Proces

Polecamy2 listopada, 2016

 

bohun bartkiewicz

 

 

 

 

Zdarzyło się, że w sierpniu tego roku znana pisarka Olga Tokarczuk, autorka m.in. znienawidzonej przez prawicę powieści „Księgi Jakubowe”, została uhonorowana tytułem Zasłużony dla Miasta Wałbrzycha. Nie spodobało się to radnym PiS, którzy w ramach protestu opuścili salę podczas sesji rady miejskiej. Poruszony tym do głębi, wałbrzyski literat, poeta i były górnik, Roman Gileta, zamieścił na Facebooku dosyć „nieszczęśliwy”, ale mocno emocjonalny komentarz, w którym znalazły się też słowa, że gdy pozna ich nazwiska, to pójdzie na sesję rady i maczetą im łby poucina. Jestem przekonany, że był to głupi wpis, ale w takim samym stopniu przekonany jestem, że tylko ktoś nasiąknięty wyjątkowo złą wolą, albo wręcz intelektualny prościuch, niepotrafiący zrozumieć intencji jego autora, wziąłby to za jakąś realną groźbę.

A jednak znaleźli się tacy, którzy w te pędy polecieli z donosem do prokuratury, nie zważając na to, że Roman, gdy tylko trochę ochłonął, bardzo szybko wpis usunął. Zaraz potem do miejskich władz PiS wysłał przeproszenie za swój – było nie było – wygłup. No i ponadto tych, którzy z rzekomego strachu przed „romanową maczetą” w gacie trochę popuścili, osobiście przeprosił. Zdawało mu się, że sprawa jest załatwiona. A tu nagle wezwanie na policję i zarzut groźby karalnej. Dedykuję przeto panu policjantowi treść art. 190 § 1 kodeksu karnego, którego najważniejszy fragment brzmi następująco: „Kto grozi INNEJ OSOBIE popełnieniem przestępstwa na jej szkodę (…), jeżeli groźba wzbudza W ZAGROŻONYM uzasadnioną obawę, że będzie spełniona, podlega (…) karze (…)”. Mam wrażenie, że każdy, kto potrafi jako tako litery składać i z logicznym myśleniem nie ma żadnych problemów, zrozumie, że groźba musi być skierowana do KONKRETNIE określonej osoby fizycznej, no i oczywiście musi w tej osobie wywołać UZASADNIONĄ obawę, że zostanie spełniona. Ale, co warte jest szczególnego podkreślenia, „obawę można uznać za uzasadnioną tylko wtedy, kiedy przeciętny człowiek, o podobnych do ofiary cechach osobowości, psychiki, intelektu i umysłowości, w analogicznych warunkach wedle wszelkiego prawdopodobieństwa, uznałby tę groźbę za realną i wzbudzającą obawę”. Nie ja to wymyśliłem, bo jest to opinia wyrażona w tak zwanej doktrynie i sądowym orzecznictwie.

Każdy, kto Romana Giletę zna, doskonale wie, że nie skrzywdziłby nawet przysłowiowej muchy, a osoby, które uznały się zagrożone (nazwiska znam, ale spuszczę zasłonę miłosierdzia), akurat z Romanem się znają, w tym co poniektórzy bardo dobrze, bo i na piwo – zdarzało się – razem chodzili.

Aby nie być gołosłownym, przywołam niewielki fragmencik z uzasadnienia wyroku Sądu Okręgowego w Kielcach (sygn. akt IX Ka 1330/13), który uznał, że „poza subiektywnym odczuciem zagrożenia decydują (…) przesłanki odwołujące się do okoliczności i sposobu wyrażenia groźby, które mogą uzasadniać realną obawę, iż będą spełnione. Pozwala to wyeliminować z zakresu karalności groźby, których nikt rozsądny nie potraktowałby realnie”. Radzę szanownym Czytelnikom zwrócić szczególną uwagę na użycie przez sąd określenia „ nikt rozsądny”. No właśnie. Tak więc zarzut postawiony Romanowi jest bzdurny i może być od biedy tłumaczony ignorancją policjanta, ale fakt, że został zatwierdzony przez prokuratora, woła już o modły we wszystkich chrześcijańskich, i nie tylko, świątyniach. Jeżeli jednak ktoś z wałbrzyskiego PiS uznał, że Roman faktycznie utnie mu maczetą głowę i złożył w związku z tym zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa, to oczekiwałbym, że prowadzący sprawę policjant (i prokurator ją nadzorujący) będzie właśnie tym kimś „rozsądnym” i wniosek taki „wrzuci do kosza”, nie tylko z powodu braku znamion czynu zabronionego, do których należy skierowanie groźby do konkretnej osoby, co w przypadku wpisu Romana absolutnie nie miało miejsca. Wpis ten zawierał coś, co od biedy można by uznać za „apel” autora, skierowany do bliżej nieokreślonych adresatów, aby „podali mu” nazwiska osób, które w jego mniemaniu obraziły Olgę Tokarczuk. Wynika z tego w sposób niebudzący wątpliwości, że Roman nikogo konkretnego nie miał na myśli, a więc żadnej indywidualnie wskazanej osobie nie mógł grozić. W rozmowie, jaką z nim na ten temat przeprowadziłem, powiedział mi, że w jego zamyśle miał to być tylko protest przeciw „niegodnemu” – w jego mniemaniu – zachowaniu wałbrzyskich rajców z Prawa i Sprawiedliwości, a słowo „maczeta”, miało grać kluczową rolę, jako literacka metafora, w wyrażeniu, że „maczetą słowa łby poucina”. Bo według Romana (poety i literata przecież) „słowem można operować jak maczetą”, z czym się absolutnie zgadzam. I tylko jego stan emocjonalny wywołany informacją o – co tu dużo mówić – nieprzyzwoitym zachowaniu radnych PiS, dotyczącym znakomitej przecież pisarki i bliskiej jego znajomej, spowodował niezamierzony lapsusu, iż wyraz „słowo” w tekście się nie znalazł.

Zapyta ktoś: dlaczego zatem Roman Gileta dobrowolnie poddał się karze? Odpowiedź jest prosta. Nie zna się on na prawie i uległ namowom owego policjanta, który takie rozwiązanie mu podsunął i przedstawił w takiej formie, że Roman do cna skołowany, wyraził na to zgodę. Pan policjant zaliczył tym samym sukces, bo jeszcze jedna spawa została zakończona wynikiem pozytywnym. Marny to jednak i bardzo kompromitujący (nie tylko policjanta) to sukces, bo świadczący o jakości kadr naszych organów ścigania, które właśnie takimi „sukcesami” być może poprawiają swoje statystyki. Co do etycznej oceny osób, które skierowały do organów ścigania zawiadomienie o rzekomym przestępstwie, z ostrożności procesowej, nie będę się wypowiadał, z nadzieją, że każdy kto ten tekst przeczyta, wyrobi sobie własne na ten temat zadanie. Na szczęście Roman ma wielu przyjaciół, którzy go w biedzie nie pozostawili, w wyniku czego zgłosił się znany i bardzo dobry prawnik, który w jego imieniu wniesie do sądu wniosek o unieważnienie dobrowolnego poddanie się karze i umorzenie postępowania z uwagi na brak znamion czynu zabronionego.

Na zakończenie pozwolę sobie na pewną osobistą refleksję. Otóż nie tak dawno, również na Facebooku, jeden (na szczęście już były) wałbrzyski policjant wyartykułował w stosunku do mnie bardzo konkretne groźby. Moje obawy, co do ich spełnienia były mocno uzasadnione i w krótkim czasie, dzięki prokuraturze i sądowi, zostały faktycznie zrealizowane. Mógł je zrealizować, bo organa te moje obawy uznały za bezpodstawne. No cóż, ani ja, ani Roman do PiS nie należymy. No i w Polsce nie prawo, lecz jego interpretacje obowiązują.

Janusz Bartkiewicz

www.janusz-bartkiewicz.eu

Tagi: ,