Przekleństwo populizmu

Polecamy26 lipca, 2016

 

basinski felieton

 

 

 

 

 

 

 

 

Słowo „populizm” słyszymy w ostatnich miesiącach często, nawet wielokrotnie w ciągu dnia, odmieniane przez wszystkie przypadki. Stało się nieodłącznym elementem bieżącej rzeczywistości, bije na odlew z mediów, wręcz wypada z lodówki. Prawdziwe przekleństwo naszych czasów. Według Wikipedii, populizm jest terminem politologicznym, którego wspólną cechą jest retoryka odwołująca się do „woli ludu”. W związku z tym karierę robi łacińska maksyma „vox populi, vox dei”, co oznacza, że głos ludu jest głosem boga. Czasami wręcz z patologiczną lubością i uniesieniem posługują się tą maksymą wszyscy ci, którzy postanowili przeznaczyć życie na przewodzenie większą ludzką zbiorowością i sprawowanie kontroli nad tzw. masami.

Populizm rozumiem jako prymitywne łaszenie się do tychże mas, przypochlebianie się im i nadskakiwanie, wybaczcie – ordynarne wchodzenie masom w tyłki. Wódz albo wodzuś, pragnąc osiągnąć swój cel, a więc zdobyć władzę lub powiększyć zakres swoich wpływów, mówi, a często krzyczy ludziom to, co chcą usłyszeć, choćby były to nonsensy i brednie, za wszelką cenę usiłuje zdobyć poklask i szerokie poparcie. Populiści to z reguły bezczelni, bezwstydni kłamcy, wykorzystujący ułomności charakteru (walę prosto: głupotę) swoich słuchaczy.

Jacek Żakowski w „Polityce” wskazuje na niektóre cechy populistów. Jak pisze, zawsze twierdzą, że elity zdradziły społeczeństwo, prostych ludzi i dbają tylko o swoje interesy; odrzucają obowiązujący porządek (prawo, instytucje), bo uważają, że służy on elitom, które go stworzyły; odrzucają dorobek poprzednich elit, populistyczne recepty obiecują zastąpienie realnego, ułomnego świata światem idealnym; w populistycznej narracji zawsze są jacyś „oni” – wróg, który wszystko psuje; każdy populista składa obietnice, które są nie do spełnienia i maluje wizje odbiegające od rzeczywistości; zawsze emocje górują nad logiką i rachunkami; populizm się samonapędza i nie ma hamulca bezpieczeństwa – twierdzi publicysta.

Jarosław Kaczyński i jego przyboczni klakierzy, to klasyczne przykłady populizmu. Oszczercze zawołania o „Polsce w ruinie”, obietnice grożące gospodarczym krachem, nazywanie opozycji zdrajcami i targowicą, zakłamane „audyty” poprzedniej ekipy, mające wykazać jej nieudolność, wypowiedzi Antoniego Macierewicza najpierw o upadku polskiej armii, a następnie o jej radykalnej i błyskawicznej odnowie, to niemające nic wspólnego z rzeczywistością i prawdą słowa, obliczone na pozytywny odbiór twardego elektoratu PiS (Jacek Kurski jest autorem oceny „ ciemny lud to kupi” i miał, niestety, rację), który uwierzy we wszystko, co mu wodzuś zaserwuje, a ten doskonale wie, że może polegać na psiej wierności swoich wyborców i ich kompletnym braku krytycyzmu oraz trzeźwej oceny. Prezes plus każde swoje wystąpienie adresuje do tego wyjątkowo naiwnego, ale spragnionego kolejnych „prawd” do wierzenia środowiska. W ciągu swojej wieloletniej działalności, ten rasowy populista nie raz się przekonał, że granie na najniższych ludzkich instynktach i emocjach, odwoływanie do mrocznych cech charakteru – zazdrości, zawiści, nienawiści, żądzy zemsty i odwetu za przeważnie urojone cierpienia, bardzo się mu opłaca i przynosi trwałe profity polityczne wśród wiernych poddanych. Więc będzie trzymał się kurczowo takiego sposobu działania, będzie uporczywie podgrzewał polityczną atmosferę, będzie szydził i kłamał, jednocześnie zapewniając o doniosłej roli chrześcijańskich korzeni naszej cywilizacji. Cynizm, arogancja, bezczelność i buta oberprezesa wyrosły z jego przekonania co do skuteczności głoszonych przez niego haseł. Niejednokrotnie oglądaliśmy rechoczące na sali sejmowej oblicze człowieka głaskanego słowami wazeliniarzy i włazidupców, że jest naczelnikiem państwa, geniuszem, demiurgiem i zbawcą. „No i co mi zrobisz, opozycjo?” – zdaje się dobiegać z tego rechotu. Takie widoczki powodują odruch wymiotny wszystkich tych, którzy posługują się na co dzień rozumem, ale widać taki już los Polaków przejawiających troskę o ojczyznę, na najbliższe (a może i odległe) lata. Pamiętacie wredne słowa o zarazkach przenoszonych przez uchodźców? Populistyczny prezes plus doskonale wiedział, że bredzi, ale jednocześnie zdawał sobie sprawę, że jego wyznawcy oczekują takich argumentów i skwapliwie to wykorzystał, co dodało mu punktów w kampanii przedwyborczej. Żałosny poziom intelektualny zawziętego i otumanionego elektoratu, kolejny raz go nie zawiódł.

Oglądaliście zapewne telewizyjny wywiad z minister edukacji narodowej Anną Zalewską. Rzadko się słyszy taką słowną ekwilibrystykę i kluczenie, by nie odpowiedzieć wprost na proste pytanie: kto mordował Żydów podczas pogromu kieleckiego? Oczywiście, byli to Polacy, ale pani minister prawda nie mogła przejść przez gardło, bo oberprezes już by ją za to rozliczył. Wszak jego ugrupowanie wpaja obywatelom RP, że to Polaków krzywdzą od niepamiętnych czasów, a odwrotna możliwość nie wchodzi w rachubę. Zostaliśmy po wsze czasy Chrystusem narodów, bo tak chcą prawicowi populiści. To się wielu naszym rodakom bardzo podoba, więc tak ma pozostać, by nie odwrócili się oni od prezesa plus i całego PiS. No i z udziałem pani minister wyszła żenada, która daleko przekroczyła granice państwa.

 

Co podczas kampanii wyborczej pokrzykiwał późniejszy prezydent? Cytuję niedosłownie, ale z zachowaniem sensu słów. „Mówi się wam, że się nie da powrócić bez krachu budżetowego do poprzedniego wieku emerytalnego, mówi się, że się nie da pomóc frankowiczom, mówi się, że nie można podwyższyć kwoty wolnej od podatku. To bzdura! Otóż da się!”. I jeszcze kilka obietnic w tym tonie. Słowa pod publiczkę przyniosły spodziewany efekt i dodały mu głosów. Jeśli ma w sobie resztki przyzwoitości (po zachowaniu w sprawie Trybunału Konstytucyjnego, nocnych nominacjach sędziów i ułaskawieniu Mariusza Kamińskiego zwątpiłem, że ją posiada) oglądanie swojego oblicza podczas golenia i wspominanie głoszonych przed rokiem buńczucznych haseł powinno go zawstydzać. Ale czy chociaż na odrobinę wstydu stać kogokolwiek z przesiąknietego butą towarzystwa?

Co jeszcze obiecają naiwnemu elektoratowi bezwstydni populiści?

Andrzej Basiński

Tagi: ,