Demokracja z buta

Polecamy25 stycznia, 2017

 

andrzej-basinski

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nie mogłem oprzeć się chęci przypomnienia dwóch scenek, wprawdzie powstałych już dawno, ale znakomicie ilustrujących stosunek nowej władzy do jej oponentów.

W filmie „Miś”, klient szykując się do opuszczenia lokalu, zwraca się w szatni o wydanie wierzchniego okrycia. Pracownik stwierdza, że takowego nie ma, a kiedy klient coraz gwałtowniej domaga się swojej własności, do akcji wkracza kierownik szatni ze słowami: „Nie mamy pańskiego płaszcza i co nam pan zrobi?!”. Z kolei w skeczu „Ucz się, Jasiu” kabaretu „Dudek”, skargę klienta na fachowca, który nie wywiązał się z hydraulicznej usługi i wykonania naprawy gwarancyjnej oraz zapowiedź odwołania się do zwierzchników, jego uczeń kwituje taką oto wypowiedzią: „Oni mogą panu majstrowi skoczyć tam, gdzie pan może pana majstra w dupę pocałować!”.

Od czasu, gdy posłużyłem się tymi scenkami po raz pierwszy, nic się nie zmieniło. Ba, jest coraz gorzej, a symbole w nich zawarte są jeszcze bardziej niepokojące i wyraziste, czego dowodem jest m.in. ostatni kryzys parlamentarny.

Wszyscy, a więc ci spoza elektoratu PiS, którzy mają odmienne zdanie co do poczynań miłościwie nam panujących i decyzji przez nich podejmowanych, traktowani są, jak upominający się o swój płaszcz oraz terminowe wykonanie usługi. Bezczelnie. Hardo. Arogancko. Szyderczo. Z buta. Domagacie się szacunku dla prawa i konstytucji? Zapomnijcie! Zwracają się o ten szacunek tłumy najwyższych prawniczych autorytetów? Nam to wisi! Niech spadają! Opinia prokuratora Piotrowicza wystarczy nam w zupełności. Sędzia Rzepliński coś tam nadaje? Spieprzaj dziadu! Tysiące nauczycieli i pedagogicznych fachmanów oraz rodziców, a także samorządy protestują przeciwko reformie oświatowej? A takiego wała! Reforma będzie, choćby się miały szkoły zawalić! Nie podoba się nasze głosowanie nad budżetem? To obejrzyjcie sobie nasz środkowy palec! W Sali Kolumnowej panował chaos i nie wiadomo, kto głosował? Głosowaliśmy tak, jak nam się podobało i nic wam do tego! Wara! Będziemy was pędzić z sejmowej mównicy, aż się będzie kurzyło, a wasze wnioski możecie sobie wsadzić, nasza maszynka do głosowania to wspaniały wynalazek! A w ogóle, to mamy was gdzieś! Itd., w tej samej tonacji. A szef telewizyjnej Dwójki, Marcin Wolski, czołowy wazeliniarz prezesa PiS, radzi wątpiącym: „Morda w kubeł!”.

PiS wygrało wybory dość szczęśliwie, dzięki zaskakującym zbiegom okoliczności. Faktyczna wielkość jego sukcesu, to niespełna 20 proc., gdyż frekwencja przy urnach była niska. Ale u znękanego ośmioletnią opozycyjnością ugrupowania, wywołało to niebywałą erupcję sodówy oraz przekonania o swojej wszechwładzy i wszechmocy, o prawie do nieograniczonej dominacji i zawłaszczania. Nieustannie klepana mantra o suwerenie byłaby śmieszna, gdyby nie żałośnie idiotyczna i nieprawdziwa. Suwerenem jest również ogromna liczba obywateli spoza PiS, którymi gardzić nie można! Takie rozumowanie, jak prezentuje władza, wyklucza zupełnie istnienie reszty społeczeństwa o odmiennych poglądach. Na to nie może być przyzwolenia. Demokracja zakłada nie wyłącznie zwycięstwo większości (w tym wypadku niedające moralnego prawa do wywracania instytucji do góry nogami i zmiany ustroju), ale także poszanowanie praw mniejszości, m.in. poprzez różnego rodzaju konsultacje i zasięganie opinii w szerokich kręgach obywateli, a nie karykaturę takich poczynań, jak np. w przypadku rzekomych konsultacji na temat reformy oświatowej. PiS jawnie i ordynarnie kpi sobie z takiego obowiązku, a sprawiedliwość w nazwie partii okazuje się ponurym żartem. Wśród poprzednio rządzących też obserwowało się podobne ciągoty, ale od przeszło roku zostały one zwielokrotnione do rozmiarów absurdalnych. Aż bije w oczy wypełnione pychą pisowskie przekonanie, że w następnych dziesięcioleciach nie ma mowy o oderwaniu się od koryta. Następne wybory mogą się bowiem odbyć na innych zasadach… Po tamtej stronie, jak się wydaje (po czynach ich poznacie) nikt nie wierzy w poniesienie jakichkolwiek konsekwencji, a więc i surowej kary za zdemolowanie państwa oraz okazanie innym bezprecedensowej pogardy. W trwaniu przy żłobie ma pomóc elektorat z samego dna polskiego mroku, zaścianka i dewocji, wyborcy wyrośli z polskiej paranoi oraz stęchlizny nacjonalizmu i strachu przed „obcymi”, rasiści- bandyci, wyznawcy zamordyzmu i domagający się nieustannej opieki państwa. Niesłychanie kręci ten elektorat i podnieca, co pokazują sondaże, każdy przejaw poniżania opozycji. Konsekwentnie i systematycznie karmiony jest żółcią pogardy przez rządzących, m.in. na ponurych i nienawistnych miesięcznicach, które nie są przecież organizowane po to, by się modlić, ale by utwardzać fanatyzm. Nakręcanie takich nastrojów przez prezesa i jego gwardię, może wstrząsnąć podstawami państwa i mieć nieobliczalne skutki, również dla tego elektoratu, być może już w niedalekiej przyszłości, czego podpalacze zdają się nie rozumieć i nie dopuszczać do swoich ciasnych umysłów.

Jak mniemam, nie bierze tego pod uwagę prezes, którego uśmiech zza szyby samochodu podczas opuszczania Sejmu, gdy kryzys się rozpoczął, skwitowano SMS-em do programu TVN24 „Szkło kontaktowe” o treści: „Suweren ci tego nie zapomni”, a także powoli namaszczany na następcę prezesa Joachim Brudziński (ten od komunistów i złodziei), który zachowanie ludzi przed Sejmem nazwał warcholstwem, jak Gierek swoich oponentów. Dotyczy to także związkowego kacyka Piotra Dudy, który zapomniał, czym była dawna, prawdziwa „Solidarność”, obiecując wyprowadzenie na ulicę swoich ludzi i nakrycie demonstrujących czapkami. „Solidarność” przeciwko manifestującym opór wobec władzy?! Trudno o większą ironię i sprzeniewierzenie się szczytnym ideałom. Cynizm i nadmierna pewność siebie, a nawet swoista niepoczytalność, często posiadaczy tych cech prowadzą do zguby.

Co może zrobić skrajnie lekceważona część polskiego społeczeństwa? Przecież nie popełni zbiorowego samobójstwa i samospalenia. Nie może dać się deptać i będzie szukała sposobów samoobrony. W grę wchodzą, oprócz nasilających się manifestacji (obyście, ludzie przy władzy, nie pożałowali gorzko określenia Ciamajdan!) także inne przejawy społecznego niezadowolenia. Jak pisze w „Polityce” jej naczelny Jerzy Baczyński, dochodzą protesty środowiskowe, skargi sądowe, listy protestacyjne, pikiety, ulotki, a jeśli to nie pomoże – to wtedy nieposłuszeństwo obywatelskie, strajki, okupacje. „Robić hałas, nie bać się śmieszności, oskarżeń o radykalizm i warcholstwo, ignorować państwową propagandę, wspierać niezależne od partii media, na akcje aktywu robotniczego Piotra Dudy odpowiadać własnymi. Jak władza wraca do PRL, to opozycja też musi. Jak nie ma Trybunału Konstytucyjnego, zbudować Trybunał Obywatelski, gdzie można tworzyć instytucje równoległe wobec przejętych i zamrożonych przez władze” – pisze Baczyński.

W sprawnym pokierowaniu szeroko zakrojonymi protestami, ogromną rolę do spełnienia ma mądry, energiczny, odpowiedzialny i przewidujący lider. Ze sceny politycznej nie zszedł na szczęście Władysław Frasyniuk, niegdyś charyzmatyczny trybun ludowy. Nie tylko ja pokładam w nim spore nadzieje. A może pojawi się jeszcze ktoś inny, potrafiący porwać tysiące ludzi, którzy nie godzą się z pisowkim samowładztwem? I sprawa fundamentalna: partie opozycyjne MUSZĄ współdziałać, a ich wodzowie niech w czasach próby zapomną o prywatnych urazach i ambicjach (ambicyjkach), bo ciąży na nich ogromna odpowiedzialność. Tylko w ten sposób można zapobiec postępującemu demontażowi państwa i jego marginalizacji na arenie międzynarodowej.

W epoce krwiożerczych brukowców i oszalałych internetowych sędziów, należy uważać na każde słowo wypowiadane czy to publicznie, czy prywatnie, na każdy krok. Nie ma zmiłuj się, opozycja musi być, jak żona Cezara, wolna nawet od cienia podejrzeń, wtedy jej sprzeciw wobec szaleństw władzy staje się bardziej wiarygodny. Wszelkie nieprzemyślane działania i niedojrzałe pomysły, wszelka nieprzejrzystość, mogą opozycji zaszkodzić, bo PiS z dzikim entuzjazmem wykorzysta i szeroko nagłośni najmniejszy jej błąd i niezręczność. A takie mamy czasy, że stróżami moralności i przyzwoitości zostali giermkowie Belzebuba.

Każdemu życzę spokojnego roku, ale chyba są to życzenia z gatunku pobożnych i trudnych do spełnienia, gdyż naciąganie struny przez prezesa i spółkę źle wróży. Gdy struna pęknie, jaki rachunek będzie wówczas wystawiony do zapłacenia kierownikowi szatni i majstrowi od rurek, którzy klientom każą sobie skoczyć? Na pewno słony.

Andrzej Basiński

Tagi: ,