Pisane przed (z)mrokiem

Polecamy6 kwietnia, 2016

basinski felietonWymowny i pouczający był niedawny tekst Pana Stanisława Michalika pt.”Krótki kurs z najnowszej historii”. Wybrane przez autora cytaty z wypowiedzi jednego z największych zbrodniarzy w historii ludzkości, Adolfa Hitlera (nie piszę „największego”, bo trudno zhierarchizować wyczyny w orgiach zła i mordu, dokonywane w różnych okresach i różnych proporcjach, m. in. przez Stalina czy Pol Pota), dają do myślenia. Większość z nas doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że nie chodzi tu o bezpowrotnie minioną historię, chociaż jeszcze do niedawna wydawać by się mogło, że nic podobnego nie mogłoby się wydarzyć w jako tako cywilizowanym świecie XXI wieku. Przecież nie tak dawno dochodziły nas wieści o wyrzynaniu w Rwandzie Tutsi przez Hutu. A wszystko zapoczątkowała katastrofa rządowego samolotu… A Srebrenica? A zdegenerowane Państwo Islamskie? Absolutnie nie możemy być pewni, że jakiemuś watażce, w którego głowie legną się jakieś pomylone idee, nie zechce się zrobić masakry swoich przeciwników i nie można wykluczyć, że porąbana do cna istota mieniąca się ludzką, nie będzie chciała brutalną siłą uczyć innych, jak mają żyć i co jest dla nich dobre.

Odnosząc się do wspomnianego tekstu Pan Janusz Bartkiewicz pisze z przekonaniem: „Mam nadzieję, że nie znajdzie się nikt, kto chciałby zarzucić autorowi (…) przyrównywania III RP do III Rzeszy, bo byłby to zarzut jak najbardziej bezpodstawny”. Pozwolę sobie mieć inne zdanie. Totalitaryzm, także ten obłędny i zbrodniczy, miewa różne, czasami niewinne, wręcz śmieszne początki i należy przed nim ostrzegać póki trwa gatunek homo sapiens. Podobnie, jak autorowi felietonu, tak i mnie, a jestem pewny, że i wielu innym, czytając słowa nazistowskiego fuehrera, nasuwają się pewne analogie do współczesnej Polski i na pewno nie jest to zarzut przeciwko autorowi. Oczywiście, znam proporcjum, Mocium Panie: żyjemy w innym (czyżby?) świecie, nie ma u nas kazamatów, w których torturuje się przeciwników władzy, nie rozstrzeliwuje się ich i nie ścina lub wiesza w więzieniach oraz obozach koncentracyjnych, jeszcze nie ma pogromów. Jeszcze…

Jeszcze nie tak dawno dywagowaliśmy z Panem Januszem Bartkiewiczem, wytykając sobie to i owo, na temat modelu pisowskiego państwa, o którym wielu mówiło, że nikomu nie zagraża, że straszenie PiS-em to obciach i strachy na Lachy. Ale wypadki potoczyły się błyskawicznie, a rządzący uzurpują sobie prawo do tego, o czym wcześniej nie mieliśmy pojęcia i nie trzeba być zbytnio przenikliwym, by widzieć, że uszczęśliwiłby ich powszechny zamordyzm, śledczy w każdym kącie, widać, jak bardzo uwierają ich ludzie organizujący marsze protestu i jak bardzo chcieliby wiedzieć o nich jak najwięcej… Zgadzam się w pełni z intencjami Pana Stanisława Michalika: źle to wygląda.

Co pewien czas pojawiają się pytania: „Co zrobi prezes?”, dodając: „Wszystko w jego głowie”. To dla Polaków upokarzające, by dochodzić, co też kombinuje ta postać, której każdą porę ciała wypełniają złe intencje skierowane przeciwko inaczej myślącym. Trzeba, póki czas, uderzyć pięścią w stół i tupnąć nogą, głośno krzyczeć na ulicach, i to bez taryfy ulgowej i przesadnego ugrzecznienia, ogłaszać całemu światu o niecnych sprawkach i zamiarach uzurpatorów, interweniować gdzie się da. Poczekajmy do następnych wyborów? A mamy gwarancję, że one się w ogóle odbędą?!

Wielce dają do myślenia słowa Jerzego Baczyńskiego, naczelnego redaktora „Polityki”, który pisze w artykule „Zamach marcowy”:

„(…) Autorzy tej anarchii, ataku na państwo, będą musieli kiedyś odpowiedzieć nie tylko przed Bogiem i Historią. W sumie to fatalna perspektywa, również dlatego, że może rodzić w obozie „dobrej zmiany” determinację, by władzę raz zdobytą tak poszerzyć i obwarować, żeby jej już (lub choćby przez wiele lat) nie oddać. Jeśli wyłączy się i zwasalizuje Trybunał Konstytucyjny, można będzie np. zmienić ordynację wyborczą lub wprowadzić taką ustawę o zwalczaniu terroryzmu, na podstawie której da się w ogóle odwołać wybory, a ugrupowania opozycyjne (…) zdelegalizować. (…) Jeśli sądy nas nie obronią, każdy może być oczerniony, oskarżony, prewencyjnie zatrzymany. (…) (Kaczyński) wciąż nie ujawnił, w czym mu obecna konstytucja przeszkadza. Dlatego każde podejrzenie jest dziś zasadne”.

W innym miejscu Baczyński pisze:

„(…) Bo partia dała zwycięstwo, ale może w zamian zażądać testu lojalności, gotowości do zwalczania wrogów rewolucji. To jest dziś najdalsza konsekwencja prawnego zamachu stanu. Czy uda się postawić naprzeciw siebie, gotowe także do fizycznej agresji, wielkie tłumy Polaków? Czy odpowiedzią na Komitety Obrony Demokracji staną się pisowskie Komitety Obrony Rewolucji? (…) Być może taka jest intencja Jarosława Kaczyńskiego, aby w Polsce, w związku z nim i o niego, Polacy nie tylko się wyzywali, ale i pobili? Tego też nie było w naszym doświadczeniu ćwierćwiecza wolnej Polski. Ale przecież historia zaczęła się na nowo wraz ze zwycięstwem PiS. Kiedy się słucha łomżyńskiej przemowy prezesa albo otwockiej prezydenta, nasuwają się nieprzyjemne historyczne skojarzenia. Ki diabeł? Naprawdę, ni z tego, ni z owego, bez wyraźnych przepowiedni socjologów, bez objawów społecznej depresji, nawet bez imigrantów i obcych, lęgnie się jakiś polski narodowy socjalizm, gdzie rolę „obcych etnicznie” pełnią polityczni przeciwnicy? (…) To jest rewolucja tłoczona od góry, niesiona przez pisowskie elity, które chcą zająć miejsca okupowane przez mniej godnych i skończy się, kiedy dobrzy ludzie zastąpią złych. Wtedy nowa władza może okazać swoją bezwzględność wobec wrogów rewolucji – buntujących się znowu górników, oburzonych rolników, libertyńskiej młodzieży, niepłacącego danin małego biznesu, nielojalnych nauczycieli, urzędników. A kiedy – jak w znanym powiedzeniu – przyjdą po nich, nie będzie już konstytucji i Trybunału, który mógłby ich bronić. Będzie partyjna prokuratura, wierne służby specjalne, przejęty IPN, wykonujące brudne usługi media i może zmilitaryzowana gwardia gwardia cywilna, opłacana i wychowana przez ministra Macierewicza. Rewolucja się dopełni”. Tyle Baczyński.

A jeśli chodzi o IPN: dowiaduję się, że do niszczącej szczujni przystał znany w Wałbrzychu człowiek, do którego wcześniej miałem nawet szacunek, ale jego morale kształtuje teraz PiS. Nie posłużę się jego metodami i nie wymienię po nazwisku, bo liczę na opamiętanie…

Nazwijcie mnie czarnowidzem. Może, po prostu, należę do tych, co widzą dalej niż 500 plus. A niech tam, zniosę. Ale będę gęgał wraz z innymi, jak gęsi kapitolińskie ostrzegające starożytnych Rzymian przed atakiem Galów. Nie będę optował za Nowoczesną, PO, SLD, czy Partią Razem. Konieczny jest jak najszybszy wspólny front, ponadpartyjny sojusz, swoiste wsparcie dla istniejącego już KOD, by przeciwstawić się zarazy, którą, bądźmy szczerzy, sprokurowaliśmy sobie (18 proc. uprawnionych do głosowania) bezkrytycznie na własne życzenie. Bo mogą powrócić najczarniejsze czasy. Może się polać krew. Na wezwanie guru, w imię chorych idei, może polować sąsiad na sąsiada. Mogą się zapełnić więzienia i to nie pospolitymi przestępcami. Mogą wywlekać z łóżek nie tylko o szóstej rano. Może się wydarzyć wiele, o czym na razie nie mamy pojęcia, albo wypieramy to ze swojej świadomości. I jeszcze jedno: Kościół marnuje na naszych oczach jedną ze swoich epokowych szans. A co do niedawnego apelu prezesa: BARDZO CHCIAŁBYM MU WIERZYĆ, ale, niestety, „po owocach ich poznacie”, a te dotychczas wyhodowane przez niego są wyjątkowo gorzkie…

I dlatego w samą porę Pan Stanisław Michalik przytoczył w swoim felietonie odpowiednie cytaty. Nie lekceważmy ich.

Andrzej Basiński

Tagi: ,