Tygodnik DB2010

Cudze chwalicie…

SONY DSC

 

 

 

 

 

 

„Każda ulica w mieście ma swój biogram – tym ciekawszy, im bardziej przyprószony szronem czasu. Królową ulic wałbrzyskich jest aleja Wyzwolenia. Prawdziwa rusałka poczęta w toni wodnej. Baśń przemieniona w rzeczywistość. Arteria ruchliwa, gwarna, wesoła. Od wschodu wspiera tę aleję masyw góry Parkowej o stromych zboczach i ostrych załomach, pięknym drzewostanie i walorach spacerowych. Ta pryncypialna ulica to jedyny w kraju „Bulwar pod reglami”, zdobiący miasto przemysłowe wymodelowane w skalistych parowach i roztańczonych jarach. Jeden grzbiet przylegającego masywu zwał się kiedyś górą Szubieniczną, od miejsca straceń przestępców. Dziś patrzy z niej na Stare Miasto, rozpiętrzone w sercu kotliny, słoneczna Harcówka, popularna gospoda turystyczna o wystroju śląskim, usadowiona na skraju urwiska w roku 1911. Warto stąd objąć wzrokiem panoramę niecki węglowej, dymiącej bez wytchnienia – i dalekie tło wieńca gór.

Aleja Wyzwolenia była w swym zaraniu podmokłym pastwiskiem, kwietną łąką – towarzyszką Pełcznicy i dwóch kapryśnych jej odgałęzień, miejscem bielenia lnu, międlenia konopi, z brodzikiem dla dzieci i kumkaniem żab, dopóki potok górski o klarownej wodzie i obfitujący w smaczne pstrągi nie został ujęty przed wiekiem w murowany kanał i zasklepiony. Teraz pieni się ze złości i bulgocze pod ziemią, czarny jak smoła, wynurzając się z kazamat po ostrym zakręcie grunwaldzkim i biorąc kurs na Stary Zdrój, gdzie przed laty – jeszcze czyściutki jak łza – odświeżał staw zdrojowy z gondolami dla kuracjuszy.”

To tylko drobniutki, miniaturowy skrawek przecudownie napisanej książeczki „Wałbrzych i jego zabytki”, wydanej w 1974 roku przez Wałbrzyskie Towarzystwo Kultury z okazji Dni Ziemi Wałbrzyskiej – IX Dni H. Wieniawskiego. Autorem tekstu jest dr Alfons Szyperski. Książka sprawia wrażenie zeszytu w skromnej okładce z kilkoma czarno-białymi fotografiami, liczy sobie 85 stron pożółkłych z uwagi na jakość papieru i dwie części: Profil Aglomeracji i Dobra Kultury Materialnej. Niech te tytuły nikogo nie odstraszą, bo książka pisana jest prostym, a zarazem pięknym, literackim językiem, zawiera mnóstwo interesujących informacji historycznych i współczesnych o samym mieście i powiecie, o tradycjach kopalnianych węgla kamiennego i innych zasobów górskich, no i o walorach turystyczno-kulturalnych. Jest to książeczka tak napisana, że czyta się ją z zapartym tchem i wypiekami na twarzy. Dopiero po jej przeczytaniu można powiedzieć, że coś wiemy o Wałbrzychu, naszym niezwykłym, tajemniczym i magicznym mieście. Zastanawiam się: w ilu domach wałbrzyskich znajduje się ta książeczka, kto ją miał chociażby raz w ręce, kto się nią zachwycił tak ja? A gdybyśmy zapytali w szkołach, kto z nauczycieli i uczniów słyszał o Alfonsie Szyperskim?

Znamy wszyscy tę rymowankę: cudze chwalicie, swego nie znacie, sami nie wiecie, co posiadacie. Że jest to mądra sentencja przekonuję się coraz częściej obserwując to, co się dzieje w życiu intelektualnym i kulturalnym Wałbrzycha. W ubiegłym roku minęło 70 lat odkąd Wałbrzych znów stał się polskim miastem. Czy to jest dużo, czy mało? – można mieć o tym różne zdania. Tak czy owak, możemy już mówić o polskiej historii miasta. Gdyby znalazł się taki historyk, który podjąłby się trudu napisania historii współczesnej Wałbrzycha, miałby już sporo do napisania. Biblioteka Pod Atlantami dysponuje niezliczoną ilością materiałów źródłowych. W tej historii odkrylibyśmy nazwiska wielu ludzi autentycznie zasłużonych dla miasta, o których mówi się dziś bardzo niewiele lub wcale. Pamięć ludzka jest ulotna. Pamięci trzeba pomagać. Nie zrobimy tego milczeniem. A takich ludzi, którzy wiele jeszcze pamiętają jest coraz mniej. W mieście dominują młode pokolenia. O tym, co się działo w minionym 70-leciu wielu z nich chciałoby się dowiedzieć, ale nie ma skąd. Jeśli o to nie zadbamy będzie to niedobrze świadczyło o nas samych i naszych następcach.

Dzieje się wiele dobrego w Książu. Historyczna rezydencja byłych właścicieli miasta Wałbrzycha, magnackiego rodu Hochbergów, w ostatnich latach odzyskała swój blask, została uratowana dla turystyki i dla rozwoju życia kulturalnego ziemi wałbrzyskiej. Znakomitą działalność prowadzi Fundacja Księżnej Daisy von Pless, przyczyniając się do popularyzacji zasług „dobrego ducha” pałacu, ale także do wzbogacenia zamku w utracone w czasie wojny i powojennym dobra kulturalne. Pozytywnym skutkiem inwencji i zapału twórczego zarządu fundacji stało się to, że Wałbrzych w osobie księżnej Daisy zyskał patrona, coś w rodzaju wzorca ideowego, będącego pozytywnym symbolem niemieckiej przeszłości zamku i miasta. Nie mam żadnej wątpliwości, że księżna Daisy, Angielka z pochodzenia, na to zasługuje. Cenię ją sobie wysoko jako autorkę pamiętników, które po sobie zostawiła. Miałem okazję wiele razy o tym mówić i pisać w lokalnych mediach, także w mojej książce „Wałbrzyskie powaby”.

Może właśnie dlatego odczuwam wstyd, że odchodzą w zapomnienie liczni wałbrzyszanie i ich zasługi dla rozwoju życia społecznego i kulturalnego miasta. Brakuje pomysłów i inicjatyw, by dokonać takiego przeglądu, zebrać to wszystko w formie wydawniczej, chociażby tak jak to ma miejsce w albumie „Twórcy Partnerstwa Sowiogórskiego”, o którym pisałem swego czasu. Należałoby się zastanowić, czy nie byłoby dobrze wznowić kilka książek dra Alfonsa Szyperskiego, zasłużonego dla Szczawna-Zdroju, ale i dla Wałbrzycha. Jego książki to prawdziwe klejnoty literackie i skarbnica wiedzy z przeszłości i współczesności, które już dzisiaj – z uwagi na upływ czasu od ich wydania – stały się historyczne. A gdyby tak udało się utworzyć Fundację dra Alfonsa Szyperskiego? Myślę, że byłby to nie gorszy bohater od Księżnej Daisy, bo jeden z pierwszych miłośników i gloryfikatorów naszej ziemi wałbrzyskiej.

Spróbujmy dokonać takiego remanentu byśmy sami wiedzieli, co posiadamy, zanim zaczniemy chwalić cudze.

Stanisław Michalik

Tags: ,

Sorry, the comment form is closed at this time.

Tygodnik DB 2010 – Gazeta Aglomeracji Wałbrzyskiej