Rzeczpospolita buraczana

Polecamy28 września, 2016

basinski felieton

 

 

 

 

 

 

 

 

Burak, jako warzywo, to podstawowy surowiec do przygotowania barszczu lub surówki. Burak jako określenie charakteru, nawyków lub postawy człowieka, oznacza chama, bezczelnego ćwoka, jednostkę prymitywną bez względu na wykształcenie, wyznającą zasady będące zaprzeczeniem dobra wspólnego, współczucia i empatii, krańcowo egoistyczną, potrzebującą bata, aby funkcjonować, wazeliniarsko – służalczą. Burak plus, to jednostka wykorzystująca buraka zwykłego do swoich celów. Tenże bywa też dewotem, ciągle poszkodowanym i mściwym, gardłującym, że ojczyznę należy podnieść z kolan.

Burakami w Polsce obrodziło, od szczytów władzy po społeczne doły. Nastąpił ich lawinowy wysyp. Buraczana zaraza opanowuje coraz więcej dziedzin życia. Jest głośna i bezwzględna. Zagłusza apelujących o opamiętanie. Typowe buraczane zawołanie, to: „nie cofniemy się nawet o krok!”.

Polski burak kpi sobie z prawa obowiązującego w cywilizowanym państwie. Uznaje tylko prawo silniejszego. Wypracowane przez lata uznanie dla Polski w świecie, nic go nie obchodzi. Rozwala je, gdyż dla niego bardziej się liczy obawa bliższych i dalszych unijnych sąsiadów przed Polską nieobliczalną i niepoczytalną. Patriotyzm polskiego buraka jest wrzeszczący i nachalny, najlepiej widoczny w wykonaniu faszyzujących łysoli, posługujących się kijami bejsbolowymi ze znakami uświęconymi walką o wyzwolenie i pragnących tymże kijami w patriotycznym czynie spuścić „zdrajcom” wp….ol. Polski burak nie jest w stanie dorównać uznanym autorytetom, więc ryje pod nimi doły i gryzie po kostkach, zachęcany przez buraków ze szczytów władzy: ”ryjcie, bo to wy macie rację, obalajcie, olewajcie i gnojcie elity!”. Na polskim buractwie żeruje oberprezes i po mistrzowsku je wykorzystuje, a najlepszym tego przykładem są podsycane przez niego w kretyństwa i idiotyzmy smoleńskie. Polski burak namiętnie bowiem kocha teorie spiskowe, rzekomo nieustanne polskie męczeństwo i daje odpór odwiecznemu obrażaniu rodaków przez inne nacje. „Wara od Polaków – krzyczy burak – to naród wybrany przez Boga, zdolny wyłącznie do czynów szlachetnych!”. To dlatego minister Zalewskiej nie mogły przejść przez gardło słowa o rzeczywistych sprawcach pogromu kieleckiego i zbrodni w Jedwabnem. Skompromitowała tym nie tylko siebie, ale swój resort i partię.

Znowu powróciły Macierewiczowskie upiory. Raport komisji Millera eksperci ICAO (Organizacji Międzynarodowego Lotnictwa Cywilnego) uznali za wyjątkowo rzetelnie wykonane badanie katastrofy lotniczej. Setki stron z bezspornymi dowodami, ilustrującymi minuta po minucie dramat w samolocie. Ale „eksperci” ministra zarzucili komisji kłamstwa i wyrzuciły raport do kosza. Jedni wrzeszczą: „to był zamach!”, inni: „nic nie zostało wyjaśnione!”. To już nieuleczalna głupota, oślo-barani upór, psychoza wręcz, buractwo totalne. Macierewicz nie może zawieść buraczanego elektoratu, więc woli do końca swoich dni gonić króliczka, niż – broń Boże! – go złapać. Zamach stanowi bowiem życiodajny nawóz, bez którego trudno im żyć. Teraz na pewien czas Macierewicz odsunie straszną wizję zakończenia śledztwa nie po swojej myśli (czy to w ogóle możliwe?) ekshumacją ofiar katastrofy. To udręka dla wielu ich rodzin. Ale co to Macierewicza obchodzi?

W jego podkomisji rozważano możliwość eksperymentu z brzozą na samochodzie i uderzającym w nią tupolewem. Wydaje się to przerażającą groteską, a przecież możliwość taką wzięli pod uwagę ludzie uważający się za poważnych ekspertów (choć żaden nie badał w przeszłości wypadków lotniczych!). Polak normalny zatrząsł się ze śmiechu, chociaż sprawa dotyczy tragedii. Polski burak gorąco obłędny pomysł popiera, podobnie jak smoleńskie apele „poległych”. Ostatni, z okazji 333. rocznicy odsieczy wiedeńskiej, to już szczyt wariactwa i bezwstydu. Inicjatywy Macierewicza doprowadzą w końcu normalne społeczeństwo do odruchu wymiotnego. Ale, wracam do apeli „poległych”, jakoś nie współczuję żołnierzom, którzy w pokorze znoszą poniżające wojskowych harce ministra. Ostatnie podwyżki ich uposażeń wiele tu tłumaczą…

Nasze buractwo nie ujawniło się w ostatnich miesiącach, ono się wtedy tylko nasiliło. Polski pracodawca – burak, od dawna już upokarza podwładnych śmieciowymi umowami i niskimi płacami, chociaż stać go na wyższe. Ale cóż, skoro kocha to co robi. Będzie uzależnionych od siebie pracowników gnębił z lubością i buraczanym sadyzmem. Przejechała się na tym poprzednia władza, a i nowa nie znalazła na to sposobu.

Poparcie dla PiS sięga 40 proc. Znaczny w tym udział programu 500 plus, czemu się nie dziwię, ale przy okazji ujawniły się tabuny buraków, dla których grill, zimne piwko i święty spokój w zupełności do szczęścia wystarczają. Chromolić tam Trybunał Konstytucyjny, państwo prawa i szarganie dobrej do niedawna opinii o Polsce w świecie! Dyktatura? – prosimy bardzo! Zawłaszczanie państwa do cna przez PiS? – nie mamy nic przeciwko!

Ciemne, butne, pyszne, cyniczne i aroganckie buractwo, zabrało się za totalny demontaż państwa. Czyni to m.in. atakiem na struktury mające gwarantować jego trwałość i bezpieczeństwo, a także szeroko zakrojonym przekupstwem i rozdawnictwem stanowisk oraz obietnicami wziętymi z księżyca. Jeżeli nabierze na nie kolejnych naiwnych, również dotychczas niegłosujących, buractwo będzie górą. Możliwe, że na długo… Pozwolimy na to?

Andrzej Basiński

Tagi: ,