Choroba sieroca

Polecamy22 marca, 2016

basinski felietonChociaż mam już swoje lata i do tzw. piórnika bliżej mi niż dalej, odnoszę wrażenie, że dopiero teraz ogarnia mnie jakaś osobliwa choroba sieroca. Nie jest oczywiście związana z odejściem rodziców, odnosi się do najważniejszych ludzi w państwie, którzy – będąc u władzy – ponuro i bezczelnie sobie ze mnie, obywatela, zakpili, szydzą i mają w nosie normy, które są dla mnie święte, a więc osoby te zasługują jedynie na pogardę. Dlatego ich nazwisk staram się nie wymieniać.

Czuję się jak człowiek, którego tatuś jest brutalnym alkoholikiem i co rusz smaga go pasem po plecach, a mamusia nie dość, że też tęgo popija, to jeszcze często zapomina o przygotowaniu mu chociaż najprostszego posiłku. W tle pokazuje się czasami wujek, postać mimo mikrego wzrostu najbardziej wyrazista, ale zawdzięczająca to głównie psychozie paranoidalnej z urojeniami prześladowczymi. Nic, tylko dać dyla, jak najdalej od takiego porąbanego towarzystwa. Ale bywa, że się nie da.

Oglądam oto kolejny popis prezesa – naczelnika. Siewca niepokoju i złych emocji znowu w akcji. Po raz kolejny obraża swoich rodaków, odbiera prawo członkom KOD-u do manifestowania pod biało-czerwonymi sztandarami, jak zwykle insynuuje i kłamie, by zatwardziały elektorat był z nienawiścią na bieżąco, po raz kolejny bajdurzy o poniżanej przez obcych Polsce. I że sobie nie damy! I że im pokażemy! Ani kroku w tył! Olejemy sojuszników i wszystkie najważniejsze europejskie gremia! Stać nas na to! Nowość: prezes zaczyna walić pięścią w pulpit, bliski jest czas, że rozjuszony ludzik pomoże sobie ściągniętym kamaszem, jak (przed 56 laty) nieboszczyk Chruszczow na forum ONZ. Aż przykro na to patrzeć. Ale to się dzieje naprawdę. W drugiej dekadzie XXI wieku, w państwie jeszcze niedawno aspirującym do znalezienia się w cywilizowanej, wolnej Europie. Co za wstyd przed tą Europą i całym światem…

Widowisko to ośmieliło lokatora pałacu na Krakowskim Przedmieściu, który w poczuciu upodlenia po reakcji na jego wystąpienia prawniczej elity, powinien siedzieć w najdalszym kącie zabytkowej budowli i ciągle się rumienić. W wiecowym stylu naurągał „przyspawanym do stołków” amatorom „dojnej ojczyzny” oraz tym, co ośmielają się wtrącać w nasze sprawy. To się dzieje naprawdę… A jest jeszcze osoba o charyźmie zgryźliwej salowej, która gardłuje, że ma gdzieś wyroki jakichś tam profesorów i wchodzi w rolę kolejnej marionetki prezesa. Państwo prawa – won!

Włodzimierz Cimoszewicz zawsze był dla mnie autorytetem i nadal imponuje mi mądrością, przenikliwością oraz realizmem do bólu. Po obejrzeniu występu człowieka usadowionego na najważniejszym urzędzie w państwie, ocenił: „Wstydliwy przypadek wyboru marionetki na to stanowisko”, a także „Wstyd dla demokratycznej Polski, że ma taką władzę”. Andrzej Olechowski nazwał wspomnianego człowieka nieodpowiedzialnym. Kiedyś obiecywał łączyć, a teraz szczuje i poniża również tych, co mu uwierzyli.

Ale obawiam się, że wielu żadnego wstydu nie odczuwa, przeciwnie – czuje się bardzo zadowolonych, że sprawy przybrały taki obrót. Im bardziej prezes przeciąga strunę, tym bardziej pieją z zachwytu. Sypnęło kmiotami pasującymi do Europy, jak wół do karety. Nareszcie, jak mówią ich zachowania, ktoś ich chwycił za buźki, nareszcie im wskazuje wroga, którego będą zwalczać ile sił starczy, bo nie damy sobą pomiatać! O tym obezwładniającym odmóżdżeniu części społeczeństwa (wierzyć sondażom?) kiedyś będzie się uczyć młodzież z podręczników historii. Jeżeli oczywiście część narodu kiedykolwiek otrzeźwieje oraz ktoś takie podręczniki napisze i wyda. 18 proc. uprawnionych do głosowania, odebrało pozostałym poczucie godności, a kraju podzielić się nie da. Nie można dokonać podziału administracyjnego na Polskę 1 oraz Polskę 2 i wzdłuż tej granicy postawić zasieki odgradzające dwa plemiona. Dokonał się już, niestety, podział mentalny, mogący doprowadzić do nieobliczalnych skutków odczuwanych przez co najmniej dziesięciolecia. Niesłychaną głupotą, a nawet przestępstwem jest podgrzewanie tych podziałów, a mistrzem w dolewaniu benzyny do ognia jest prezes, traktujący państwo jak prywatny folwark. Maniacki upór i własne ambicje w tak ciężkiej sytuacji, w jakiej znalazła się Polska, grożą mu zmiażdżeniem przez historię. Z pełną premedytacją, w jakimś amoku, dopingowany przez wspomnianych kmiotów, kieruje pociąg na tor, gdzie z przeciwka pędzi inny skład wagonów. Ludzie, którym autentycznie leży na sercu przyszłość kraju, tego temu człowiekowi nie zapomną. Jak również słów ministra obrony, który każe siedzieć cicho Amerykanom i bredzi o rosyjskich terrorystach w Smoleńsku. Pisowski dżihad poszedł na wojnę z całym światem. Czy potrzeba milionowych manifestacji, by szaleńcy się opamiętali?

Gdyby to wszystko działo się ze trzydzieści lat wcześniej, pewnie bym z kraju wyjechał, bo dobrym Polakiem można być wszędzie. Jaki paradoks: wtedy byłem przekonany, że takim jest się tylko w ojczystym kraju, emigrantów traktując z rezerwą…

Niedawno mój wnuczek obudził się przerażony informując, że gonił go skrzeczący kurdupel z jakiejś oglądanej bajki. Uspokoiłem wnuczka, że nic mu nie grozi. Dość mamy horroru, który dzieje się na naszych oczach. Niech chociaż on czuje się bezpieczny, bo nadszedł czas, że ludzie trzeźwi mają poczucie sieroctwa, a patologiczne starszeństwo z początku tego tekstu naśladuje wykolejone potomstwo.

Andrzej Basiński

Tagi: ,