomina. Swego czasu Józefa Stalina nazwano Wielkim Językoznawcą i była to zaledwie drobna część określeń jego geniuszu w wykonaniu rozkochanych w nim giermków. Aktualny północnokoreański satrapa nosi miano Ukochanego Przywódcy. Polakom też los nie oszczędził hymnów sługusów. Nie zdziwi mnie już nadanie prezesowi tytułów np. Ojca Roku, Kierowcy Roku, czy Internauty Roku. Szaleństwo rzadko samo się ogranicza. Może kiedyś, gdy nas już nie będzie, a nasi potomni żyć będą w krainie normalności, powrót do obecnych czasów będzie powodował u nich erupcje i gejzery śmiechu oraz pogodne dysputy o anomaliach w życiu przodków. Póki co, możemy tylko załamywać ręce.

Prezes i wolność – jakże jaskrawa i bijąca w oczy ironia losu! Prezes jest w ciągu niszczenia wszystkiego, co wiąże się z przeszłością, przede wszystkim z demokratycznymi filarami państwa prawa. Upodlił Trybunał Konstytucyjny, by mieć poczucie… wolności we wdrażaniu każdego pomysłu. Swobody na zasadzie „hulaj dusza, piekła (czytaj: Trybunału Stanu) nie ma!”. Teraz zdemoluje niezależność sędziów i hardych samorządowców. Człowiekowi Wolności… wszystko wolno. Na co dzień Człowiek Wolności pomyka ukryty przez liczną i kosztowną ochronę…

Dziwię się prezesowi, że mając o sobie tak wysokie mniemanie, tak namiętnie ulega nadskakiwaczom odczytującym jego myśli i faktycznie go ośmieszającym. Chociaż wydaje mi się, że gardzi tą sforą swoich wiernych podnóżków, wśród których są marszałkowie, ministrowie, posłowie… Ale miłość własna i świadomość kultu mają tu znaczenie decydujące i prezes gorliwie nadstawia pierś po tak lichej proweniencji laury wręczane przez lizusów.

Gardzi ludźmi, wyzywa ich od gorszego sortu i zdrajców, rechocze, gdy lżeni są od komunistów i złodziei, nieustannie tworzy konflikty, zatruwa przestrzeń wokół siebie jadem, mściwością, nienawiścią i małostkowością. Wykopał w społeczeństwie rów i stale go pogłębia. Kim trzeba być, by zobaczyć w nim Człowieka Wolności?

Świat oszalał. Puszczam zatem wodze fantazji i wyobrażam sobie, że, pośmiertnie jakaś opętana kapituła przyznaje Stalinowi, Pol Potowi i panu z wąsikiem ex aequo tytuł Dobroczyńców Ludzkości. Niemożliwe coraz częściej staje się możliwe…

Andrzej Basiński

Tagi: ,