Poświąteczne reminiscencje

Polecamy6 kwietnia, 2016

SONY DSCPrzez kilka dni nie mówiło się o niczym innym więcej jak o świętach. Nawet polityka zeszła na plan dalszy, a przemawiającego po raz pierwszy od lat ludzkim głosem Prezesa nikt o zdrowych zmysłach nie potraktował poważnie. Nawet jego najbliższe chorągiewki (prezydent i premier) nie potrafiły się ustrzec w życzeniach świątecznych do narodu złośliwej nuty pogardy dla ludzi myślących inaczej niż oni sami.

Święta stały się więc znakomitą odskocznią od niezbyt różowej rzeczywistości dnia codziennego. Ale święta wielkanocne, to najwyżej tydzień przygotowań, robienia porządków, zakupów, uczestnictwa w obrzędach kościelnych i na koniec dwa dni prawdziwego świętowania. W naszej tradycji staropolskiej sprowadza się ono głównie do przyjemności korzystania z obfitego stołu. Dobrze, że w tym roku nie zawiodła nas pogoda, a ożywcze ciepło promieniującego na niebie słońca spowodowało, iż wyruszyliśmy całymi rodzinami na spacery.

No i stało się to co zwykle następuje – święta, święta i po świętach.

Dobrze, że jak to napisała w najlepszym swoim wierszu nasza noblistka Wisława Szymborska – „nic dwa razy się nie zdarza”. Oznacza to, że za rok kolejne święta wielkanocne już będą inne. Żyjmy nadzieją, że po PiS-owskiej „dobrej zmianie”, zaaplikowanej nam przez żądnych nieograniczonej władzy polityków, pozostanie już tylko niemiłe wspomnienie.

A ja na osłodę przypominam wiersz Szymborskiej w całej swej urodzie, by w ten sposób przenieść się razem z moimi Czytelnikami od ponurego świata zakłamania i obłudy, w krainę nieskazitelnej poezji:

Nic dwa razy się nie zdarza

i nie zdarzy. Z tej przyczyny

zrodziliśmy się bez wprawy

i pomrzemy bez rutyny.

 

Choćbyśmy uczniami byli

najtępszymi w szkole świata,

nie będziemy repetować

żadnej zimy ani lata.

 

Żaden dzień się nie powtórzy,

nie ma dwóch podobnych nocy,

dwóch tych samych pocałunków,

dwóch jednakich spojrzeń w oczy.

 

Wczoraj, kiedy twoje imię

ktoś wymówił przy mnie głośno,

tak mi było, jakby róża

przez otwarte wpadła okno.

 

Dziś, kiedy jesteśmy razem,

odwróciłam twarz ku ścianie.

Róża? Jak wygląda róża?

Czy to kwiat? A może kamień?

 

Czemu ty się, zła godzino,

z niepotrzebnym mieszasz lękiem?

Jesteś – a więc musisz minąć.

Miniesz – a więc to jest piękne.

 

Uśmiechnięci, współobjęci

spróbujemy szukać zgody,

choć różnimy się od siebie

jak dwie krople czystej wody.

 

Gdybyż po świętach zaiste miał miejsce cud i stało się to, do czego zachęca w wierszu Wisława Szymborska: „spróbujemy szukać zgody”, gdyby i prezes PiS-u, i wiecznie uśmiechnięty prezydenciunio, i przyboczna prezesa, premier rządu (o której dowcipnie napisał jeden z komentatorów na facebooku, że pasuje jak ulał do dawno napisanej przez Sztaundyrgera fraszki: „Aby równowaga nie była zwichnięta, łamiąc konstytucję – spuszczała oczęta!”), gdyby więc cała „trójca święta” wyciągnęła rękę do zgody, uznając za ważne wyroki Trybunału Konstytucyjnego, być może byłby to dobry krok do kompromisu.

Oczywiście mam pełną świadomość, że to co piękne i wartościowe w poezji nie dociera do polityków. Oni żyją w innym świecie. Dla nich ideą jest władza. Gotowi są na największe bezeceństwa, by ją zdobyć, a potem utrzymać. Dobro ogółu społeczeństwa, dobro narodu i państwa, to tylko szumne hasła potrzebne do tego, by ludziom zamknąć gęby.

To do nich pisał JulianTuwim w okresie międzywojennym w wierszu „Dziesięciolecie” z tomiku „Rzecz czarnoleska” – o dziwo – jakże znów dziś aktualnym:

„Było wam panowie, witrażowo i seledynowo,

Było „jakoś dziwnie” w „osmętach” i „tęsknicach”,

Jak pięścią między oczy uderzyło Słowo

I poszli starzy zrzędzić po kawiarniach i ulicach…

 

Jeszcze by dziś ze słówek pitrasili swojskie

Malowanki, kilimki i freblowskie wzorki,

Kwiląc „wiązaną mową”, że to „takie polskie”

I kwitłyby rodzime poetyckie Tworki.

 

Trzaskiem strof pękających walić w tych matołów

I gradem strzał skrzydlatych prażyć w ich kilimy!

A na strzałach osadzać świszczące wesoło

Ostrza słów rozpalonych, pałające rymy!

 

Tak się przyszłość buduje – muskularną mową.

Tak się życie pcha naprzód – śpiewną robocizną.

Młodości, daj nam skrzydła! Boże, ześlij słowo!

W pęd sławy, w dzieje swoje, porwij nas ojczyzno!

 

Powinniśmy powtarzać znów słowa głośnej tuż po wojnie inwokacji z „Kwiatów polskich” Juliana Tuwima:

„Chmury nad nami rozpal w łunę,

Uderz nam w serca złotym dzwonem,

Otwórz nam Polskę, jak piorunem

Otwierasz niebo zachmurzone.

Daj nam uprzątnąć dom ojczysty

Tak z naszych zgliszcz i ruin świętych

Jak z grzechów naszych, win przeklętych:

Niech będzie biedny, ale czysty

Nasz dom z cmentarza podźwignięty.

 

Ziemi gdy z martwych się obudzi

I brzask wolności ją ozłoci,

Daj rządy mądrych, dobrych ludzi,

Mocnych w mądrości i dobroci…”

 

Oj, łza się w oku kręci na sama myśl o tym, że mamy w kraju prezydenta, którego nie musimy się wstydzić, cieszącego się powszechnym szacunkiem i uznaniem, że jest to człowiek niezależny od układów politycznych, stateczny, roztropny, wykształcony, mający za sobą osiągnięcia w pracy zawodowej i społecznej, że premierem rządu jest osoba z autorytetem, doświadczona i niezależna, imponująca wiedzą i wykształceniem, potrafiąca czarować nie tylko uśmiechem i broszką, ale praktyczną znajomością gospodarki i ekonomii zarówno w kraju jak i za granicą, że mamy w rządzie najlepszych fachowców w danej dziedzinie, ludzi z dorobkiem naukowym i praktycznym, z osiągnięciami powszechnie uznanymi, słowem takich, o jakich pisał Tuwim w cytowanej inwokacji – ludzi mądrych i dobrych.

Wydawałoby się to tak oczywiste, że nie warte, aby o tym pisać. Okazuje się, że w prawie czterdziestomilionowym kraju nad Wisłą, jak dotąd nie da się utworzyć rządu mądrych i dobrych ludzi, mamy za to obfitość ludzi pazernych na władzę. To smutna konstatacja, niestety – prawdziwa.

Dlatego proponuję wraz z Tuwimem przenosić się jak najczęściej do świata poezji:

 

„A kto marzenie ukochał i sen,

Niechaj je w śpiewną splata słów perlistość,

To nic że z szczytów i przepastnych den

Dźwiga się potwór: Wielka Rzeczywistość!

 

Nie stracił czaru romantyczny smęt

Róż i słowików, rusałek i goplan,

Lecz coraz szybciej warczy życia pęd:

Tam, gdzie jest księżyc, jest i aeroplan !”

 

Ponieważ jest już po świętach zapraszam w podniebny lot do pełnej ładu i czaru poetyckiej krainy fantazji, dalekiej od naszej szarej rzeczywistości – obowiązkowo – aeroplanem! Wyjątkowo – dla osób z lękiem przestrzeni – na skrzydłach własnej fantazji.

Stanisław Michalik

Tagi: ,