Uwierzmy – będzie lepiej

Polecamy17 stycznia, 2017

stanislaw michalik

 

 

 

 

 

 

 

Święta były, minęły, znów stały się wspomnieniem. Ze zdziwieniem konstatuję, że właściwie nic się jeszcze nie spełniło z gorących, płynących zewsząd życzeń świątecznych. Miało być wesoło, spokojnie, w rodzinnym gronie, z zachowaniem staropolskich tradycji, z kolędą na ustach, no i oczywiście pobożnie, bo przecież czcimy Boże Narodzenie. Miało być, ale dziś – po głębszej refleksji – coraz bardziej dochodzę do wniosku, że tak nie było. W głębi duszy odzywał się co rusz dzwonek ostrzegawczy, że naprawdę nie ma z czego się cieszyć.

Było tak jak dawniej, świątecznie i miło w wielu domach, choć trudno powiedzieć, czy w większości domów. Niestety, cieniem się kładł niepokój wywołany tym, co się dzieje na świecie, a zwłaszcza polityczną wojną w naszym parlamencie, która natychmiast przenosi się pod strzechy. Choćbyśmy tego chcieli uniknąć przynajmniej w czasie świąt, ale nie jest to możliwe w dzisiejszym medialnym świecie. Pisał o tym w podwójnym numerze świątecznym „Newsweeka” znany nam Krzysztof Materna: „Mam sporo lat, przeżyłem sporo świąt, ale nigdy w okresie przedświątecznym nie byłem tak zawieszony w jakiejś dziwnej próżni, której nie mogę zdefiniować inaczej niż jako stan bliski schizofrenii”. Dalej wspomina Krzysztof niedawną rocznicę stanu wojennego 13 grudnia, kiedy to po odśpiewaniu wszystkich zwrotek polskiego hymnu wielotysięczne tłumy Polaków, trzymając biało-czerwone flagi, wyzywają się od komunistów i złodziei. A oto konkluzja felietonu Krzysztofa Materny pt. „Niewesołe życzenia”: „Tymczasem ci sami ludzie, pełni nienawiści, braku zrozumienia dla innych, śpiewający ten sam narodowy hymn, za chwile będą sobie i innym życzyli spokojnych świąt. Może nie wszystkim udzieli się taki parszywy przedświąteczny nastrój. Może będą mieli szczęście i na pasterce zamiast ewangelii nie usłyszą wyzwisk pod adresem reszty Narodu. Może będą mieli to szczęście, że posłuchają współczesnej kolędy nagranej przez Magdę Umer i Grzegorza Turnaua. Zastanowią się nad słowami papieża Franciszka. Pomyślą o rzezi, która odbywa się w Aleppo i nie przejdą bezrefleksyjnie do myślenia o bliskich, o przyszłości, nowym roku i przyjaźni tych wszystkich, którzy chcą żyć w spokoju, z godnością, z poszanowaniem wolności i tolerancją dla innego człowieka”.

A w ogóle telewizja wypełniona po brzegi specjalistami krajowej i zagranicznej kuchni roztoczyła przed nami wysublimowane jadłospisy wieczerzy wigilijnej. I serce nam zadrżało z trwogi, że nie podołamy sprostać nowoczesności, a ręce zatrzęsły od trzymania się za kieszeń. Z bijącym sercem, pełni niepokoju zasiedliśmy do tradycyjnego stołu i wstyd nie odstępował przy serwowaniu postnego barszczyku z uszkami, zupy grzybowej, smażonego karpia, pierogów z kapustą, kapusty z grochem, a na deser kompotu z suszonych owoców. Po prostu istna, zapyziała wiocha. Kudy nam chudopachołkom do specjałów telewizyjnej socjety. Nie ucieszyła mnie podrzucona przez Aniołka pod choinkę woda toaletowa i letnie skarpety, bo zdałem sobie sprawę, że nie mam pewności, czy z tego dobrodziejstwa zdążę skorzystać. No a z kolęd najbardziej utkwiło mi w pamięci: „W Dzień Bożego Narodzenia radość wszelkiego stworzenia: ptaszki w górę podlatują, Jezusowi wyśpiewują, wyśpiewują”.…

Na szczęście nie nastąpił koniec świata przewidziany przez proroków. Słońce nie zagasło, księżyc w nocy nadal świeci odbiciem jego światła. Życie toczy się dalej, tak jakby nigdy nic. Na tablicy ogłoszeń w moim miasteczku widzę barwne, krzykliwe plakaty o betlejemskim miasteczku przy kościele Chrystusa Króla, balach sylwestrowych, spotkaniach noworocznych, poświątecznej, promocyjnej sprzedaży towarów w wałbrzyskich marketach, a obok klepsydry informujące o pogrzebie zmarłych. Samo życie!

Ale niepokój zasiany wcześniej, tuż przed świętami, w mediach nie ustępuje. I trudno się temu dziwić. W świątecznym numerze „Polityki” rzucił się w oczy tytuł „Rok niespokojnej ziemi”, a w nim ostrzeżenie: 20 grudnia skończyła się w Polsce przewidywalność tego, co może nastąpić. Tego dnia, jak pisze redaktor Jerzy Baczyński: „partia rządząca ostatecznie przejęła władzę nad Trybunałem Konstytucyjnym, zamieniając go w prawny gadżet, ustrojową wydmuszkę. Nasz republikański ustrój zmienia się w monarchię niekonstytucyjną, gdzie pełnia władzy przy zachowaniu instytucjonalnej fasady – przysługuje faktycznie jednemu człowiekowi. Ave Cezar!”

W kolejnym artykule pt. „Królestwo chaosu”, grupa ekspertów „Polityki” przytacza argumenty potwierdzające, że w nadchodzącym roku zawisła nad Polską czarna chmura recesji gospodarczej i finansowej w związku z lawinowo rosnącymi kosztami tego chaosu: „Władza PiS-u ma dwa oblicza. Pierwsze to surowa twarz rewolucjonisty, sanatora i inkwizytora, który z żelazną ręką i makiaweliczną zręcznością przeprowadza plan całkowitego przejęcia państwa i jego instytucji. Ale spod tej maski wyłania się inne, wstydliwe oblicze niekompetentnego, nieudolnego bałaganiarza…”

Obszerny artykuł z metodyczną dokładnością obnaża szczegóły tego bałaganiarstwa i niekompetencji, a czytając o tym wszystkim włos się jeży na głowie. Po prostu trudno uwierzyć, że coś takiego może mieć miejsce w cywilizowanym kraju europejskim i nie ma sposobu, by reagować na to wszystko inaczej, jak czynnym udziałem w manifestacjach ulicznych.

W podobnym tonie wypowiada się Grzegorz Turnau, krakowski kompozytor i piosenkarz w świątecznym wydaniu „Gazety Wyborczej” zatytułowanym: „Jak się masz Turnau? Coraz lepiej”. Grzegorz Turnau opowiada o nagranym wraz z Magdą Umer klipie „Kolęda dla tęczowego Boga”, w której odnosi się krytycznie do braku reakcji ze strony naszych władz na to, co się dzieje w syryjskim Aleppo. Została ona wycofana z programów radia i telewizji publicznej. Cieszy się powodzeniem w telewizjach komercyjnych i w internecie. „Przypominam wszystkim malkontentom, mówi Grzegorz, że tęcza to znak biblijny – symbol nadziei po potopie. Wszyscy śpiewamy kolędę „Mizerna cicha”, w której padają słowa: „pod malowaną tęczą”.

Grzegorz Turnau opowiada, że nie ma żadnych poglądów politycznych, natomiast ma poczucie przyzwoitości. Ona każe mu dzisiaj powiedzieć, że jest droga, której nie akceptuje. Gdy władza rozdaje w sposób tak brutalny karty, uznając wszystkich ludzi, którzy budowali Polskę po roku 1989 za przestępców – nie może milczeć:

„Na mojej lodówce od dawna wisi myśl Dantego: Najbardziej gorące miejsce w piekle zarezerwowane jest dla tych, którzy w okresie kryzysu moralnego zachowują swą neutralność… Mój teść, 92-letni wybitny kompozytor, na pytanie: Jak się masz tato, odpowiada: Coraz lepiej ! Wierzę, że życie to są powtarzalne cykle. Kiedy czujemy, że jesteśmy w złym cyklu, to znaczy, że już blisko końca okrążenia, za chwilę rozpocznie się dobry cykl”.

I tą sentencją Grzegorza Turnaua budującą dobrą nadzieję na rok 2017 pragnę pokrzepić wszystkich moich Czytelników. Uwierzmy, to będzie rok dobrego cyklu. Będzie lepiej!

Stanisław Michalik

Tagi: ,