Pobłażliwość?!

Polecamy1 lutego, 2017

 

bohun bartkiewicz

 

 

 

 

Nie mam żadnych powodów, aby do policji, a zwłaszcza wałbrzyskiej, skąd się przecież sam wywodzę, czuć jakąkolwiek urazę. A sprawami jej dotyczącymi zajmuję się dlatego, że absolutnie odrzucam postawę wyrażaną niegdyś przez ówczesnego prezydenta RP Lecha Wałęsę, który radził komuś, aby stłukł termometr, to gorączki mieć nie będzie. Wyraził tym przekonanie, że antidotum na wszelkie bolączki jest udawanie, że ich się nie widzi, z czym się diametralnie nie zgadzam. Dlatego kiedy problem dostrzegam, mówię i piszę o nim, mając nadzieję, że chociażby w ten sposób przyczynię się do jego usunięcia lub rozwiązania. Być może jest to naiwne lub idealistyczne podejście, ale inaczej nie potrafię. W 2016 roku latem byłem (razem z moim kolegą, emerytowanym wysokim funkcjonariuszem CBŚP) przesłuchiwany przez prokuratora z Prokuratury Okręgowej w Zielonej Górze, a sprawa dotyczyła wysokich rangą funkcjonariuszy policji z województwa dolnośląskiego. I wówczas prokurator ten stwierdził, że podziwia mnie, iż mając tyle lat i doświadczeń zawodowych, jestem jeszcze idealistą. Odpowiedziałem mu wówczas, że to żaden idealizm, tylko zwykła ludzka przyzwoitość. Zauważyłem, że wyraźnie głupio mu się po tych słowach zrobiło. Ale ad rem.

Otóż 24 stycznia bieżącego roku w Sądzie Rejonowym w Wałbrzychu odbyła się rozprawa przeciwko funkcjonariuszowi z Komendy Miejskiej Policji w Wałbrzychu, który 29.05. 2015 r., jadąc po służbie służbowym policyjnym radiowozem, potrącił na przejściu dla pieszych (na ul. Sikorskiego w Wałbrzychu) dwie osoby, powodując u nich poważne obrażenia ciała, wymagające m.in. interwencji chirurgicznej. Przyczyną wypadku drogowego była nadmierna prędkość, oraz – jak tłumaczył sam sprawca – zagapienie się, przez co ludzi będących na przejściu dla pieszych po prostu nie dostrzegł. I to tyle było jego wyjaśnień, albowiem w prowadzonym postępowaniu odmówił dalszego ich składania. Nie zrażony takim zachowaniem funkcjonariusza, prowadzący dochodzenie prokurator z Prokuratury Rejonowej w Świdnicy zakończył je wnioskiem o warunkowe umorzenie postępowania karnego, uzasadniając to faktem, że społeczna szkodliwość czynu była niska, co stanowi warunek sine qua non (warunek konieczny) dla zastosowania warunkowego umorzenia postępowania. Jednym słowem pan prokurator uznał, że fakt „rozjechania” ludzi na przejściu dla pieszych i spowodowanie u nich poważnych obrażeń fizycznych stanowi niską szkodliwość społeczną, z czym na szczęście nie zgodził się sąd i wniosek prokuratora oddalił. Kolejna rozprawa odbędzie się 14 marca i mam nadzieję, że wówczas „rozjechane” zostaną „dwie kompleksowe opinie z zakresu rekonstrukcji wypadków drogowych”, według których to piesi byli winni temu, że policjant na PRZEJŚCIU DLA PIESZYCH mocno ich poturbował.

Cytuję z uzasadnienia wniosku: ” piesi Bartłomiej M. i Marzena K. mogli uniknąć potrącenia, gdyby zachowali szczególną ostrożność oraz w sposób prawidłowy ocenili prędkość zbliżającego się w ich stronę pojazdu, a także gdyby zachowali zasadę ograniczonego zaufania wobec kierującego samochodem (…)”. Aż się wierzyć nie chce, bo takie zachowanie właśnie było szczególnym obowiązkiem kierującego pojazdem, zwłaszcza kiedy zbliża się do przejścia dla pieszych. Tym bardziej, że – jak wykazało prowadzone postępowanie – do wypadku doszło w warunkach niedostatecznej przejrzystości powietrza i mokrej nawierzchni, a trzej piesi znajdowali się na tzw. lewoskręcie w kierunku na Biały Kamień, po przejściu trzech pasów ruchu na kierunku ul. Wysockiego – Podgórze. A to oznacza, że nie wtargnęli pod jadący samochód, ponieważ znajdowali się na przejściu już od dłuższego czasu i przekroczyli oś ulicy Sikorskiego.

Zadziwiająca pobłażliwość prokuratury, czy brak prawidłowej analizy zgromadzonego materiału dowodowego? Nie mnie rozsądzać, ale na marginesie „kąśliwie” zauważę tylko, że Bartłomiej M. i Marzena K. mieli i tak sporo szczęścia, że – zważywszy na wspomniane dwie „kompleksowe opinie” – nie zostali oskarżeni o uszkodzenie policyjnego radiowozu i obciążeni kosztami jego naprawy. Wszak – według prokuratury – nie zachowali szczególnej ostrożności i źle ocenili szybkość zbliżającego się pojazdu. Brakuje mi tylko jeszcze stwierdzenia, że są winni, bo po co w ogóle na to przejście wchodzili, kiedy powinni zdawać sobie sprawę, że gdzie jak gdzie, ale właśnie w takim miejscu może być szczególnie niebezpiecznie. Zaiste bardzo krętymi drogami chodzi niekiedy prokuratorska logika.

Przy okazji powrócę do głośnej swego czasu sprawy poturbowania na terenie Komisariatu I Policji w Wałbrzychu Michała Z., którego wałbrzyscy stróże prawa oskarżyli o kradzież złomu. Pobity przez dwóch funkcjonariuszy „zgodził się” na udział w wizji lokalnej, podczas której wskazywał miejsca, gdzie rzekomo dokonywał kradzieży części metalowych. Wielki sukces panów policjantów legł w gruzach, kiedy Sąd Okręgowy w Świdnicy utrzymał w mocy wyrok Sądu Rejonowego w Wałbrzychu, uznający całkowitą niewinność Michała Z. Na fakt pobicia podczas przesłuchanie na terenie Komisariatu I Policji w Wałbrzychu ten sam sąd wskazał, przy okazji rozpoznania skargi na bezpodstawność zatrzymania, co nie skłoniło Prokuratury Rejonowej w Świdnicy do sporządzenia aktu oskarżenia w sprawie o przekroczenie uprawnień i bezpodstawne użycie siły fizycznej w trakcie prowadzonych czynności procesowych. Na postanowienie o umorzeniu śledztwa Michał Z. złożył zażalenie do Sądu Rejonowego w Wałbrzychu, który nakazał jego dalsze prowadzenie. Nie zrażana konkretnymi ustaleniami sądu, świdnicka prokuratura 9 listopada 2016 r. ponownie śledztwo umorzyła, na co – zgodnie z obowiązującymi przepisami – zażalenia złożyć już nie można, przez co policjanci, którzy pobili Michała Z., mogą się mu bezkarnie śmiać prosto w nos. A jak pan prokurator (nota bene syn ostatniego Komendanta Wojewódzkiego Policji w Wałbrzychu) uzasadnił swoje postanowienie? Proszę bardzo, niech każdy sam oceni:  „fakt prawomocnego wyroku uniewinniającego (…) nie jest tożsamy z tym, iż funkcjonariusze Policji w trakcie czynności wykonywanych z w/w dopuścili się na jego szkodę przestępstwa”. Dlaczego? Bardzo proste, bo według pana prokuratora zachodzą następujące możliwości: dobrowolnie przyznał się do winy i brał udział w eksperymencie procesowym, albo zostało to na nim wymuszone, lub – być może – złożone wyjaśnienia były prawdziwe, ale później zostały przez Michała Z. wycofane. Zatem nie zachodzi potrzeba, aby nad tymi możliwościami pochylił się sąd i śledztwo należało umorzyć. A ja się zastanawiam, czy przypadkiem nie dlatego, że sąd mógłby postąpić tak, jak w przypadku pobicia przez policjantów z Komisariatu I Policji w Wałbrzychu Pawła R., co zakończyło się prawomocnymi wyrokami skazującymi. Już tylko dla porządku przypomnę, że w obu tych sprawach prokuratura dysponowała identycznym materiałem dowodowym, a oba zdarzenia miały identyczne okoliczności i przebieg.

No i na koniec informacja, że w sprawie dwukrotnego umorzenia śledztwa (Prokuratura Rejonowa w Kłodzko) dotyczącego pobicia na terenie Komisariatu V Policji w Wałbrzychu Jacka D. (pisałem o tym), Prokuratura Krajowa nakazała śledztwo podjąć z umorzenia i przeprowadzić dalsze czynności procesowe. W tej sprawie Sąd Rejonowy w Wałbrzychu, rozpatrując zażalenie na umorzenie śledztwa, wykazał dowodnie, że Jacek D. został przez funkcjonariuszy pobity, kiedy przebywał już w radiowozie. Niech zatem nikt się nie zdziwi, że bez przerwy przypomina mi się odpowiedź udzielona prokuratorowi z Prokuratury Okręgowej w Zielonej Górze, a po głowie krąży pytanie: z jakich powodów prokuratorzy są tak dla policjantów bardzo wyrozumiali?

Janusz Bartkiewicz

www.janusz-bartkiewicz.eu

Tagi: ,