Noworoczna jeremiada

Polecamy25 stycznia, 2017

stanislaw michalik

 

 

 

 

 

 

 

Rozśpiewałabym się w głos,

Jak ta wilga, jak ten kos,

 

W bożej pustce, w bożej ciszy

I niech jeno las mnie słyszy.

 

Rozśpiewałabym się w głos,

Pośród sosen, pośród brzoz,

 

Po zielonej mchów rozścieli,

Byle ludzie nie słyszeli…

 

Śpiewałabym także im,

To co czuję, to co wiem,

 

Gdyby ludzie byli tacy,

Jako drzewa, jako ptacy,

 

Rozśpiewałabym się w głos

Jak ta wilga, jak ten kos…

 

 

Niestety, nie dane było nikomu usłyszeć z głębi serca płynącego wokalu niejakiej Marii Wolskiej, młodopolskiej poetki, autorki stylizowanych na wzór poezji ludowej liryków, zebranych w tomiku „Dzbanek malin”. A przyczyną była niewiara w ludzi, w ich otwartość i szczerość, w ich wyrozumiałość i tolerancję.

Tak już jest na świecie, że od kolebki jesteśmy poddawani różnego rodzaju wpływom i naciskom ograniczającym naturalne impulsy i skłonności. To się nazywa wychowaniem. W miarę upływu lat jest tych ograniczeń coraz więcej. Ubywa bliskich nam osób, wobec których możemy się otworzyć.

A może właśnie trzeba wybrać się w miejsce odludne, zaszyć się w gęstwinie drzew i krzewów i tam bez ogródek wyśpiewać na cały głos, co nam w duszy gra. Bo przecież zawsze możemy liczyć, że:

 

W bożej pustce, w głuchej ciszy  –

może jednak ktoś usłyszy,

może śpiew mu serce skruszy

i nie będziesz sam w tej głuszy.

 

Ale te moje naiwne dywagacje nie są na miarę czasów, w których żyjemy. Dziś możemy w każdej chwili wyrzucić z siebie wszystko, co tylko nam dyktuje potrzeba chwili i nie musimy szukać w tym celu zacisznego miejsca. Wystarczy dostęp do internetu. Siadamy sobie spokojnie przed ekranem monitora i dajemy upust swym emocjom. Możemy przecież robić to anonimowo, jeśli nie stać nas na odwagę.

Nie jestem w porządku wobec siebie wykorzystując moje felietony do spraw, które tak czy owak dotykają spraw politycznych. Zakładałem, że będę się starał tego unikać. Moją ideą fix jest region wałbrzyski i to, co się w nim dzieje w turystyce, kulturze, gospodarce. Często nawiązuję do historii tego skrawka naszej ojczyzny, zdając sobie sprawę z tego, że tej historii nie wyssaliśmy z mlekiem matki (przynajmniej tacy jak ja powojenni osiedleńcy na tej ziemi), musimy ją poznawać i akceptować w całej swej istocie, nawet kiedy nie jest dla nas zbyt budująca. Lubię sięgać do skarbca naszej literatury lub dzielić się Czytelnikami moimi fascynacjami z przeczytanych książek lub gazet. Ale właśnie gazety, telewizja lub portale internetowe, a zwłaszcza takie jak Facebook inspirują do reagowania na to wszystko, co się w naszej polityce dzieje.

Są sytuacje w życiu politycznym kraju, wobec których nie można przejść obojętnie, zamknąć usta, odłożyć je ad acta. Niech się tym zajmują inni. Pisałem już kiedyś o przejmującym songu „Solidarności” – „Modlitwa o wschodzie słońca” Natana Tennebauma. Jesteśmy w świecie polityki zarażeni ciężką chorobą, w tej chwili – epidemią. Ona się nazywa nienawiść i pogarda. Ta zaraza odbiera rozum, dewastuje wszystkie wartości ideowe i etyczne, burzy to, co zwykliśmy nazywać etosem „Solidarności”. Gdzie się zgubiła ta solidarność, która rozsławiła nasz kraj na całym świecie, otworzyła drogę do wyzwolenia się z totalitaryzmu komunistycznego innym krajom i narodom Europy Wschodniej?

Co się stało z ludźmi, którzy ściskali ręce Lecha Wałęsy, naszej nadziei i chluby, albo papieża Jana Pawła II? Dlaczego zdeptaliśmy wszystkie nasze autorytety, mógłbym wymieniać po kolei: Kuroń, Michnik, Geremek, Bartoszewski, Mazowiecki, tę listę można rozszerzać nawet o prezydentów z drugiej strony „okrągłego stołu” – Jaruzelskiego i Kwaśniewskiego. Nie da się zważyć i wymierzyć zasług jednych i drugich. Mądry naród unika takich prób. Czy można ich wymazać z historii?

Przytoczę jeszcze wiersz  Natana Tennenbauma pt. „Listopad”, napisany w Sztokholmie w 1990 roku. Oto jego końcowy fragment:

 

I dzisiaj, gdy chcę uciec od kłótni i sporów

myśląc o kraju – widzę Łancut i Nieborów

Stare dęby jesiennym pożarem się złocą

Znów kolejną dekadę kurant mi wydzwania

Wracają do mnie ciągle te same pytania

Powracają pytania ze zdwojoną mocą

Pytam siebie – bo kogóż – gdy dzień gaśnie w blaskach –

Czemu smutny Pan Jezus na świętych obrazkach?

Polskość – czy to choroba, przekleństwo, czy łaska?

Dlaczego się nie lubią dawni przyjaciele

Czy wolności za mało ludziom? Czy za wiele?

Kto nam znów myśli maci i słowa koślawi?

Czemu krzyżyk na piersi, a w sercu nienawiść?

Czy kadzidło człowieka do Boga przybliża?

Czy starczy w Polsce Żydów by wieszać na krzyżach?

Jak mam nazwać tę otchłań –  niżej dna rozpaczy?

Czy w godzinie ostatniej człek Bogu przebaczy?

 

Jest miła, w listopadzie czasem taka chwila

Gdy wiatr liście jesienne rozrzuca w badylach

Wiatr zamorski, zaduszny, wiatr z Polski mnie dopadł

Gdy za oknem november, a w sercu listopad

 

Nie trzeba więcej słów. Od momentu, w którym Natan pisał ten wiersz minęło ćwierćwiecze, a w tym czasie w Polsce stało się to, że jesteśmy podzieleni jeszcze bardziej, gotowi skoczyć sobie do gardła. Płynące zewsząd głosy wołające o rozwagę, o kompromis, o przerwanie bezsensownej, przynoszącej nam wstyd za granicą wojny politycznej, o liczenie się z głosem opozycji, bo żadna siła polityczna w tym kraju nie może powiedzieć ze ma za sobą większość narodu, głosy wybitnych ludzi, mężów stanu, naukowców są traktowane jak piąte koło u wozu. Liczy się tylko jeden człowieczek, który uwierzył w siebie, że jest dla Polski Chrystusem. Ma zresztą poparcie (o zgrozo!) największych autorytetów polskiego Kościoła Katolickiego.

Wydaje się oczywiste, że nie powinienem o tym pisać, bo co mogą znaczyć skargi jakiegoś tam podrzędnego felietonisty lokalnej gazety. Ale ja nie jestem tak pesymistycznie nastawiony do człowieka jak autorka wiersza cytowanego we wstępie i wierzę w to, że są ludzie „jako drzewa, albo ptacy”, że jest nas coraz to więcej. Najświeższy, podnoszący na duchu przykład dała nam jubileuszowa, 25 już Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy. Poparli ją Polacy bez względu na sympatie polityczne. To dowód, że jesteśmy w stanie się zjednoczyć. I tylko wtedy, gdy na każdym kroku będziemy manifestować naszą jedność i siłę, jesteśmy w stanie przezwyciężyć zło, które zagraża Polsce.

Stanisław Michalik

Tagi: ,