Proces trwa

Polecamy7 września, 2016

 

bohun bartkiewicz

 

 

 

 

W poniedziałek, 29 sierpnia 2016 roku, pojechałem rano do Sądu Okręgowego w Świdnicy, aby – jako obserwator – uczestniczyć w rozpoczynającym się procesie przeciwko dwóm wałbrzyskim, już byłym, policjantom Pawłowi H. i Grzegorzowi K. Zostali oskarżeni o to, że 9 sierpnia 2013 roku, na terenie Komisariatu V Policji w Wałbrzychu, wspólnie i w porozumieniu, pobili ze skutkiem śmiertelnym Piotra Grucę, którego zatrzymali z uwagi na popełnione przez niego wykroczenie, a ponadto z zatrzymania tego Paweł H. nie sporządził wymaganego prawem protokołu, a Grzegorz K., jako jego zwierzchnik, nie zwrócił na to uwagi. Za zarzucone im przestępstwo grozi kara pozbawienia wolności do lat 10-ciu.

Mówiąc szczerze, zanim jeszcze rozpoczął się przewód sądowy, głęboko zastanawiałem się dlaczego prokuratura w stosunku do obydwu oskarżonych była w trakcie postępowania przygotowawczego tak bardzo łagodna i nie wystąpiła o zastosowanie tymczasowego aresztowania podejrzanych, a później oskarżonych. W tym przypadku górna granica kary pozbawienia wolności w pełni uzasadniała zastosowanie takiego środka zapobiegawczego, co w większości przypadków takiego zagrożenia jest przez prokuraturę wykorzystywane. Jakie względy przemawiały więc za tym, aby tego środka nie zastosować? Moje wątpliwości pogłębiły się jeszcze bardziej, kiedy przysłuchiwałem się wyjaśnieniom oskarżonego Grzegorza K., który, odpowiadając na pytanie obrońcy, oświadczył, że składał zażalenia na postanowienia o odmowie zapoznania się z materiałami śledztwa w trakcie jego trwania, co spotykało się z odmową. Dla mnie zrozumiałe jest, że taka odmowa miała chyba na celu uniemożliwienie ewentualnego mataczenia (wpływu na świadków) przez podejrzanych przebywających na wolności. Jak w takim razie prokuratura chce się przed taką ewentualnością zabezpieczyć w sytuacji, kiedy już niedługo świadkowie oskarżenia zaczną zeznawać przed sądem? Chyba, że prokuratura jest dowodowo tak mocno przygotowana, że nagła zmiana (co nie jest żadnym ewenementem w historii sal sadowych) zeznań składanych przez świadków, podstawy oskarżenia nie obróci wniwecz. Sąd okręgowy, tak jak wcześniej prokuratura, pochyla się nad sprawą, w której nie ma jakiegokolwiek bezpośredniego świadka wydarzeń, których konsekwencją była śmierć P. Grucy. Jedno, co nie może zostać obalone, to fakt, iż P. Gruca został przez oskarżonych przywieziony do komisariatu, tam w stosunku do niego podjęto określone czynności, nakazane stosownymi przepisami, a następnie – około godz. 17.40 – o własnych silach opuścił tenże komisariat. Wszytko inne – przy braku tzw. twardych dowodów – musi być oparte na poszlakach, które – aby stać się dowodem – muszą stworzyć zamknięty łańcuch wskazujący na fakt główny, a więc na to, że Paweł H. i Grzegorz K. dokonali pobicia P. Grucy. Ale zmiana zeznań przez świadków, może ten łańcuch przerwać, a wtedy oskarżenie, mówiąc kolokwialnie, padnie. Dlatego dziwię się, że wobec oskarżonych nie zastosowano (prewencyjnie, ale zgodnie z prawem) tymczasowego aresztowania.

Wsłuchując się w wyjaśnienia oskarżonych (ach, to nadzwyczaj fatalne nagłośnienie sali), zrozumiałem, że ich obrona polega m.in. na bardzo dokładnym wyliczeniu czasu, jaki poświecili zatrzymanemu oraz na wykonanie niezbędnych czynności, z czego miałoby wynikać, że P. Grucy, tak naprawdę mogli poświęcić tylko kilka, najwyżej kilkanaście minut. Ma to sugerować wprost, że nie mieli czasu, aby tak dotkliwie pobić zatrzymanego. Zwróciłem wagę, że czas zatrzymania i zwolnienia P. Grucy pokrywa się z tym, który ustaliła prokuratura, a im jest on krótszy, tym bardziej dla oskarżonych korzystny. Dalego, jako stary gliniarz, mający do czynienia z wieloma śledztwami, zacząłem zastanawiać się, czy funkcjonariusze Biura Spraw Wewnętrznych Komendy Głównej Policji i prokurator, którzy prowadzili czynności śledcze, dokonali zabezpieczenia i sprawdzenia dysków komputerów z V Komisariatu Policji, aby ustalić, czy przypadkiem po stwierdzeniu zgony P. Grucy, nie dokonano jakichś zmian w wytwarzanej na tych komputerach dokumentach, które dziś stanowią materiał dowodowy. Ale to tylko taka luźna dygresja, jaka w trakcie procesu przeleciała mi przez głowę.

Czytelnicy Tygodnika DB 2010, którzy znają moje teksty zamieszczane na tych łamach, na pewno orientują się, że nie obdarzam organów ścigania zbytnim zaufaniem, dlatego też i do tego przypadku podchodzę z wielką ostrożnością. Brakiem zaufania, można rzec, równym mojemu, wykazali się też obaj oskarżeni, którzy odmówili udzielania jakichkolwiek odpowiedzi na pytania zadawane im przez prokuratora i oskarżycieli posiłkowych. Dziwię się trochę, ponieważ takim pociągnięciem w sposób bardzo istotny obniżyli wiarygodność swoich wyjaśnień i zrezygnowali z możliwości obalenia tez, jakie przecież w każdym zadanym pytaniu są zawarte. Z drugiej strony dziwię się prokuratorowi i oskarżycielowi posiłkowemu, że zrezygnowali z zadawania oskarżonym pytań. Faktem jest, że oskarżony ma prawo odmowy składania wyjaśnień, ale prawo to w jakikolwiek sposób nie ogranicza prawa oskarżyciela do ich zadawania. Zadając określone pytanie, oskarżyciel wskazuje bowiem sądowi, jaka okoliczność jest dla oskarżonego trudna do wyjaśnienia, a odmowa wyjaśnienia jest też swoistym wyjaśnieniem. Tak przynajmniej uczyła mnie na wykładach z logiki prof. Maria Lipczyńska na Wydziale Prawa Uniwersytetu Wrocławskiego. Z treści wyjaśnień obydwu oskarżonych wynikało, że poza nimi na terenie komisariatu przebywała jedynie dyżurna oraz dwóch innych funkcjonariuszy, co dla obrony winno mieć wielkie znaczenie. Zakładam, że w śledztwie zostało to dokładnie sprawdzone, co w krytycznym momencie robił każdy z nich i dlaczego, akurat żadnemu z nich zarzutu udziału w pobiciu nie postawiono. Wszak „cały” Biały Kamień wie, kto w tym komisariacie leje zatrzymanych najchętniej i najbardziej brutalnie i akurat nie koniecznie muszą to być policjanci tej samej płci, co oskarżeni. Wiedzą też o tym policjanci z innych komisariatów i Komendy Miejskiej Policji w Wałbrzychu. Sława „piątki” jest im doskonale znana.

Oskarżeni nie przyznają się do pobicia, ale przecież ktoś P. Gruce śmiertelnie pobił. Więc kto? Obrona sugeruje, że mogło to nastąpić na odcinku od komisariatu, do miejsca znalezienia zwłok. Ale jest to tylko sugestia nie poparta żadnym konkretnym dowodem, a dowodów takich w trakcie śledztwa nie ujawniono. Jednakże, jak się wydaje, obrona i na to znalazła odpowiedź sugerując, że śledztwo zostało przeprowadzone w sposób tendencyjny, ponieważ jeden z funkcjonariuszy Biura Spraw Wewnętrznych KGP, biorący istotny udział w czynnościach, jest szwagrem Piotra Grucy. Pan mecenas wyraźnie zasugerował sądowi, że ustalenia śledztwa nie koniecznie muszą zasługiwać na wiarę, albowiem ważne czynności wykonywał w nim funkcjonariusz BSW KGP, który mógł być zainteresowany w takim, a nie innym kierunku czynności śledczych. To chyba poważny argument. A proces trwa.

Janusz Bartkiewicz

www.janusz-bartkiewicz.eu

Tagi: , , , ,