Tygodnik DB2010

Tajemnice Jolanty

SONY DSC

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Słyszymy zewsząd: Wrocław – Europejską Stolicą Kultury, Wrocław – Światową Stolicą Książki, Powiat Wałbrzyski – Dolnośląską Stolicą Kultury. Dolny Śląsk – epicentrum zainteresowań Polaków i Europejczyków. Co się stało? Myślę, że to normalne. Dolny Śląsk zdobył te wysokie nominacje, bo ze swoją naturalną stolicą – Wrocławiem, przeżywa od paru lat renesans rozwojowy, sam Wrocław stał się prawdziwą metropolią, bryluje wśród miast wojewódzkich w kraju. Ale obok Wrocławia – o dziwo! – czarny jak węgiel Wałbrzych, zaszufladkowane przez media umierające miasto „bieda- szybów” oraz wszystkich możliwych i wyimaginowanych nieszczęść, które spadły na jego mieszkańców w związku z upadkiem kopalń węgla kamiennego. Ten właśnie szary, brudny, zaniedbany Wałbrzych stał się stolicą kultury?!

Nikt nie pamięta, że niemiecki Waldenburg był jednym z najpiękniejszych miast pod względem położenia krajobrazowego i architektury kilku dzielnic, a z wojny wyszedł bez uszczerbku, bo uniknął bombardowań i zmasowanej obrony ze strony Niemców. Faktem jest, że rozłożenie na łopatki w latach dziewięćdziesiątych przemysłu wydobywczego pociągnęło za sobą w miejsce rozwoju – katastrofę, z której ciężko było się podźwignąć. Potrzeba wielu lat, by się z tego upadku podnieść i odbudować. Sprzyjały temu możliwości jakie stworzyło wejście Polski do Unii Europejskiej.

A w ogóle to stolicą kultury nie jest tylko sam Wałbrzych, ale cały powiat wałbrzyski, a w nim takie perełki jak Szczawno lub Jedlina – Zdrój, Boguszów-Gorce, Mieroszów, Głuszyca. Ale to osobny temat.

Zanim Wrocław stał się międzynarodową kolebką kultury i książki, Wałbrzych nie schodził z ust poszukiwaczy skarbów, dziennikarzy, a nawet polityków na całym ziemskim globie. A stało się to skutkiem medialnej sensacji o domniemanym odkryciu miejsca, gdzie pod koniec wojny miał zostać ukryty przez hitlerowców „złoty pociąg” z Wrocławia.

Historia „złotego pociągu z Wrocławia” spędza sen z oczu nie tylko poszukiwaczom skarbów lub badaczom wojennej i powojennej historii. To – jak się okazuje – fascynujący temat do napisania książki.

Wydawałoby się – wystarczy pomysł. Reszta zrobi się sama, bo materiałów na temat „złotego pociągu” jest bez liku, aż trudno to ogarnąć, a do tego szczypta fantazji – i już mamy książkę.

Tak się może wydawać adeptowi sztuki pisarskiej. Ale żeby napisać dobrą książkę, nie wystarczy sam zamiar, trzeba się wcześniej nad tym dobrze napracować.

Mówiła o tym Jolanta Maria Kaleta, wrocławska pisarka, autorka kilkunastu książek, specjalizująca się w odkrywaniu tajemnic Dolnego Śląska, obok Joanny Lamparskiej filar niekończącego się mostu prawdy i fantazji budowanego na kanwie niezbadanych do końca i nieodkrytych tajemnic z czasów wojennych i powojennych. A miało to miejsce w prawdziwym skarbcu wałbrzyskiej kultury, w Bibliotece pod Atlantami, na spotkaniu z autorką jedenastu książek obracających się w zagadkowym kręgu tego co mogłoby przeminąć bez echa, gdyby nie wnikliwe oko literata i pasjonata historii współczesnej.

Miałem okazję uczestniczyć w tym spotkaniu na zaproszenie Agaty Czajor, co spowodowało moje jeszcze większe niż dotąd zainteresowanie twórczością Jolanty Kalety. Już wcześniej poznałem ją jako autorkę książki wydanej w 2013 roku pt. „W cieniu Olbrzyma”. Trudno się dziwić, skoro akcja tej książki toczy się w miejscach najbliższych mojemu sercu, w Jedlinie-Zdroju i Głuszycy. Książkę czytałem z zapartym tchem, bo żyję tym tematem odkąd udało nam się w Głuszycy w 1996 roku zagospodarować i uruchomić do zwiedzania podziemną trasę turystyczną pod Osówką, jedną z najciekawszych w kompleksie „Olbrzyma”, a Jedlina- Zdrój, to moja „druga ojczyzna”, gdzie było drugie miejsce mojej pracy nauczycielskiej.

Wcześniej niż „W cieniu Olbrzyma” napisała Jolanta „Testament Templariusza”, rozgrywający się w magicznym klimacie starego opactwa w Henrykowie, a następnie „Duchy Inków” – barwną, pełną zagadkowych i dramatycznych zdarzeń powieść rozgrywająca się na Podhalu, w zamku Nidzica, jak się okazuje mającym coś wspólnego z Wyspą Słońca na jeziorze Titicaca, w kolebce Inków. A potem przyszły kolejne książki, „Wrocławska Madonna”, „Kolekcja Hankego”, „Lawina”, „Obcy w Antykwariacie”, „Operacja Kustosz”, no i książka, która wydaje się nam szczególnie interesująca, bo dotyczy „Złota Wrocławia”. To jest istotnie książka szczególna, powieść sensacyjno-przygodowa, świadcząca o wysokiej klasie autorki, mającej za sobą doświadczenie i dojrzały warsztat pisarski. Powieść, która potrafi wzbudzić emocje wspomnień, łzy i nostalgię oraz rzecz rzadką, w miarę czytania chce się ją czytać jeszcze bardziej, bo napięcie wzrasta z każdą kartką, a przecież chcemy się dowiedzieć wreszcie, gdzie się podziało złoto Wrocławia.

Ja oczywiście nie czuję się upoważniony, by odpowiedzieć na to pytanie. Nie dam też wskazówki, gdzie szukać bursztynowej komnaty. Robi to Joanna Kaleta w kolejnej książce „Strażnik Bursztynowej Komnaty”, gdzie wątek kryminalny przeplata się z przygodą i sensacją. Tak jest zresztą we wszystkich powieściach Jolanty Kalety, bo – w odróżnieniu od wspomnianej Joanny Lamparskiej – nie pisze ona książek typowo popularno-naukowych, ale realistyczne wątki historyczne ubarwia konwencją fikcyjną, beletrystyczną. Jest wielu czytelników, którzy chętniej sięgają po takie książki.

Myślę, że z największą emocją przywitamy nową, będącą na ukończeniu książkę Jolanty Kalety, w której powrócimy do wydarzeń związanych z podziemnym kompleksem „Riese”, poznamy dalsze losy bohaterów powieści „W cieniu Olbrzyma”, a akcja tej książki pt. „Riese – śmierć ma sowie oczy” toczyć się będzie w – jak się okazuje – niezwykle zagadkowym miasteczku – w Głuszycy.

Mam dla moich Czytelników dobrą wiadomość – prapremiera promocyjna tej książki będzie miała miejsce z początkiem października tego roku – właśnie w Głuszycy! Są już takie uzgodnienia z CK MBP w Głuszycy, a można się spodziewać, że stanie się to wielkim wydarzeniem w historii tego miasta.

Oczywiście, do tego tematu wrócę jeszcze ponownie, bo cóż może być ciekawszego jak książka wrocławskiej pisarki, której akcja rozgrywa się w moim mieście.

Stanisław Michalik

Tags: ,

Sorry, the comment form is closed at this time.

Tygodnik DB 2010 – Gazeta Aglomeracji Wałbrzyskiej