Uczciwa konkurencja?

Polecamy19 lipca, 2016

beata_zolnieruk

 

 

 

 

 

 

 

Coraz więcej osób przychodzi do mojego biura lub dzwoni i pyta: dlaczego w Głuszycy likwidowane są kolejne kursy z rozkładów jazdy prywatnych przewoźników, dlaczego nie ma już przewozów w niedzielę i co będzie dalej z linią Wałbrzych- Głuszyca przez Jedlinę Uzdrowisko i Grzmiącą?

Załóżmy, że na rynku funkcjonuje piekarnia. Prowadzona przez właściciela X, a pieczywo wypiekane jest tam z własnego pieca, zakupionego za środki finansowe pochodzące z kredytu, przy użyciu zakupionej przez właściciela mąki, a nad wszystkim czuwają opłacani przez Pana X pracownicy. Nagle samorząd postanawia obok piekarni X, utworzyć drugą piekarnię. Jej prowadzenie zleca Panu Y. Druga piekarnia funkcjonuje na zupełnie innych zasadach: Pan Y otrzymuje od samorządu piec do wypieku pieczywa, opłaconych niektórych pracowników, a oprócz tego, do każdego wypieczonego chleba 2 zł gratis od ,,hojnego” włodarza. Ludzie tego nie zauważają, ponieważ nie interesuje ich fakt, że to oni w podatkach dopłacają do piekarni Pana Y. Pan Y mając tak komfortową sytuację, szybko obniża ceny za swoje pieczywo i dzięki temu sprzedaje więcej. Z czasem Pan X nie wytrzymuje konkurencji, a nie mogąc obniżyć kosztów wytworzenia swojego pieczywa, jak również na skutek spadku popytu na jego chleb, ogranicza swoją produkcję, a z czasem całkowicie z niej rezygnuje. Po jakimś czasie Pan X zamyka swoją piekarnię. Wszyscy wokół dziwią się i komentują, że Pan X nie wytrzymał konkurencji i właściwie przechodzą nad tym do porządku dziennego. Za kilka miesięcy okazuje się, że pieczywo wytworzone w piekarni Y nie wystarcza dla wszystkich ludzi i trzeba zwiększyć ilość wypieków w piekarni Y. Jednak Pan Y żąda od samorządu zwiększenia dopłat, do każdego pieczywa oraz nowych pieców do ich wypieku, a także opłaconych pracowników…

Wymyśliłam historię z piekarnią X i Y, bo każdy z Was może sobie ją dowolnie zmienić na swoją własną i poczuć, co by było gdyby… np. Pana/Panią, którzy prowadzą kwiaciarnię, restaurację, sklep z odzieżą itp. spotkała taka historia. Pewnie bez chwili zastanowienia zamknęliby swoją działalność i szukali innego dochodowego zajęcia. Mogliby również zaskarżyć owe działania samorządu i tak jak ja, czekać dwa lata na wyrok (cały czas czekam…). Kiedy tłumaczę ludziom, że przewoźnik wprowadzony przez samorząd, funkcjonuje na innych zasadach niż ja, bo otrzymuje prawie 7 zł/ km od miasta i nowe autobusy oraz opłaconych niektórych pracowników, to i tak nie potrafią zrozumieć dlaczego nie wytrzymuję – ich zdaniem – uczciwej konkurencji. Zrozumieli dopiero teraz, kiedy nie mogą dostać się do szkoły, pracy itd. i przychodzą do mnie z prośbą, bym wznowiła kursy, a bywa i tak, że z pretensjami i wielką złością, że je likwiduję. Nie dziwię się, bo przewoźnicy w Głuszycy naprawdę bardzo ograniczyli swoją działalność. Na kilkadziesiąt wykonywanych niegdyś kursów, zostało zaledwie kilkanaście, a w niedzielę jeździ już tylko przewoźnik opłacany przez samorząd. Jak już wcześniej wspominałam, to było chyba do przewidzenia. Taka jest kolej ingerencji państwa w wolny rynek. Proszę zatem nie przychodzić do prywatnych przewoźników na skargę w tej kwestii, a pytania czym dojechać do szkoły lub pracy kierować do włodarzy gmin.

Beata Żołnieruk

Tagi: ,