Tygodnik DB2010

Minister poległa jak studenci na egzaminie

stanislaw michalik

 

 

 

 

 

 

 

Są różnego rodzaju kompromitacje. Jeśli są one skutkiem niewiedzy lub zapomnienia, chwilowego zdenerwowania, roztargnienia, to można wszystko wybaczyć. Jeśli jednak kompromitacja jest skutkiem przyjęcia partyjnej linii politycznej, wbrew wszelkim prawom logiki i nauki, to w obecnej sytuacji można bez wahania domyślić się, że rzecz dotyczy tylko i wyłącznie protagonisty partii, której nazwa jest absolutnym zaprzeczeniem tego co sobą reprezentuje – czyli Prawo i Sprawiedliwość.

Pani minister edukacji Anna Zalewska podczas rozmowy z Moniką Olejnik w TVN 24, oprócz promiennych uśmiechów, popisywała się wiedzą i swym doświadczeniem pedagogicznym. Przeprowadziła na wstępie dogłębną analizę dzieł Tomasa Grassa dotyczących zbrodni w Jedwabnem, podkreślając, że zdaniem wielu historyków są one pełne kłamstw i przeinaczeń. Mając tę wiedzę i ugruntowaną opinię na temat twórczości Grassa, nie była jednak w stanie powiedzieć, kto zagnał miejscowych Żydów w 1941 r. do stodoły i ją podpalił. Z wypowiedzi pani minister wiemy, że byli to „nie do końca Polacy” oraz „że to był fakt historyczny”.

Na kolejne pytanie, kto zabijał w pogromie kieleckim, pani minister jeszcze promienniej się uśmiechnęła i stwierdziła: „zostawmy to historykom”. Historycy od lat są zgodni, że zabijali milicjanci, żołnierze oraz mieszkańcy miasta i że byli to Polacy – co zresztą przyznał w liście przesłanym na niedawne obchody rocznicy pogromu prezydent Andrzej Duda. Dla pani minister to jest sprawa dyskusyjna, bo różne były zawiłości historyczne i są różne opinie na ten temat.

A na pytanie, czy ci antysemici nie byli przypadkiem Polakami, pani minister skonstatowała mętnie: „nie do końca równa się Polaków z antysemitami”. Minister równocześnie wzywała nauczycieli historyków, by starczyło im odwagi i by „nauczali faktów”. No właśnie – przecież wiedzą o tym nawet dzieci w szkole podstawowej, że nauka historii sprowadza się nie tylko do faktów, ale także ich interpretacji. Chodzi tylko o to, by z faktów wyciągać logiczne wnioski, by tych faktów nie przekłamywać i nie naginać do celów politycznych.

Pani minister wysuwa się na czoło plejady PiS-owskich interpretatorów historii, od których wkrótce dowiemy się, że napaść Niemiec hitlerowskich na Polskę w 1939 roku była spowodowana przez Polaków, bo przecież to Polacy nie zgodzili się na budowę szosy eksterytorialnej przez Pomorze, to oni sprowokowali bój o pocztę gdańską i napaść na radiostację gliwicką. Tak samo wkroczenie wojsk sowieckich we wrześniu 1939 roku na wschodnie rubieże Rzeczpospolitej wynikło z potrzeby ochrony ludności tych ziem przed Niemcami. Można tak interpretować te i wiele innych faktów historycznych kierując się logiką pani minister, bo o tym co było nic pewnego nie da się powiedzieć, zawsze mamy zawiłości historyczne i zawsze pojawiają się różne opinie historyków… Ale problem cynicznego przekształcania historii dla politycznych celów, m. in. przez PiS-owskich hunwejbinów z IPN-u, a także naczelnego autobiografa Jarosława, to osobny temat.

Wróćmy jednak jeszcze na moment do rozmowy z Moniką Olejnik. Pani minister edukacji, polonistka z wykształcenia, nie mogła sobie poradzić z wyjaśnieniem znaczenia słowa „poległ”. Akurat okazało się to ważne w związku z tekstem apelu poległych w katastrofie smoleńskiej, do wygłaszania którego zostali zobowiązani żołnierze z polecenia ministra Macierewicza.

– Poległ to zginął – odpowiada minister na pytanie Moniki Olejnik o definicję tego słowa. – To jest wyraz bardzo wieloznaczny – dodaje.

– Według słowników to słowo oznacza, że „poległ” w czasie wojny lub bitwy – argumentowała Olejnik, ale minister pozostawała przy swoim, że nie tylko w czasie wojny.

Oto co na ten temat ma do powiedzenie znany językoznawca, prof. Jerzy Bralczyk:

– Słowo „poległ” w języku codziennym i oficjalnym oznacza „zginął na polu chwały, polu bitwy”. W apelach poległych mówi się o osobach, które oddały życie w walce – tłumaczy prof. Bralczyk. – Jeśli ktoś zginął w wypadku drogowym i mówimy, że poległ, to albo mamy na myśli ogólną bitwę między kierowcami i pieszymi, albo nie umiemy używać poprawnie języka polskiego.

Profesor Bralczyk tłumaczy, że słowo „polec” można użyć metaforycznie – wtedy mamy na myśli to, że komuś coś się nie powiodło.

– Wszystko zależy od indywidualnego wyczucia. Ktoś może powiedzieć, że „poległ”, bo nie udało mu się zapalić zapałki. Studenci żalą się często, że „polegli na egzaminie” – wyjaśnia językoznawca.

Minister Zalewska jest absolwentką polonistyki szacownego Uniwersytetu Wrocławskiego i była m.in. zastępcą dyrektora Liceum Ogólnokształcącego w Świebodzicach. Trudno się powstrzymać przed przeświadczeniem, że minister niestety „poległa” w tej audycji i to na dwóch pokrewnych polach – języka polskiego i historii. Mówiąc dosadniej, to po prostu wstyd i kompromitacja.

Komentarz jednego z Czytelników:

„Oczywiście, że pani minister rozcinała sobie brzuch pełna obłąkanego strachu przed gniewem prezesa. Wolała upokorzyć się na oczach milionów Polaków bełkocąc jak skończona idiotka, niż zaryzykować i wypowiedzieć się w jasny i zrozumiały sposób. Atmosfera w najwyższych kręgach PiS chyba coraz bardziej przypomina dwór Stalina, na którym ten sadystyczny satrapa pozbawiony empatii siał postrach i pastwił się nad gronem najbliższych współpracowników i rodziny. Słowa R.Kapuścińskiego sprzed 25 lat wręcz proroczo oddają dzisiejszą rzeczywistość, otóż są „ludzie o mentalności otwartej, liberalnej, chłonnej, zwróconej w przyszłość, oraz ludzie o mentalności zamkniętej, sekciarskiej, ciasnej, zwróconej w przeszłość”. Ci drudzy wypisz wymaluj rządzą dzisiaj 40 milionowym krajem”.

 

***

Inwokacaja po nowemu

 

Polsko, ojczyzno wolna, Ty jesteś jak zdrowie,

ile Cię trzeba cenić, ten tylko się dowie, kto Cię stracił.

Dziś zalety Twe widzę codziennie od nowa

i nie zatrze ich Jaruś, ani Częstochowa.

 

Panno święta, co Jasnej bronisz Częstochowy

i widzisz co się dzieje, miast wielkiej odnowy,

Pozwól bym mógł stroskany do Twych świątyń progów,

Przyjść i się pożalić przed Tobą – i Bogu!

 

Żyłem w kraju, gdzie wolność kwitła niezmącona,

gdzie ojczyzna kroczyła w przyszłość rozmodlona,

gdzie bursztynowy świerzop, gryka ja śnieg biała

wołały bym się cieszył, bo kraj jest jak skała.

 

Nie zgniotą go wrogowie gdzieś tam z zagranicy,

zawarliśmy sojusze, to się teraz liczy,

nie groźni są sąsiedzi z Wschodu i Zachodu.

 

Kraj nasz cieszył się passą i szliśmy do przodu.

 

Dziś ta idylla tylko po nocach śni mi się,

w dzień czuję wielką trwogę, gdy myślę o PiS-ie.

Nie znajduję w tych ludziach żadnych słusznych racji,

kiedy burzą podstawy naszej demokracji.

 

Panno Święta co Jasnej bronisz Częstochowy

spróbuj nasz kraj powrócić do dawnej odnowy,

przerwij żałosny spektakl Jarusia Mądrego,

ratuj Polskę, błagamy, w Imię Syna Twego!

 

Tak nas powrócisz cudem na ojczyzny łono.

 

Tymczasem przenoś moją duszę utęsknioną

do kraju, gdzie nie rządzi prywata i chciwość,

a prawo znaczy prawość , ład i sprawiedliwość!

Stanisław Michalik

Tags: ,

Sorry, the comment form is closed at this time.

Tygodnik DB 2010 – Gazeta Aglomeracji Wałbrzyskiej