Kryptonim Rudiger – fascynująca zagadka Wałbrzycha

Polecamy10 sierpnia, 2016

SONY DSC

 

 

 

 

 

 

Prawdziwą kopalnią nieodgadnionych i wciąż jeszcze super tajemniczych wydarzeń związanych z wojenną przeszłością – jest Wałbrzych. Nie ma w tym żadnej przesady, jeśli mówimy o Wałbrzychu jako mieście magicznym, a nawet jak to określiła miss Nowego Yorku, Davina Reeves – demonicznym. To może właśnie m.in. z tego powodu urodziwa Amerykanka zdecydowała się zamieszkać na wsi pod Wałbrzychem i grać w wałbrzyskim teatrze dramatycznym. Demoniczną aurą niesamowitości emanuje książka o Wałbrzychu „Ciemno, prawie noc” Joanny Bator, kolejnej Wałbrzyszanki, obok wielkiej Olgi Tokarczuk, zdobywczyni nagrody Nike.

O nie mniej intrygujących osobliwościach Wałbrzycha napisał znakomitą książkę wciąż jeszcze niedoceniony Jerzy Rostkowski. Nosi ona tytuł „Podziemia III Rzeszy. Tajemnice Książa, Wałbrzycha i Szczawna-Zdroju” i powinna być u wałbrzyszan na honorowym miejscu w każdym domu, a jej autor honorowym obywatelem miasta.

W moim felietonie przypomnę tylko jedną z rewelacji opisanych przez Jerzego Rostkowskiego w tej książce, której potwierdzenie mogłoby stanowić dowód, iż Wałbrzych mógł się stać jednym z najważniejszych miast Rzeszy, a ziemia wałbrzyska – centrum militarno-zbrojeniowym hitlerowskich Niemiec.

Zabrakło być może kilku lub kilkunastu miesięcy, by przygotowywany od dawna i niebywale zintensyfikowany pod koniec wojny plan uruchomienia „cudownej broni”, będącej w stanie powstrzymać ofensywę aliantów, stał się faktem realnym i tragicznym dla Europy i świata. I to mogło stać się właśnie tu, w Wałbrzychu, w naszym, dla wielu mieszkańców biednym, ponurym, zaniedbanym mieście. To nie jest tytuł do chwały, zarówno dla byłych niemieckich włodarzy miasta, jak i dla współczesnych samorządowców, że tu właśnie mógł się „urodzić” produkt masowej zagłady, którego makabryczne skutki odczuli boleśnie mieszkańcy Hiroszimy i Nagasaki. Chodzi też o to, żeby przeciąć wreszcie krąg domysłów, plotek i fantasmagorii o tym co się działo pod koniec wojny w pokopalnianych szybach. A sprawą tą interesują się historycy i pasjonaci na całym świecie. Dziś możemy powiedzieć, że wiemy już na ten temat o niebo więcej niż dotąd. Mamy potwierdzenie, gdzie m. in. znajdowały się laboratoria doświadczalne broni jądrowej i gdzie miało się znajdować centrum przemysłu zbrojeniowego hitlerowskich Niemiec. Otóż właśnie, gdzie? Odpowiedź na to pytanie nasuwa się sama. Oczywiście w Wałbrzychu. To właśnie Wałbrzych stał się miejscem lokalizacji gigantycznego planu przeniesienia do podziemi przemysłu zbrojeniowego III Rzeszy znanego pod kryptonimem Rüdiger, cytuję:

„Ta nazwa elektryzuje w południowo-zachodniej Polsce każdego, kto choćby się tylko otarł o tematy związane z eksploracją i rozwiązywaniem tajemnic drugowojennej historii tego regionu. Rüdiger to na Dolnym Śląsku tajemnica tak wielka i nieomal równie sławna jak piramidy egipskie”.

Zacytowałem dwa pierwsze zdania z 15-tego rozdziału książki Jerzego Rostkowskiego „Podziemia III Rzeszy. Tajemnice Książa, Wałbrzycha i Szczawna-Zdroju”, wydanej w 2011 roku przez Dom Wydawniczy Rebis w Poznaniu. Ta książka dla naszego wałbrzyskiego środowiska, to rewelacja. Nie znam równie ciekawej, dobrze napisanej i frapującej książki związanej z najnowszą historią Wałbrzycha i okolic. Ponadto książka w sposób przekonywujący, oparty na dużej wiedzy, logicznych wnioskach i wieloletnich poszukiwaniach daje odpowiedź na szereg zagadek związanych z rolą i znaczeniem Wałbrzycha w hitlerowskich planach wojennych dotyczących produkcji najnowocześniejszej broni nuklearnej.

Wprawdzie można mieć zastrzeżenia co do tego, czy nazwa Rüdiger jest na Dolnym Śląsku tak sławna jak piramidy egipskie, ale są ku temu przesłanki, aby tak się niebawem stało. Wszystko zależeć będzie od tego, jak lokalne władze miejskie i powiatowe potraktują niezwykle ważne i wstrząsające odkrycia autora książki i czy potrafią wyciągnąć wnioski, z wyjątkowej szansy na promocję miasta i przyciągnięcie do Wałbrzycha setek tysięcy turystów z kraju i zagranicy. Potrzebne są do tego odważne decyzje i skuteczne działania z wykorzystaniem znajomości tematu i zaangażowania samego autora książki i bliskich mu pasjonatów-eksploratorów. Nigdy dotąd nie było takiej szansy, bo wszelkie domysły i podejrzenia miały charakter hipotetyczny. Dzięki badaniom autora książki stają się one nieomal dowodami. Wystarczy tylko potwierdzić je empirycznie, odsłaniając przynajmniej część ukrytych pokopalnianych sztolni i podziemnych korytarzy, zgodnie ze wskazówkami Jerzego Rostkowskiego.

Przyjrzyjmy się najpierw autorowi książki. Jerzy Rostkowski z Warszawy nie jest historykiem, lecz jednym z najlepszych polskich eksploratorów. Ulubionym miejscem Rostkowskiego jest Dolny Śląsk. Opublikował wiele książek sławiących krajobrazy i architekturę tego regionu. Jego sentyment do Dolnego Śląska wiąże się z nagromadzeniem ukrytych w podziemiach tajemnic, jak w żadnym innym regionie Polski. Jak pisze Tadeusz A. Kisielewski w przedmowie książki:

„Żaden z polskich historyków deklarujących swoje zainteresowanie badaniem hitlerowskich zbrodni wojennych nie tylko nie może się wykazać podobnym osiągnięciem, ale choćby inicjatywą przybliżającą do niego.”

W książce znajdziemy potwierdzenie znajomości przez Jerzego Rostkowskiego wielu innych dziedzin nauki, poza historią i geografią, np. górnictwo głębinowe, geofizyka, topografia, minerstwo, bronioznawstwo, technologia materiałów wybuchowych. Materiał do książki był gromadzony przez lata, a poprzedziły go częste wizje lokalne i kontakty z wielu tutejszymi poszukiwaczami, znawcami przedmiotu, pasjonatami, no i na koniec osobiste penetracje rozlicznych miejsc w Wałbrzychu i okolicach.

Przejdę teraz do meritum. Co takiego nadzwyczajnego znajdujemy w książce o Wałbrzychu Jerzego Rostkowskiego, wyznaczającego nowy etap poznawczy wojennej historii miasta i jego najbliższych okolic? Zacznijmy od przypomnienia, co się mieści w tajnej nazwie Rüdiger. Jerzy Rostkowski przytacza w swej książce informację otrzymaną od wałbrzyskiego eksploratora, pasjonata wojennych tajemnic III Rzeszy, Tomasza Jurka:

„Rüdiger… położony w odległych podziemnych wyrobiskach pokopalnianych, miał się stać podziemnym laboratorium jądrowym. Do obiektu, który był samowystarczalny, wyposażony we wszystkie agregaty prądotwórcze, ogrzewanie olejowe, własne ujęcie wody, doprowadzono pod ziemią kilkanaście kilometrów sieci energetycznej dużej mocy z elektrowni Wałbrzych. Obiekt również posiadał podziemną kolej łączącą go z Wałbrzychem. Poszczególne pomieszczenia oddzielały stalowe śluzy, otwierane za pomocą specjalnych kodowanych przepustek. Rüdiger posiadał bezpośrednią łączność telewizyjną z wszystkimi instytucjami III Rzeszy oraz Führerhauptquartieren (FHQ), realizowaną poprzez centralę w podziemiach Fürstenstein…”

Powstają więc teraz kolejne pytania. Czy rzeczywiście ten gigantyczny projekt został przez Niemców zrealizowany, a jeśli tak, to gdzie się znajduje w Wałbrzychu, gdzie jest to tajemne miejsce, czy zostało odkryte? W dwóch rozdziałach książki (15 i 16) Jerzego Rostkowskiego znajdziemy mnóstwo szczegółów ilustrujących niezwykle żmudne i uciążliwe dochodzenie do sedna sprawy. Finał dociekań teoretyczno-doświadczalnych autora książki jest zaskakujący. Dlaczego tak zaskakujący? Bo dotyczy nie tego, co znajduje się na powierzchni, ale tego co pod ziemią. W Wałbrzychu mamy do czynienia nie z jedną fabryką zbrojeniową w wyrobiskach kopalnianych, lecz z całym podziemnym kompleksem fabryk połączonych podziemnym systemem komunikacyjnym. Najważniejszą rolę w tym systemie odgrywała właśnie Lisia Sztolnia, łącząca centrum kompleksu z rozsianymi po wszystkich szybach kopalnianych Wałbrzycha tajnymi fabrykami. Pod miastem mamy na określonym poziomie 410 m. zdumiewający labirynt podziemnych sztolni i hal fabrycznych, nie mający nic wspólnego z wydobyciem węgla. Wybiegają one daleko poza administracyjne granice miasta, m. in. do Książa. I jeszcze rzecz najważniejsza – centrum tego podziemnego miasta znajduje się, co wydawać by się mogło najmniej prawdopodobne, też w środku Wałbrzycha – właśnie pod Parkową Górą i Harcówką, miejscem spacerów dorosłych i zabaw dzieci i młodzieży. Tu mogą znajdować się do dziś nietknięte ludzką ręką ślady laboratorium zbrojeniowego, które udało się w ostatniej chwili zablokować i zamaskować, ale na pewno nie zniszczyć, bo przecież wciąż tliła się w świadomości Niemców iskra nadziei, że Adolf Hitler odwróci losy wojny, a nawet jeśli nie, to i tak będzie można tu jeszcze powrócić. Drugie takie ważne miejsce doświadczalne związane z produkcją najnowocześniejszej broni znajduje się pod ziemią na samym początku Sobięcina, tam gdzie dziś króluje galeria handlowa, a skąd dość blisko podziemnymi chodnikami zarówno do centrum jak i do szybów dawnej kopalni Victoria.

To co powiedziałem wyżej, to zaledwie skrót, zwięzła komasacja obszernych dociekań autora, udokumentowanych interesującymi rozmowami z wałbrzyskimi inżynierami górnictwa i świadkami różnych zdarzeń powojennych, wskazujących na istnienie „drugiego, podziemnego Wałbrzycha”, o którym do dziś niewiele wiedzieliśmy. Takie książki jak „Podziemia III Rzeszy” Jerzego Rostkowskiego rzucają wiązkę światła na mroczne tajemnice niemieckiej Wunderwaffen (cudownej broni) w Wałbrzychu. To fascynująca historia, tak samo jak fascynująca jest książka, najważniejsza jak sądzę, w całej twórczości Jerzego Rostkowskiego, być może najważniejsza także dla Wałbrzycha.

Stanisław Michalik

Tagi: ,