Jasne łany IV RP

Polecamy28 września, 2016

bohun bartkiewicz

 

 

 

 

Popełniłem swego czasu felieton zatytułowany „Geniusz Jarosława”, opublikowany na łamach Tygodnika DB 2010 3 grudnia 2015 roku. I chociaż jego tytuł, w zestawieniu z treścią tekstu, zdawał mi się mocno sarkastyczny, to jednak zdrowo mi się oberwało. Nie za treść, a za tytuł właśnie, co jest bardzo charakterystyczne dla naszych polskich postaw, o czym za chwilę.

Jak wiadomo, dzięki temu, że część obywateli, o mniej lub bardziej wykształconych lewicowych poglądach, w ostatnich wyborach zagłosowało na PiS, a tak faktycznie na to, co PiS ustami Jarosława Kaczyńskiego (i jego wiernych komilitonów) Polakom obiecywało. Stało się tak ponieważ wielu z nich miało tak serdecznie dosyć „kolesiowskich” rządów koalicji PO-PSL, że – nie zważając na treść – dało się złapać na tytuły, czyli hasłowe obietnice PiS przyjmując za realny program tej partii. Przestrzegałem wówczas i nawoływałem, aby nie głosować na prawicę, czyli na skłócony POPiS i PSL, bo nic dobrego to nie przyniesie. Podpowiadałem, by zagłosować na lewicę (każdy może sprawdzić mojej teksty z czasów wyborów 2015 r.), aby uniemożliwić jakąkolwiek możliwość samodzielnego rządzenia czy to PO, czy PiS, ale znalazłem się pod ogniem dosyć mocnego ostrzału, że niby zmieniłem swe poglądy i agituję za Jarosławem Kaczyńskim i jego politycznym towarzystwem. Część z nas, ludzi sympatyzujących z lewicą, dała się zastraszyć groźbą rządów PiS i z tego strachu oddała swe głosy na PO, co spowodowało, że lewicy zabrakło jedynie 0,45% aby zasiąść w parlamencie, przez co z politycznego obiegu na cztery lata wypadła. Przegrana SLD (bo to o niego faktycznie chodzi) spowodowała, że dzięki temu PiS mogło stworzyć większościowy rząd, a więc bez problemu wprowadzać wszelkie prawa, niezbędne dla samodzielnego rządzenia i powolnego zawłaszczania państwa. W każdej dziedzinie. „Geniusz” Jarosława Kaczyńskiego polegał na tym, że jako jedyny z całego obozu politycznego, bez żadnego skrępowania, obiecał wyborcom to wszystko, czego oni oczekiwali, a ponadto rzucił obietnicę otwarcia sakiewki i rozdania sporej ilości pieniędzy. A to zawsze działa. Druga część prawicy (PO, PSL) też obiecywała gruszki na wierzbie, ale jako się rzekło, ludziska mieli ich już tak mocno po dziurki w nosie, że i obietnice (być może bardziej realne) zdawały się jeno politycznym kuglarstwem. Lewica przedstawiała w miarę pragmatyczny program na przyszłość, co nie dla wszystkich, omamionych wizją dodatkowych pieniędzy, było zrozumiałe i godne poparcia. Natomiast prezes PiS doskonale wiedział, że jak już raz władzę za nogi ucapi, to szybko jej nie odda i będzie bronił jak niepodległości, wykorzystując niedoskonałe bardzo mechanizmy demokracji. Bo jak wiadomo, przy pomocy tych mechanizmów bez trudu można przejąć władzę w takim stopniu, by w bardzo prosty sposób demokrację ową wysłać do kąta, albo zgoła w jakiejś nowej Berezie Kartuskiej na lata osadzić.

Mając tego świadomość, Jarosław Kaczyński zaczął realizować swoje rzeczywiste zamiary (treść), przy jednoczesnym odrzuceniu na bok głoszonych w wyborach haseł i obietnic (tytuł), co każdy mógł łacno dostrzec, oglądając nocne posiedzenia Sejmu, błyskawiczne, aczkolwiek na bakier z przepisami i zasadami, procedowanie projektów ustaw i następnie nocne ich uchwalanie w takim kształcie, że tak naprawdę służą jako kaganiec, powoli zakładany na obywatelskie swobody i prawa. Jarosław Kaczyński doskonale wiedział, że w przypadku kiedy nie uzyska w Sejmie i Senacie większości konstytucyjnej, to zmianę ustroju państwa może przeprowadzić drogą ustaw zwykłych, ale pod warunkiem, że sparaliżuje jedyny konstytucyjny organ, który może mu w radosnej twórczości ustawodawczej przeszkodzić. Najpierw więc doprowadził do jego paraliżu, a następnie tak go zmieni, że będzie nim kierował tak samo, jak państwem, czyli z drugiego rzędu. Już niedługo (18.12.2016) prezes Trybunału Konstytucyjnego Andrzej Rzepliński przestaje być sędzią tegoż trybunału, a w prokuraturze już leży (zapewne) gotowe do podpisu postanowienie o przedstawieniu mu zarzutów, chociaż jeszcze żadne śledztwo nie zostało wszczęte i przeprowadzone z uwagi na chroniący go jeszcze immunitet. W TK mamy już sędziów wybranych przez PiS, którzy, tak samo jak Jarosław Kaczyński, w głębokim niepoważaniu mają nie tylko wyroki Komisji Weneckiej, ale także przedstawicieli tych organów Unii Eeuropejskiej, którzy rząd Jarosława Kaczyńskiego chcą postawić do kąta i wymusić na nim przestrzeganie demokratycznych zasad i zobowiązań przyjętych przez Polskę z chwilą przystąpienia do Unii. Lata lecą nieubłaganie i prezes Kaczyński wie, że na pół roku przed upływem kadencji jego rządów, z TK odejdzie kolejnych trzech sędziów, a w kolejce stoją już, wybrani przez PiS i zaprzysiężeni przez prezydenta, trzej kolejni. Tak więc, w najgorszym dla prezesa scenariuszu, w maju 2019 roku (do końca kadencji ponad pięć miesięcy) w trybunale będzie miał sześciu (na dziewięciu) swoich sędziów, pozostali znając los A. Rzeplińskiego, nie będą zapewne marzli o takim samym, a więc droga przed PiS otwarta.

Bez obawy o wyrok trybunału, w stachanowskim, czyli pisowskim, tempie zostanie uchwalona nowa ordynacja wyborcza, która zapewni PiS kolejne, tym razem konstytucyjne zwycięstwo, co skutkuje zmianą konstytucji i pełnym powrotem PRL. Wszak suwerenem jest lud (zwłaszcza lud pracujący miast i wsi), a suweren to Gwiazda Północna prezesa Jarosława. Zresztą już teraz pierwsze symptomy PRL-u dostrzegam, a zwłaszcza kierowniczą rolę partii i jej prezesa, który – jak kiedyś I sekretarz KC PZPR towarzysz Edward Gierek – uznaje, że rząd rządzi, ale partia kieruje. Wszystko po to, aby Polska rosłą w siłę, a ludziom żyło się dostatniej. Dzisiejszy suweren kupi to z pocałowaniem ręki, bo nie treść, a tytuł jest dla niego istotny. Kiedyś MO i SB tłukła protestujących i opozycję, dzisiejsi policjanci beznamiętnie leją każdego, kto się im nie spodoba (niekiedy do „ostatecznego rozwiązania”), chociaż ostatnio przyjęli nowe hasło, które widnieć będzie na radiowozach. Brzmi ono „Pomagamy i Chronimy”, czyli w skrócie PiC. Oby nie było ono prorocze. W początkach PRL na masową skalę produkowano (stad nazwa produkcyjniaki) propagandowe gnioty filmowe, których zadaniem było przeoranie mentalności prostych obywateli, czyli suwerena. Kiedyś więc ludzi ogłupiały „Jasne łany”, dzisiaj „Jack Strong” i „Smoleńsk”, których zadaniem jest utrwalenie w umysłach młodych ludzi idei, która zdaje się być kamieniem węgielnym „nowego PRL”, czyli RP PiS. Idę kupić zapas cebuli, pasty i szczoteczek do zębów.

Janusz Bartkiewicz

www.janusz-bartkiewicz.eu

Tagi: ,