Wołanie o pomoc

Polecamy24 sierpnia, 2016

 

bohun bartkiewicz

 

 

 

 

Czas szybko leci, ale nie dla tych, którzy spędzają go za kratami, a już szczególnie tym, którzy siedzą za nimi, mając świadomość, że znaleźli się w takim miejscu tylko dlatego, że inni potrzebowali sukcesu, drugim nie chciało się zbytnio do pracy przyłożyć, a jeszcze innym zabrakło odwagi, aby spojrzeć prawdzie w oczy i przyznać się do pomyłki. Takim kimś, kto wciąż zza krat ogląda przemijające w żółwim tempie dni, jest Patryk Rynkiewicz, który niezmiennie od 15 lat powtarza, że jest niewinny i do zmiany zdania nie jest go w stanie skłonić obietnica szybkiego wyjścia na wolność. Bo może tak się stać, kiedy tylko Patryk przyzna się do udziału w zabójstwie wałbrzyskiego antykwariusza, które miało miejsce 16 marca 2000 roku.

Przypomnę pokrótce jego historię: w październiku 2000 roku wałbrzyscy stróże prawa powiadomili prokuratora, że jednym ze sprawców tego zabójstwa (miało być ich trzech) jest Radosław K. ps. Pirania, o czym wiedzą od czerwca tegoż samego roku, od jednego ze znajomych Patryka, z którym przez kilka miesięcy „w miasto” chodzili, szukając (sic!) tychże trzech sprawców. Na marginesie pytam: kto zatrzymuje jednego podejrzanego, kiedy o dwóch pozostałych nic nie wiadomo?! Znajomy ten nie był świadkiem zabójstwa, nie miał żadnej wiedzy o jego przygotowywaniu, ani też o tym, aby rzekomi sprawcy komuś o swym udziale opowiadali. Nie wiedział też co z antykwariatu zginęło i gdzie zrabowane przedmioty mogą się znajdować. Słowem nie wiedział nic, poza opowiedzianą policjantom, a później prokuratorowi, historyjką, że widział wchodzących do antykwariatu, a następnie wybiegających z niego, trzech mężczyzn, wśród których rozpoznał owego „Piranię”, czyli Radosława K. Zapewne tylko przypadkiem, być może przez roztargnienie, nie wspomniał, że dziewczyna „Piranii” stała się obiektem jego namiętnych westchnień, a na taki trop detektywom z Komendy Miejskiej Policji w Wałbrzychu nie udało się trafić, choć o robionych do dziewczyny maślanych oczu wiedziało praktycznie całe środowisko, w którym się ci młodzi chłopcy obracali. Ani słowem nie wspomniał również, że bardzo dobrze znał też drugiego z rzekomo widzianych przez niego wybiegających mężczyzn, albowiem jak się później miało okazać, był to przyjaciel Radosława K., właśnie Patryk Rynkiewicz. Jakoś zapomniało mu się, a policjantów mało to chyba interesowało (bo nie chce mi się uwierzyć, że taka informacja do nich nie dotarła), że właśnie z Patrykiem i grupą wspólnych kolegów, bardzo często spotykał się na ulicy Karłowicza, gdzie w pobliżu mieszkała owa dziewczyna, o której po nocach śnił. Widać wałbrzyscy policjanci z wydziału kryminalnego (a także dzielnicowy z tego rejonu) nie znali starej kryminalistycznej maksymy, że zawsze szukać trzeba wśród tych, którzy są czymś zainteresowani. Być może gdyby znali, nikt by temu młodzieńcowi nie uwierzył i dokładnie sprawdził jego rewelacje, co z miejsca skończyłoby się kopniakiem w siedzenie przed wyrzuceniem za drzwi z komendy. Niestety, stróże prawa (zwłaszcza ich ówczesny szef) oraz pan prokurator prowadzący śledztwo, marzyli o wielkim swoim sukcesie i uwierzyli w opowiedzianą im historyjkę, więc młodzieńcowi nadano status świadka anonimowego. Po roku detektywi doznali nagłego olśnienia i uznali, że tym drugim wybiegającym z antykwariatu musi być Patryk… bo jest przyjacielem Radka i 16 marca rozmawiał z nim przez telefon. Trudno uwierzyć, ale był to JEDYNY dowód rzekomej winy Patryka.

Kiedy moim staraniom stało się zadość i sąd apelacyjny przywrócił Patrykowi, po 9 latach od wyroku, termin do złożenia kasacji, dalszą tego konsekwencją była jego zamiana z 25 na 15 lat pozbawienia wolności. Byłem na jego ogłoszeniu (19.04.2011 r.) i na własne uszy słyszałem, jak sędzia przewodniczący pocieszał obydwu skazanych, aby się nie martwili, bo w tej sytuacji (warunkowe przedterminowe zwolnienie) już za kilka dni powinni wyjść na wolność. Spoglądałem uważnie na twarz tego przedstawiciela wymiaru sprawiedliwości i wyraźnie widziałem jego zażenowanie. Musiało go gryźć sumienie, bo doskonale zdawał sobie sprawę, że tym dwóm już młodym mężczyznom okrutną krzywdę czyni, uznając ich za winnych, nie dysponując ŻADNYM dowodem ich rzekomej winy. I dlatego tak bardzo ich pocieszał, co – jako żywo – nigdy w sądach się nie spotyka, by sędzia pocieszał okrutnych zabójców, którzy dla kilku wątpliwej wartości (200 zł) monet z zimną krwią przygotowali się i dokonali zabójstwa człowieka. Pan sędzia mylił się bardzo, ponieważ Radek K. na warunkowe zwolnienie musiał czekać do 1 grudnia 2014 roku, a Patryk czeka nadal.

Opuszczając mury więzienia Radek miał świadomość, że „pękł” pod wpływem sugestii sądu, że jeżeli się nie przyzna chociażby do częściowego związku z zabójstwem, to siedzieć będzie nadal. Była to już któraś kolejna wokanda, bo przez 3 lata, co kilka miesięcy, Radek i Patryk stanowczo twierdzili, że są niewinni i w związku z tym brama więzienna bez przerwy pozostawała dla nich zamknięta. W końcu Radek ugiął się i do takiego częściowego związku się przyznał, bo bardzo mocno czuł już powiew wolności. Spotykałem się później z nim kilka razy i wiem, jak ciężko to wszystko przeżywał, a zwłaszcza to, że przyjaciel za tą bramą pozostał. Kilka dni temu Patryk zadzwonił do mnie, przez co wiem, że ponad miesiąc temu spotkał się z kolejną odmową warunkowego zwolnienia, bo nadal twierdzi, że jest niewinny. Pozostało mu 13 miesięcy, ale jak twierdzi sąd, jest to wyrok, który dotyczył innej sprawy (kradzież radia samochodowego) i wygląda na to, że – zdaniem pana sędziego – do takiego wyroku przepisy o warunkowym przedterminowym zwolnieniu nie mają zastosowania. No cóż, mnie nasze sądy już niczym nie są w stanie zaskoczyć. W czasie tej wokandy prokurator z gniewną miną pytał go: jak mógł z tak zimną krwią strzelać tyle razy do człowieka? Widać, pan prokurator nie zna treści wyroku, z którego wynika jasno, że sąd nie ustalił kto strzelał, a tego trzeciego sprawcy (który np. mógł to uczynić) od wielu lat nikt już nie szuka. Ponadto sąd stwierdził, że Patryk nie ma krytycznego stosunku do swego czynu oraz nie jest przystosowany do pobytu na wolności, bo przez te całe 16 lat nie miał okazji oglądać jej chociażby przez jeden dzień (czyżby zatem czekało go dożywocie?!). I nie był sąd ciekawy, dlaczego władze więzienne odmawiają Patrykowi przepustek, chociaż do jego zachowania nikt żadnych pretensji nie ma. Mówi się, że niepotrzebnie występował w programie TV Polsat „Państwo w państwie”, gdzie swoją niewinność tak bardzo mocno podkreślał. I ja to też tak czuję. Podczas tej rozmowy Patryk powiedział mi ponownie, że jest niewinny i nic oraz nikt go nie zmusi, aby się przyznał do zbrodni, której nie popełnił. Obiecałem mu, że zrobię wszystko, co będzie w mojej mocy i postaram się jakoś mu pomóc. Wierzę, że znajdą się i inni (tak jak mama Radka K.), którzy mnie w tym bezinteresownie wesprą.

Janusz Bartkiewicz

www.janusz-bartkiewicz.eu

 

P.S. Więcej o „potyczkach” Patryka z sądem penitencjarnym pisałem w Tygodniku DB 2010 z 08.01.2015 r. w felietonie pt. „Dlaczego pan milczy”.

Tagi: ,