Niezwykłe spotkania z pisarką

Polecamy21 października, 2016

Stare Bogaczowice, Głuszyca, a teraz Szczawno – Zdrój – w tych gminach Aglomeracji Wałbrzyskiej wrocławska pisarka Joanna Maria Kaleta spotkała się w ostatnich dniach z Czytelnikami. Okazją była promocja jej najnowszej książki związanej z ziemią wałbrzyską – Riese. Tam gdzie śmierć ma sowie oczy.

 

– 17 października gościliśmy w Miejskiej Bibliotece Publicznej im. Tadeusza Boya-Żeleńskiego w Szczawnie Zdroju znaną pisarkę wrocławska Jolantę Marię Kaletę, autorkę powieści sensacyjno-kryminalnych, mi.n. W cieniu olbrzyma, Lawina, Złoto Wrocławia’, Duchy Inków. Akcje powieści J.M. Kalety związane są w większości z naszym regionem – treść każdej książki oparta jest na autentycznych zdarzeniach historycznych, fakty splecione są z fikcją, bohaterowie często mają swoje autentyczne pierwowzory, a wszystko okraszone jest solidną dawką wiedzy historycznej, dowodząc, że Dolny Śląsk nadal posiada wiele tajemnic czekających na swoich odkrywców. Autorka barwnie i ciekawie opowiadała o swoich książkach i bohaterach, uzupełniając narracje prezentacją multimedialną swojej twórczości. W krótkich filmikach przedstawiając treść książek oraz fakty z nimi związane. Wizyta była doskonałą okazją, aby spotkać się osobiście z autorką i nabyć książkę z jej autografem oraz zapoznać się z najnowszą powieścią: Riese. Tam gdzie śmierć ma sowie oczy – podsumowują pracownicy szczawieńskiej książnicy.

Pisarka postanowiła podzielić się wrażeniami z tych spotkań z naszymi Czytelnikami.

– Tą drogą kieruję serdeczne podziękowania dla MBP w Szczawnie Zdroju za zorganizowanie spotkania autorskiego, a Czytelnikom dziękuję za przybycie i zainteresowanie moją twórczością. Z żalem opuszczałam ziemię wałbrzyską, bliską memu sercu. Mam nadzieję, że wkrótce zawitam raz jeszcze.

Promocja mojej najnowszej powieści zatytułowanej „Riese. Tam gdzie śmierć ma sowie oczy” nie mogła się odbyć w innym miejscu niż Góry Sowie, a zwłaszcza nie mogło zabraknąć Głuszycy. To przecież tam rozgrywają się te najistotniejsze wydarzenia. Los sprawił, że na mojej drodze spotkałam Pana Stanisława Michalika, byłego burmistrza Głuszycy, zasłużonego działacza na rzecz regionu wałbrzyskiego, autora wielu wspaniałych opracowań promujących Góry Sowie i okoliczne miejscowości, a także dobrego ducha pielęgnującego dni, które odeszły w przeszłość, aby nie zostały zapomniane. To dzięki niemu doszło do zorganizowania w Centrum Kultury Bibliotece Miejskiej w Głuszycy tak ważnego dla mnie i mojej powieści spotkania, które nie tylko uhonorował swoją obecnością, ale także poprowadził, za co raz jeszcze dziękuję. Także władze Głuszycy – pan Burmistrz Roman Głód i zastępca burmistrza Grzegorz Szymański – zaszczycili mnie swoją obecnością. Ale to nie wszystkie osobistości, które przybyły na spotkanie. Nestor sowiogórskich poszukiwań, Pan pułkownik Jerzy Cera, który wspierał mnie radą podczas pisania powieści, przyjechał z Krakowa, aby uświetnić spotkanie. Chciałabym także wspomnieć o bardzo ważnym dla tej powieści człowieku, Panu Grzegorzu Borensztajnie, który wyrastał w cieniu Riese, a którego dzieje rodzinne były jedną z inspiracji do napisania tej powieści. Nic więc dziwnego, że w gronie tych wspaniałych ludzi, w obecności wielu mieszkańców Głuszycy, moich Czytelników, czułam się jak na rodzinnym spotkaniu.

Należy też wspomnieć o potędze internetu, a zwłaszcza Facebooka, dzięki któremu nawiązałam kontakt z Gminnym Centrum Edukacyjno-Społecznym w Starych Bogaczowicach. Pani Ilona Lewkowicz, dyrektorka Biblioteki, dołożyła starań, aby spotkanie, połączone z inauguracją roku akademickiego Uniwersytetu Trzeciego Wieku, miało piękną oprawę. Byłam mile zaskoczona aktywnością seniorów Starych Bogaczowic, którzy chętnie nabywają nowe umiejętności i nową wiedzę. Miałam szczęście być świadkiem złożenia ślubowania przez kolejnych studentów i razem wysłuchaliśmy hymnu „Gaudeamus”. Mnie poproszono o wykład inauguracyjny, co sprawiło mi ogromną radość. Aktywność fizyczna i umysłowa seniorów dała o sobie znać już podczas spotkania z moimi książkami. Z tak dociekliwymi i głęboko przemyślanymi pytaniami rzadko się spotykam na wieczorach autorskich. Ciekawość mojej twórczości, znajomość historii regionu, umiłowanie swej Małej Ojczyzny, zachwyt nad jej urodą wychylały się z każdego zdania.

Wiele moich spotkań autorskich na terenie Dolnego Śląska miało podobny przebieg i charakter. W zasadzie już zdążyłam się przyzwyczaić, że mieszkańcy naszego regionu to niezwykli ludzie. I nic w tym dziwnego. Przecież Dolny Śląsk to magiczne miejsce, mające za sobą dramatyczną, odmienną od innych, historię. W 1945 roku te ziemie dla jednych były odzyskane, dla drugich utracone, a dla jeszcze innych trofiejne. Bogate w tajemnice, te z czasów ostatniej wojny, ale także w te z wieków dawniejszych. Aby zrozumieć specyficzny klimat tego miejsca, trzeba mieć świadomość, że właśnie na te ziemie, po sześciu latach koszmarnej okupacji, podczas której każdego dnia można było stracić życie, przybyli ludzie wyzuci z dobytku, pozbawieni bliskiej rodziny, wygnani z ziemi ojców, a mimo to potrafili wykrzesać z siebie jeszcze tyle sił, aby zacząć życie raz jeszcze, aby zagospodarować i odbudować te ziemie, ziemie w większości ocalałe z zawieruchy wojennej, lecz ograbione przez Armię Czerwoną i szabrowników. Narażeni na represje i szykany ze strony totalitarnej władzy, nie poddali się, choć sądzili, że są tutaj tylko przejazdem, że za rok, może dwa, wrócą na ziemię swoich ojców, że może znowu ktoś ich będzie przesiedlał, bo wojna lata całe wisiała na włosku. A mimo to, nawet nie zauważyli, jak zapuścili tutaj korzenie, jak ta ziemia stała się ich ojczyzną. To ci ludzie są prawdziwym skarbem tych ziem i moje powieści są tak naprawdę o nich. A tajemnice i zagadki, kompleks Riese, złoto Wrocławia, cenne obrazy czy bursztynowa komnata, są tylko pretekstem – podkreśla Jolanta Maria Kaleta.

(RED)

 kaleta-szczawno

 

 

 

 

 

 

 

 

Jolanta Maria Kaleta (z prawej) spotkała się z Czytelnikami w Miejskiej Bibliotece Publicznej im. Tadeusza Boya-Żeleńskiego w Szczawnie Zdroju.

Tagi: , , , , ,