Tygodnik DB2010

Dyrdymały

bohun bartkiewicz

 

 

 

 

Niekiedy pomysł na felieton noszę w głowie przez jakiś czas, a niekiedy wpada tak całkiem nagle – rzec można – przypadkowo. Czasem zdarza się, że również pod wpływem tego, co czytam w ogólnopolskiej lub naszej, wałbrzyskiej prasie. I tak właśnie 18.06.br. zabrałem się za (zaległą) lekturę dwóch wałbrzyskich tygodników i – mówiąc szczerze – ręce mi opadły po przeczytaniu tekstów, które odnosiły się do zatrzymania sprawców niedawnego podwójnego zabójstwa w wałbrzyskiej dzielnicy Nowe Miasto. W sprawie tej ich autorzy piszą o „brawurowej akcji”, lub „akcji, jakiej Wałbrzych jeszcze nie widział”, dotyczącej zatrzymania (na terenie Czech) trzech osób podejrzewanych o udział w podwójnej zbrodni na Nowym Mieście. Wiem czym jest brawura, ale na wszelki wypadek zajrzałem do kilku słowników, gdzie wyczytałem, że brawura to nic innego, jak postawa lekceważąca niebezpieczeństwo, odwaga na pokaz, lub chęć popisania się odwagą. Czyżby działania wałbrzyskich policjantów na tym polegały? Myślę, że wątpię, jak mawia Daniel Passent. Zacząłem analizować wszelkie dostępne informacje dotyczące zatrzymania podejrzewanych (nie będę ich tu powtarzał z braku miejsca) i na ich podstawie, a także na podstawie swego doświadczenia i znajomości nie tylko procedur, ale i zwykłych zasad obowiązujących w procesach wykrywczych, jawi mi się obraz tego, co się faktycznie zdarzyło.

W rzeczywistości żadnej brawurowej akcji nie było (bo i po co?), sprawców zatrzymali policjanci czescy na podstawie informacji przekazanych im przez policjantów z Wałbrzycha. Po zatrzymaniu podejrzanych, pozwolono zapewne prokuratorowi z Prokuratury Okręgowej w Świdnicy wstępnie ich przesłuchać, a obecnie prokuratora czeka na zakończenie procesu ekstradycyjnego, zezwalającego na sprowadzenie podejrzanych do Aresztu Śledczego w Świdnicy. Pod względem kryminalistycznym sprawa nadzwyczaj banalna i w historii wałbrzyskiej kryminalistyki można znaleźć setki podobnych, w których również, w znacznym procencie, osobiście uczestniczyłem. Nie mam absolutnie – co zrozumiałe – wglądu do akt sprawy, ale z przeświadczeniem zbliżonym do pewności mogę, na podstawie udostępnionych prasie skąpych informacji, opisać przebieg i poszczególne etapy tego śledztwa.

Otóż po ujawnieniu zwłok policjanci podjęli swe rutynowe czynności. Jedni dokonywali kryminalistycznych oględzin mieszkania i ujawniali oraz zabezpieczali wszelkie możliwe ślady (linii papilarnych, traseologiczne, biologiczne, a być może także i mikroślady). Inna ekipa, w ramach czynności posesyjnych i operacyjnych, ustalała świadków zdarzenia, których następnie przesłuchiwano w trybie procesowym. W wyniku tych nakładających się na siebie czynności, uzyskano niepodlegające wątpliwości dowody, wskazujące na osoby, które mogły się tej zbrodni dopuścić. A więc prawdopodobnie ujawniono ślady na narzędziu zbrodni, albo też w innych miejscach, wskazujące na to, że pochodzić mogą tylko od sprawcy i dokonano szybkiego sprawdzenia w kartotece daktyloskopijnej, co w przypadku wcześniejszego daktyloskopowania danej osoby, pozwoliło na ustalenie jej tożsamości. Być może było jednak i inaczej, czyli ślady daktyloskopijne sprawcy nie znajdowały się w kartotece, ale na podstawie zeznań świadków lub informacji od tzw. osobowych źródeł, uzyskano wiedzę o tym, kto w przybliżonym czasie zabójstwa był w tym mieszkaniu. Policja zapewne otrzymała dokładne rysopisy, co umożliwiło jej dokonania trafnego typowania, a było to tym prostsze, że jeden z tych mężczyzn był inwalidą, albowiem nie miał jednej nogi i mieszkał (kiedyś) na ul. Osiedleńców. Być może informacje te pokryły się z danymi pochodzącymi z kartoteki kryminalistycznej, co sprawę czyniło jeszcze łatwiejszą. W tej sytuacji prokuratura szybko i sprawnie wydała postanowienie o przedstawieniu zarzutów, a także listy gończe za nimi, a na tej podstawie Sąd Okręgowy w  Świdnicy wystawił Europejski Nakaz Aresztowania. Pozostało tylko dokonać ich zatrzymania, ale widać był z tym istotny problem, albowiem nie ustalono gdzie mogą przebywać, a policjanci operacyjni nie mogli natrafić na informacje wskazujące miejsca, gdzie można ich dopaść. To zapewne efekt znanej policji zmowie milczenia funkcjonującej w pewnych kręgach naszego społeczeństwa. W „moich policyjnych czasach” podejmowaliśmy wówczas czynności operacyjne, zmierzające do ustalenia miejsca ukrywania się takich osób i ich zatrzymania. Jednakże komuś w Komendzie Miejskiej Policji w Wałbrzychu oraz Prokuraturze Rejonowej w Wałbrzychu bardzo się śpieszyło i w tej sytuacji ktoś wpadł na iście „szatański” pomysł, aby opublikować w mediach ich fotografie wraz z danymi osobowymi, z informacją, że policja i prokuratura poszukuje ich jedynie jako świadków. Z punktu widzenia psychologii było to pociągniecie uzasadnione, albowiem przekazanie informacji o świadku jest zupełnie czymś innym, niż zakapowanie bliźniego. Nawet jeżeli dopuścił się zbrodni.

Na marginesie tylko dodam, że kiedyś posłużyłem się podobnym trickiem. Szukaliśmy konkretnego sprawcy, więc pojechałem do Prokuratury Okręgowej w Świdnicy, aby uzyskać zezwolenie na publikację jego fotografii, ale spotkałem się z odmową z uwagi na to, że nie mieliśmy jeszcze 100% dowodów jego winy. Wziąłem wtedy te zdjęcie i udałem się do naszego rysownika z wydziału kryminalistyki, który mi pięknie twarz mężczyzny przerysował. Opublikowaliśmy to jako portret rysunkowy i już za trzy lub cztery dni „zdjęliśmy” go we wskazanym nam mieszkaniu wraz resztą potrzebnych prokuraturze dowodów. Od razu zaznaczę, że ten mój pomysł nie naruszył absolutnie żadnego przepisu obowiązującego prawa. Niestety nie mogę powiedzieć tego samego o obecnie zastosowanym tricku, albowiem w prasie opublikowano wizerunek i dane osobowe trzech mężczyzn z informacją, że dotyczy to świadków zdarzenia. Postanowienie prokuratora o tej treści było zawieszone na internetowej stronie KMP w Wałbrzychu, przez co zostały wprowadzone w błąd wszystkie polskie media (prasa, radio i telewizja, internet), które fotografie z danymi osobowymi opublikowały, gdy tymczasem na publikację takich informacji zgodę może wyrazić jedynie sam świadek. Ani prokurator, ani sąd uczynić tego nie ma prawa, a wątpię, czy w tym przypadku poszukiwani, jeszcze przed ich zatrzymaniem, zgody takiej udzielili. Rozumiem chęć szybkiego dopadnięcia zwykłych bandziorów, ale organy stojące na straży prawa i porządku prawnego nie mają prawa chodzenia na skróty i zarówno prokurator, jak i komendant policji, wiedzieć o tym powinni. Natomiast sami policjanci faktycznie odwalili kawał porządnej roboty i chwała im za to, ale po co wypisywać dyrdymały o brawurowych akcjach, jakich Wałbrzych jeszcze nie widział? Można to przecież odczytać jako ich ośmieszenie.

Janusz Bartkiewicz

www.janusz-bartkiewicz.eu

Tags: ,

Sorry, the comment form is closed at this time.

Tygodnik DB 2010 – Gazeta Aglomeracji Wałbrzyskiej