Ślepi (?) i głusi (?)

Polecamy26 października, 2016

 

basinski felieton

 

 

 

 

 

„A na drzewach zamiast liści, będą wisieć syjoności” – tak wyła nacjonalistyczna horda, maszerująca w Białymstoku. Syjoniści, w tym przypadku zastąpili komunistów, których obecność, a nawet ślady trudno zauważyć, ale dla nich nie ma rzeczy niemożliwych. To tak na marginesie. Powyższy obrazek pokazywany był w telewizji dziesiątki razy. Ale tamtejsza prokuratura niczego nie widziała i nie słyszała, nie było mowy o zapowiedzi wieszania kogokolwiek, więc sprawę umorzyła. Nie ma mowy o, nomen omen, mowie nienawiści, rasizmie i ksenofobii. Na usta ciśnie się pytanie: „kpisz waść, czy o drogę pytasz?”. To ta sama prokuratura, która nie widziała niczego zdrożnego w eksponowaniu przez „prawdziwych Polaków” swastyki, bo w jej (prokuratury) rozumieniu jest ona bodajże starym hinduskim znakiem miłości i pokoju. Tak samo potraktowała księdza (nazwiska nie wymienię, gdyż klawisze komputera zaprotestowały), który też zdzierał gardło – tyle, że z ambony, a także wył na ulicy – głosząc krystalicznie czystą nienawiść i słowa zaprzeczające postawie ewangelicznej oraz nauce Chrystusa. Poza tym lubi hajlować, jak jego brunatni mistrzowie. Przełożeni księdza potraktowali go w sposób nader łagodny (a taki np. ks. Wojciech Lemański z parafii w Jasienicy, jeden z ostatnich sprawiedliwych w Kościele, do dziś ma zakaz wypowiadania się, a usta zamknął mu jego przełożony biskup Henryk Hoser, łaskawy wobec księży-pedofilów…). Jeżeli kiedyś w Polsce faszyzm obrośnie w pióra, zapamiętajmy tych, którzy aktywnie asystowali przy jego poczęciu i narodzeniu. A co do księdza, groźnie nawiedzonego chłystka, można ze zdumieniem i przykrością stwierdzić, że poczuł milczące przyzwolenie kościelnych hierarchów na swoją dalszą haniebną działalność „patriotyczną”. W niektórych mediach odezwały się głosy poparcia jego młodych kolegów w sutannie oraz mających mleko pod nosem, a już butnych polityków. W tym miejscu wskazywałem niedawno na osobliwy sojusz polskiego Kościoła z obecną władzą, która (m.in. ustami ministra Błaszczaka) lekceważy i umniejsza zapędy faszyzujących grup. Chociaż… czy rzeczywiście lekceważy? Wiadomo, jakim gorącym uczuciem władza ta pała do „patriotycznych” bandziorów stadionowych, stanowiących elektorat PiS. Kibole i nacjonaliści mogą się przydać. Rozumny obserwator zapyta od razu: do czego mają władzy służyć osobnicy niebliczalni? Właśnie… A do tego Macierewicz tworzy dziwaczne oddziały obrony terytorialnej…

Wspomniany minister większe zagrożenie dla bezpieczeństwa publicznego widzi w… manifestacjach KOD, co jest po prostu skandaliczne i przewiduje prowokacyjne zachowania jego członków 11 listopada, nie zająknąwszy się nawet o tym, do czego może być tego dnia zdolny faszystowski narybek, który z okazji narodowego święta regularnie demoluje stolicę. Powiedzieć „skandal”, gdy słyszymy jak władza ordynarnie rżnie głupa, to powiedzieć niewiele…

A Kościół miał kolejny raz okazję, by głośno i energicznie pouczyć tych, co sieją wiatr, a plonem ich poczynań może być burza. Nie czyni tego, gdyż ma w tym swój interes, idąc ręka w rękę z rządzącymi Polską. Nawzajem wspierają się siły, których destrukcyjny charakter zauważany jest daleko poza granicami RP. Wygląda to na działanie o charakterze samobójczym, ale to już problem Kościoła, a raczej jego dostojników, którzy zapomnieli do czego zostali powołani i głoszenie czego jest ich codzienną powinnością. Prawdopodobnie dopiero pustoszejące świątynie przyczyniłyby się do otrzeźwienia odprawiających msze św. i głoszących płomienne, ale oderwane od życia kazania. A to się już zaczyna dziać…

Odwołam się w tym miejscu do tego, co napisałem niedawno o miłosierdziu. Określiłem je jako uczucie z najwyższej półki i zapewne dlatego z takimi niesłychanymi oporami się ono ujawnia. Kościelni dostojnicy i zwykli księża, ciągle jeszcze mają sposobność stać się społecznym sumieniem, reagującym natychmiast na przejawy zła w szerokim, a nie tylko politycznym rozumieniu tego słowa, przede wszystkim wskazując na nienawistników różnej maści, którym marzy się unicestwienie myślących inaczej. Najpierw dążą do ich zniewolenia, a później… Śmiem twierdzić, że roi się to w głowach wielu przedstawicieli obecnej władzy, a polski Kościół, w którym od pewnego czasu dramatycznie brakuje autorytetów, nie powinien udawać, że tego nie dostrzega i nie słyszy niebezpiecznych sygnałów. W czasach, gdy człowiek człowiekowi stał się wilkiem, ambony mogłyby stanowić wspaniałe pole do popisu dla duchownych.

Faszyzm narodził się w minionym wieku i początkowo przejawiał się w słowach. Jak teraz. A skończył hekatombą, wieloma milionami ofiar i wcześniej niewyobrażalnym cierpieniem znacznej części ludzkości. Nie wolno nam lekceważyć najmniejszych przejawów powrotu tamtego koszmaru, a tym bardziej nie wolno przedstawicielom władzy, również tej nad duszami… Gorzej, gdy ma świadomość dziejącego się zła, ale wykorzystuje je do własnych celów.

Wojciech Smarzowski jest reżyserem wchodzącego właśnie na ekrany wstrząsającego filmu „Wołyń”, o przerażającym i wymyślnym ludobójstwie autorstwa band UPA i zwykłych ukraińskich wieśniaków na Polakach (ale trzeba wiedzieć, że w tym okropnym czasie wielu Ukraińców ratowało naszych rodaków z narażeniem swojego życia). Oto fragment jego wypowiedzi w wywiadzie zamieszczonym w 39 numerze tygodnika „Polityka”:

(…) Najważniejszą przyczyną ludobójstwa na Kresach była fascynacja skrajnym nacjonalizmem. To punkt siódmy Dekalogu Ukraińskiego Nacjonalisty: „Nie zawahasz się spełnić największej zbrodni, kiedy tego wymaga dobro sprawy”, i punkt ósmy: „Nienawiścią i podstępem będziesz przyjmował wrogów Twojego Narodu”.

(…) „Ale mordować i czuć z mordowania przyjemność? Co trzeba mieć w sobie, żeby rozcinać brzuchy ciężarnym kobietom, piłować na żywca (…) nabijać dzieci na płoty? (…) Dzikość idzie z człowieka. W czasie, kiedy na Wołyniu popi święcili siekiery i piły, w innej części Europy księża katoliccy święcili noże chorwackich Ustaszy, którzy podrzynali nimi gardła Serbów. Przykładów, do czego zdolny jest człowiek, jeżeli uzbroi się go w odpowiednią ideologię i da nawet milczące przyzwolenie na zbrodnię, niestety, nie brakuje: Bałkany 50 lat później i Srebrenica, w której z kolei Serbowie mordowali Bośniaków, rzeź w Nankinie w latach 30., zbrodnie Pol Pota i Czerwonych Khmerów w Kambodży, wcześniej ludobójstwo Ormian oraz Hutu i Tutsi w Rwandzie w 1994 r.”.

Kto sieje wiatr…

Andrzej Basiński

PS.

Po przeczytaniu felietonu P. Janusza Bartkiewicza „Kto ma rację?”, mam mieszane uczucia. Nawet gorzej… To nie czas na szukanie pozytywów u jednostek opętanych władzą. Hitlera chwalono za pracę dla wielu przy budowie autostrad… A deklaracji prezesa, gładkich i ogólnikowych, nie trzeba brać od razu za dobrą monetę, zwłaszcza, że na gospodarce się po prostu nie zna. Pan Bartkiewicz wyprzedzająco określa każdego ewentualnego (ekonomicznego) oponenta mianem „durnia” i „szkodnika”. No cóż, ma prawo… W innym miejscu autor popiera demona konfliktu opluwającego Wałęsę. Nie należę do bezkrytycznych fanów pierwszego szefa Solidarności, ale po stokroć jest dla mnie ważniejszy od człowieka będącego wielkim deficytem moralnym. Może i jestem fanatykiem, ukształtowanym przez narastające od 2005 r. pisowskie zagrożenie, ale czyż po przeciwnej stronie nie widać fanatyków od groma? Mój fanatyzm to uporczywe gadanie i przestrogi na tych łamach, kierowane do nieprzekonanych, ci z przeciwka mogą bez porównania więcej, co się może skończyć narodową tragedią. Jeśli, póki co, nie ma na nich sposobu, należy zwierać szyki, a nie rozluźniać je, bo opozycja jest na razie symboliczna. Okoliczności łagodzących dla PiS będziemy szukać po przegranych przez tę partię wyborach. Znowu przytoczę ciągle aktualne słowa Stefana Kisielewskiego: „To, że jesteśmy w dupie, to jasne. Problem w tym, że zaczynamy się w niej urządzać”. I chwalić kierownictwo pierdla, które chce nas sprowadzić do parteru, a potem chwycić za twarze. Syndrom sztokholmski?

Autor felietonu wspomina też o grożących polskim miastom enklawach szariatu. I to w sytuacji, gdy krzyczymy uchodźcom, których nie widać: won! Polacy: nic się nie stało…

A.B.

Tagi: ,