Tygodnik DB2010

Legitymizacja władzy

stanislaw michalik 

 

 

 

 

 

 

Jeszcze raz wracam do polityki, choć czynię to z oporem wewnętrznym, bo to co dzieje się w polskiej polityce budzi wstręt i zażenowanie. Przypominam zdanie Orwela: „polityka została wymyślona po to żeby KŁAMSTWO brzmiało jak PRAWDA”.

Elektryzujące wiadomości o tym co się dzieje w Sejmie, buńczuczne przemówienie premier rządu i równie ostre w tonie wystąpienia posłów opozycji wskazują wyraźnie, że „wojna domowa”, na razie na szczęście „zimna”, nie traci na sile. Ta wojna się zaognia. Władza w sposób bezmyślny pogrąża się w alienacji od większości społeczeństwa. Mówię to wyraźnie: od zdecydowanej większości społeczeństwa i niech nas nie mylą wskaźniki badania opinii publicznej, które dotyczą poparcia dla partii politycznych.

Ważna uwaga – nie posługujmy się nadmiernymi uproszczeniami… Nie jest prawdą, że „PiS wybrała większość Polaków”, nawet nie jest prawdą, że „większość wyborców wybrała PiS” natomiast prawdą jest, że „w wyborach PIS uzyskał największą liczbę głosów, wystarczającą do uzyskania większości miejsc w parlamencie”. Innymi słowy: gdyby podział mandatów poselskich był proporcjonalny do liczby głosów oddanych na poszczególne listy wyborcze, to PiS nie miałby takiej przewagi w parlamencie, jaką zyskał ma na skutek preferowania w ordynacji wyborczej zwycięskiej partii. Najprawdopodobniej w ogóle nie doszedłby do władzy.

Ustawiczne twierdzenie przez PiS, że reprezentuje interesy większości społeczeństwa, bo taki jest wynik wyborów, to po prostu robienie ludziom wody z mózgu. PiS reprezentuje w kraju zaledwie 18% ogółu społeczeństwa. Warto pamiętać, że w wyborach nie uczestniczyło ponad 40% uprawnionych do głosowania. Wśród nich jest wielu ludzi, którzy nie chodzą na wybory, bo nie mają przekonania, że ich głos może mieć jakiekolwiek znaczenie. Obowiązujące obecnie prawo wyborcze, preferujące partie i pozycje na listach wyborczych, zniechęca do uczestniczenia w wyborach, podważając też demokratyczną zasadę samorządności.

Poważne zastrzeżenia można mieć do zachowania konstytucyjnej zasady rozdzielenia kościoła i państwa. Katolickie media prowadziły oficjalną kampanię wyborczą, a biskupi i księża robili to samo wykorzystując ambony i osobiste wpływy w parafiach. Sukces wyborczy PiS-u jest w dużej mierze skutkiem tego rodzaju agitacji wyborczej.

Nieliczenie się przez PiS z rosnącą coraz wyraźniej falą niezadowolenia społeczeństwa i protestami organizowanymi przez KOD, a zwłaszcza obrzucanie tych ludzi inwektywami, typu komuniści i złodzieje, uznanie ich za „drugą kategorię”, to po prostu igranie z ogniem.

PiS-owska władza i jej hunwejbini w opanowanych przez rządzących mediach zapomnieli, że nieomal z takich samych powodów urodził się ćwierć wieku temu ruch „Solidarności”, który zmiótł z ziemi komunizm nie tylko w Polsce, ale i w innych krajach tzw. demokracji ludowej.

Wówczas komunistyczna władza w Polsce też twierdziła, że piastuje tę władzę z woli narodu.

Żyje jeszcze przywódca tego ruchu, późniejszy prezydent odrodzonej Rzeczpospolitej Lech Wałęsa. I mimo sędziwego wieku zastanawia się coraz poważniej, czy nie nadszedł czas, by wezwać naród ponownie do pokazania rządzącym, gdzie jest miejsce dla tych, którzy uzurpują sobie prawo do łamania konstytucji, do lekceważenia zasad przyjętych traktatem z Unia Europejską i tworzenia państwa o charakterze totalitarnym.

Niestety, rządzący nie spuszczają z tonu. Z dnia na dzień staje się coraz pewniejsze, że z partią rządzącą nie ma mowy o kompromisie. Nie mamy też prezydenta, który mógłby stać się rozjemcą w tym sporze. Coraz bardziej pojawiają się czarne chmury nad naszą gospodarką i naszą przyszłością. Co z tego wyniknie – czas pokaże. Doświadczenia wynikające z historii są bardzo niepokojące.

 

***

 

Pierwszy Powiatowy Sejmik Regionalistów bez regionalistów

 

Tygodnik DB 2010 zamieścił w ostatnim numerze informację o I Powiatowym Sejmiku Regionalistów z uśmiechniętą, promieniującą twarzą Starosty Jacka Ciechury. W tekście nie podano, że impreza miała miejsce w dniach 1 i 2 lipca, trudno się też połapać jaki był faktyczny cel tego sejmiku: czy miało to być spotkanie autentycznych regionalistów, czyli ludzi faktycznie zasłużonych dla promocji regionu wałbrzyskiego, czy też promocja jednej z atrakcji turystycznych regionu, a mianowicie – kompleksu Włodarza.

Otrzymałem urocze zaproszenie na sejmik pod nazwą „Tajemnice Ziemi Wałbrzyskiej” i z ogromnym przejęciem udałem się do CK MBP w Głuszycy w przekonaniu, że będzie to spotkanie przede wszystkim regionalistów, że można będzie wspólnie wytyczyć kierunki dalszej działalności, wskazać na potrzeby i możliwości realizacji zadań w aktualnej, nowej sytuacji, w jakiej znalazł się region wałbrzyski po medialnym nagłośnieniu sprawy „złotego pociągu” i wynikającym stąd rozwoju ruchu turystycznego.

Jeśli organizatorom przyświecał ten cel, to uderzył mnie brak na sejmiku wielu niezwykle ważnych i zasłużonych dla Wałbrzycha i powiatu wałbrzyskiego działaczy turystycznych, pisarzy, dziennikarzy, przewodników, autorów albumów, opiekunów największych atrakcji turystycznych w regionie, itp. Taki sejmik byłby okazją do podsumowania tego wszystkiego, co udało się osiągnąć i wytyczenia zadań na najbliższą przyszłość.

Nie było na sejmiku Łukasza Kazka, osoby szczególnie ważnej dla promocji turystycznej regionu, nie było Mateusza Mykytyszyna, prezesa Fundacji Księżniczki Daisy przy zamku Książ, nie było dyrektora zamku Książ, opiekunów wielu innych atrakcji turystycznych regionu, odpowiedniej reprezentacji wałbrzyskiego PTTK, brakowało wielu zasłużonych dla promocji regionu autorów książek promocyjnych, albumów, audycji radiowych, itp.

Sejmik był okazją do tego, by wcześniej w urzędzie powiatowym dokonać wnikliwie przeglądu „aktualnego stanu posiadania”. Pozwoliłoby to ustalić listę regionalistów z prawdziwego zdarzenia (a są tacy sercem oddani ziemi wałbrzyskiej w każdej gminie), a następnie zaprosić tych ludzi do jednej sali po to, by się lepiej poznali i spróbowali robić coś wspólnie pod opiekuńczymi skrzydłami miasta i powiatu wałbrzyskiego. Najlepszym miejscem posiedzenia takiego sejmiku jest zamek Książ.

Prezentacje w pierwszym dniu sejmiku, o których mowa w artykule DB 2010, nie wniosły nic nowego, choć były interesujące. Najlepiej moim zdaniem zaprezentowali się autentyczni regionaliści, kolekcjoner starych pocztówek i fotografii Grzegorz Czepil z Głuszycy i księgarz z Wałbrzycha, kolekcjoner i przewodnik turystyczny Bartłomiej Ranowicz.

W drugim dniu sejmiku, w sobotę 2 lipca, równocześnie z imprezą na Włodarzu, miał miejsce w Walimu Festiwal Zupy Frontowej w „Hubertusie” – dwa tak interesujące wydarzenia w tej samej gminie i w tym samym czasie. Coś tu nie gra.

Pokazówka możliwości sprzętu ciężkiego przy wejściu do świeżo odkopanej sztolni podziemnej w Jugowicach Górnych zakończyła się wyrwaniem z zawiasów metalowej bramy, stanowiącej zabytek z czasów budowy kompleksu „Riese”, co wywołało w mediach negatywne komentarze, zwłaszcza, że działo się to na oczach zgromadzonych widzów, w tym dzieci i młodzieży. Tak więc kulminacyjny punkt programu Sejmiku Regionalistów Powiatu Wałbrzyskiego przyniósł jak się wydaje więcej szkody niż pożytku.

To dobrze, że taki Sejmik miał miejsce i jest zapowiedź kontynuowania go w roku przyszłym, chociaż powiat wałbrzyski nie będzie już wtedy stolicą dolnośląskiej kultury. Ważne żeby z tegorocznych doświadczeń wyciągnąć logiczne wnioski.

Stanisław Michalik

Tags: ,

Sorry, the comment form is closed at this time.

Tygodnik DB 2010 – Gazeta Aglomeracji Wałbrzyskiej