Kwatera Adolfa Hitlera w Górach Sowich – prawda czy mit? (I)

Polecamy24 sierpnia, 2016

stanislaw michalik

 

 

 

 

 

 

 

To brzmi niezwykle fascynująco – ostatnia kwatera Hitlera w Górach Sowich na Dolnym Śląsku. Ma posmak sensacji. Od razu wywołuje zaciekawienie, chęć bliższego poznania. Gdzie to konkretnie jest? Dlaczego o tak ważnym odkryciu jest głośno dopiero kilkadziesiąt lat po wojnie?

Hitler miał liczne kwatery rozsiane po całej Rzeszy, a także na Ukrainie. Nie tylko w Niemczech i w Polsce, ale i w całej Europie. Wiemy sporo o takiej kwaterze na Mazurach koło Kętrzyna. Wszyscy już oswoiliśmy się z widokiem betonowego bunkra prowadzącego do kętrzyńskich podziemi, zwanych Wilczym Szańcem. Wiemy też, że tam właśnie miał miejsce 20 lipca 1944 r. ostatni nieudany zamach na wodza III Rzeszy w wykonaniu szefa sztabu Armii Rezerwowej, płk. Clausa Schenka von Stauffenberga. Hitlera uratowała dębowa noga dużego stołu, która zamortyzowała siłę ładunku wybuchowego umieszczonego w walizce podłożonej pod stołem przez zamachowca. W tej kwaterze spędził Adolf Hitler – z przerwami – 880 dni podczas II wojny światowej. To jest więcej niż dwa lata. Czuł się tam dobrze i bezpiecznie. Po co potrzebna mu była kolejna podziemna kwatera, budowana zresztą od podstaw i to w miejscu nie tak wyludnionym jak Gierłoża?

Potrzeby i ambicje Adolfa Hitlera na Dolnym Śląsku mógł z powodzeniem zaspokoić monumentalny zamek Książ w Wałbrzychu wraz z potężnymi schronami w podziemiach zamkowych. Niezwykle trudna i kosztowna budowa „Riese”, czyli „Olbrzyma” w masywie Włodarza, polegająca na drążeniu podziemnych korytarzy promieniście z różnych stron, zmierzających do wspólnego centrum w środku górotworu, to przedsięwzięcie przerastające potrzeby zwykłego podziemnego schronu dla sztabu wojskowego wodza III Rzeszy. Dlatego logicznym wydaje się, że faktycznym celem tej inwestycji mogło być coś innego.

Tymczasem tę gigantyczną, militarną inwestycję już od samego początku utożsamiano z budową kolejnej kwatery Hitlera. Takie przeznaczenie tej budowy sugerował Zygmunt Mosingiewicz w swoich artykułach w1947 roku we wrocławskim „Słowie Polskim”, a później wielu innych dziennikarzy, badaczy i autorów książek.

Mieszkający we Wrocławiu emerytowany pułkownik Józef Piszczek od lat stara się sprowadzić dyskusję dotyczącą prawdziwego celu budowy na właściwe tory. Denerwują go autorytatywne opinie naukowców, autorów książek, a także przewodników wycieczek turystycznych o „ostatniej kwaterze Hitlera w Górach Sowich”. To właśnie Józef Piszczek nazwał te opinie legendą twierdząc, że nie mają one nic wspólnego z rzeczywistością. I przedstawia przekonywujące, logiczne przesłanki, które dowodzą zupełnie innego przeznaczeniu obiektów. Warto się przyjrzeć bliżej jego argumentom, aby być bardziej ostrożnym w formułowaniu sądów.

Na początek trzeba powrócić do osoby inżyniera Antoniego Dalmusa, towarzyszącego Zygmuntowi Mosingiewiczowi w jego wyprawach w Góry Sowie. Oto co pisze Józef Piszczek na ten temat:

„O Dalmusie napisano już dużo, ale nie ustalono kim on faktycznie był i co robił w czasie wojny, np. inż. Mazur w sprawozdaniu z 28.05.1947 r. napisał, że przesłuchiwał Austriaka o nazwisku Dalmus. Inspektor penetracyjny Przedsiębiorstwa Poszukiwań Terenowych we Wrocławiu, Marian Biatasik w sprawozdaniu z 31.03.1948 r. też potwierdza, że Dalmus był Austriakiem, a inny inspektor tego samego przedsiębiorstwa, Feliks Pluciński w sprawozdaniu z 27.11.1948 r. napisał, że Dalmus był Niemcem.”

Również funkcja służbowa (stanowisko pracy) i zakres wykonywanej przez niego pracy w Górach Sowich były opisywane niejednoznacznie. Mosingiewicz pisał, że Dalmus był projektodawcą, a w innym miejscu napisał, że był on jednym z współtwórców tego podziemnego miasta. Inż. Mazur napisał, że Dalmus był kierownikiem budowy obiektu w Głuszycy, przewidzianego na kwaterę Hitlera. Sprawozdanie władz wojskowych z 10.11.1954 r. ma takie zakończenie:

„Powyższe dane opracowałem na podstawie wywiadu miejscowych władz terenowych oraz inż. Dalmusa Antoniego, który pracował przy budowie w.w. obiektów jako jeden z inżynierów budowy i po wyzwoleniu pozostał w Polsce (nie umie mówić po polsku).”

Dalmus urodził się w Wiedniu i ukończył dwie wyższe uczelnie. Dlatego trudno zrozumieć dlaczego ten wykształcony Niemiec pozostał po wojnie w Polsce, a także dlaczego Dalmus „poszedł pracować dla resortu Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego”, a funkcjonariusze SB darzyli go tak wielkim zaufaniem. Ciekawa jest również sprawa, dlaczego dziennikarze „w ciemno” powtarzali opowiadania Dalmusa bez najmniejszej wątpliwości, chociaż na zdrowy rozum było widać, że opowiada bzdury… Pierwsze informacje o kwaterze Hitlera w Górach Sowich ukazały się w r. 1947. Dalmus opowiadał i pokazywał obiekty w górach, a dziennikarze i urzędnicy państwowi bezkrytycznie z tego korzystali. Był on jedynym źródłem informacji, bardzo wiarygodnym, bo był „budowniczym” tych obiektów, mógł więc mówić i pokazywać to co chciał. Warto dodać, że tajemnicą pozostają dalsze losy inż. Dalmusa, gdzieś się rozpłynął pod koniec lat 50-tych, kiedy już spełnił swoje zadanie.

W dalszej części listu, który otrzymałem od Józefa Piszczka, przytacza on szczegóły jak rozwijała się w prasie i publicystyce „złota myśl” wywodząca się od inż. Dalmusa o wyłącznym przeznaczeniu inwestycji jako kwatery Hitlera. Tę tezę przejął Leon Kucharzewski, który w marcu i kwietniu 1951 roku w Słowie Polskim konfabulował jeszcze dalej, pisząc o budowanej z pośpiechem w Górach Sowich nie tylko „jaskini Hitlera”, ale o pomieszczeniach dla wszystkich rodzajów wojsk Wehrmachtu. Warto przytoczyć za J. Piszczkiem kilka frapujących cytatów z artykułów Kucharzewskiego:

– „ogromne, podziemne miasto, przeznaczono na siedzibę głównej kwatery wojsk hitlerowskich i na kryjówkę największych zbrodniarzy świata”,

– „natknęliśmy się najpierw na kwaterę głównodowodzącego flotą”,

– „do podziemnej siedziby Göringa prowadzi pięć wejść w Jugowicach. Göring budował miasteczko większe od osiedla Hitlera. Trzecia co do wielkości jest kwatera Gebelsa”,

– „Keitel wybrał dla siebie miejscowość Ludwikowice, gdzie miała powstać główna kwatera piechoty i… kawalerii”,

– „Głowna kwatera Hitlera… prowadzą do niej dwa wejścia: jedno z Walimia, drugie z Kolc”,

– „Kwatera Hitlera składa się z trzech obiektów: jednego na powierzchni ziemi i dwóch pod ziemią. Oddziały te wyglądają jak trzy miasteczka stojące jedno nad drugim. Miała je wszystkie łączyć winda”.

Trudno się dziwić fantazjom dziennikarza, skoro i jego wyraźnie zaskoczył ogrom i rozmach tej inwestycji, daleko wykraczającej poza potrzeby samego sztabu generalnego wodza III Rzeszy. A potem – kwatera Hitlera w Górach Sowich – zakorzeniła się na stałe w publikacjach zarówno popularnonaukowych jak i naukowych. Potwierdzeniem tej tezy były cytaty z dostępnych wypowiedzi dygnitarzy z otoczenia Hitlera na czele z Albertem Speerem – który był architektem oraz ministrem do spraw uzbrojenia i amunicji III Rzeszy. Wszyscy oni zgodnym chórem utrzymywali, że była to kolejna FHQ ( Führerhauptquartier), czyli Główna Kwatera Führera.

Tymczasem wiele na to wskazuje, że był to tylko kamuflaż. Chodziło o utajnienie faktycznego celu budowy, aby się nie powtórzyła historia z Penemünde, gdzie angielskie Lancastery 17 i 18 sierpnia 1943 r. zbombardowały doszczętnie także przecież utajnioną fabrykę nowoczesnych rakiet V1 i V2, rozwiewając na zawsze mit o niemieckiej Wunderwaffe. Inż. Dalmus mógł mieć poruczone specjalne zadanie zmylenia tropu. Zwłaszcza, że w momencie wycofania się Niemców z Gór Sowich istniała nadzieja na szybki powrót i dalszą kontynuację inwestycji, od której mógł zależeć sukces militarny Niemiec w tej wojnie.

Sprawa inż. Anthona Dalmusa (niektórzy publicyści podają to nazwisko z literą „o” – Dolmusa) jest tylko jednym z argumentów stawiających pod znakiem zapytania faktyczny cel i przeznaczenie budowy podziemnego miasta w masywie Włodarza.

O innych przesłankach opowiem w następnym odcinku.

Stanisław Michalik

Tagi: ,