Nowe spojrzenia na Wałbrzych

Polecamy16 marca, 2016

SONY DSC

Zacznę od cytatu:

„Dolny Śląsk, moim skromnym zdaniem, to najciekawszy, najpiękniejszy i ciągle trochę niedoceniony region w Polsce. Także dlatego, że „odzyskany” po wojnie nie zdążył nam tak sparszywieć jak choćby Podhale czy Podkarpacie. Krajobraz jak z bajki inkrustowany jest tu pięknymi i przemyślanymi jeszcze przez Niemców miastami, w których pełno jest architektury niemalże wszystkich epok i stylów. W Sudetach tego wszystkiego jest jeszcze więcej. Miłośnicy historii stracą tu głowy, ale w górach znajdzie się także kilka nieco bardziej współczesnych pereł. To one właśnie stanowią doskonałą lekcję poglądową na temat architektury w zachwycającym pejzażu”.

To są słowa Filipa Springera, młodego dziennikarza współpracującego z „Dużym Formatem”, „Polityką”, „Tygodnikiem Powszechnym”, stypendysty Fundacji Herodot im. Ryszarda Kapuścińskiego, autora kilku książek reporterskich, dla nas najbardziej znanej o Miedziance.

O Wałbrzychu pisał Filip Springer po wiosennym rekonesansie w tym mieście, co miało miejsce w połowie 2015 roku:

„Od początku lat 90. miasto straciło ponad dwadzieścia tysięcy mieszkańców. Przez całe lata było stolicą bezrobocia i beznadziei, a kolejni dziennikarze przyjeżdżali tu tylko po to, by po raz kolejny nakręcić dokument albo napisać reportaż o ludziach wygrzebujących węgiel z biedaszybów. To one stały się synonimem Wałbrzycha na całe lata… Trzeba sporo dobrej woli, żeby pod warstwą tamtych zaniedbań dostrzec absolutnie genialną architekturę miasta, jego świetne położenie, mnóstwo zieleni i taką liczbę zabytków, że można by nimi obdzielić przynajmniej kilka podobnej wielkości ośrodków”.

Pisze więc reporter o zachwycającej architekturze „polskiego Paryża”, czyli wałbrzyskiej dzielnicy Nowe Miasto, na przykładzie której można by uczyć dewloperów urbanistyki. Podziwia urokliwe kamieniczki ulicy Fredro lub całe zespoły mieszkaniowe przy ulicach Asnyka, Psie Pole, Krynickiej, wtopione w sposób szczególny w naturalną przyrodę okolicznych parków i górskie ukształtowanie terenu.

Wskazując na walory licznych zabytków historycznych w centrum Wałbrzycha, różnorodność stylów i zdobień elewacji miejskich kamienic, zwraca też uwagę na nie tak znów odlegle w czasie, umierające symbole wielkomiejskości Wałbrzycha.

Jednym z takich przykładów degradacji gospodarczej są losy stadionu Górnika na Nowym Mieście, znanego pod nazwą „Koloseum”. Nie tak dawno na meczach pierwszoligowego klubu piłki nożnej zasiadało tu nawet 40 tysięcy widzów. Dziś stadion jest w ruinie, zdruzgotany i ograbiony doszczętnie, a o jego chlubnej przeszłości przeczytać możemy jedynie na kartach historii. Ale odbudowa stadionu znalazła się w planach miasta. Jest więc nadzieja powrotu do dawnej świetności.

W ruinie jest także „perła niemieckiego modernizmu”, kultowy obiekt w centrum Wałbrzycha wzniesiony w latach 1927-28 według projektu słynnego architekta Ludwiga Moshamera, dawny Górniczy Dom Kultury. Niestety, podzielił on los wałbrzyskiego górnictwa. Jego masywna, żelbetowa konstrukcja przez kilka ostatnich lat straszyła przechodniów, ostatnio pojawiła się jednak szansa na gruntowną przebudowę.

Podobny los spotkał nieczynny od kilku lat hotel Sudety – wysoki, kilkupiętrowy budynek świadczący o wojewódzkich aspiracjach miasta. Choć nie jest osiągnięciem architektonicznym, ale wpisał się w krajobraz miasta z lekka falującym, betonowym dachem, rozbijającym monotonię regularnej elewacji. Podobnie jak stadion Górnika, GDK z kinem Capitol, tak samo hotel Sudety z dużą restauracją na parterze budynku – oczekują cierpliwie na „lepsze czasy”.

Interesujące i – co najważniejsze – pozytywne opinie, a także ciekawe zdjęcia Filipa Springera z reporterskiej penetracji Wałbrzycha możemy znaleźć w jego artykule „Wiatr od ruin” w „Polityce” z 3 czerwca 2015 r.

Parę dni temu duży rozgłos wzbudził kolejny reportaż z naszego miasta. Oto metaforyczny wstęp do tego reportażu o trzech kolorach Wałbrzycha:

„Wałbrzych był dla nas wielką zagadką, miastem pełnym niepochlebnych stereotypów – piszą znakomici blogerzy z Gdyni: Kasia i Maciej Marczewscy. Byliśmy w nim dwa razy. Pierwszy raz sześć lat temu, gdy zatrzymaliśmy się na chwilę na opustoszałym Rynku i szukaliśmy ciepłego posiłku. Druga, trochę dłuższa wizyta, wypadła 3 tygodnie temu: w lutym 2016 roku. Słyszeliśmy już od dawna, że Wałbrzych się zmienia i że powinniśmy te zmiany zobaczyć. Przyjechaliśmy, żeby sprawdzić, czy Wałbrzych mógłby stać się miastem atrakcyjnym dla turystów. Jaki jest dziś Wałbrzych? Złoty, biały i czarny”.

Autorzy reporterskiej relacji zagościli w Centrum Nauki i Sztuki Stara Kopalnia, w ciągu dwóch dni poznali też inne miejsca zabytkowe i atrakcje turystyczne, które w sumie pozwoliły im wyrobić sobie pozytywne wrażenie o naszym mieście.

„W Wałbrzychu powiedzieli nam, że znają tu trzy rodzaje złota: złote złoto – cenny błyszczący się kruszec, czarne złoto – węgiel, który przez wiele lat zapewniał utrzymanie całego Wałbrzycha i białe złoto – porcelanowe zagłębie, z którego miasto kiedyś słynęło. Złoty, biały i czarny. To kolory miejskich legend, przeszłości i niewyjaśnionych tajemnic”.

I dalej czytamy, a jakże by inaczej, o „złotym pociągu”, który jak magnes przyciągnął w zeszłym roku tysiące ludzi z całego globu, przynosząc ze sobą dla miasta światowy rozgłos, który w medialnej kampanii wart jest nawet i 100 milionów złotych.

„Według ostatnich znanych nam informacji, jest zgoda na próby odkopania pociągu – mają ruszyć na wiosnę. Czy przyniosą jakiś efekt? Wałbrzyszanie twierdzą, że może nawet lepiej, gdyby nic tam nie znaleziono. W końcu legenda jest najciekawsza, gdy nic nie wiadomo na pewno, a tajemnicza historia może żyć własnym życiem…”

Interesujące spostrzeżenia dotyczą też sięgających głęboko wstecz tradycji gospodarczych miasta. Oto co możemy przeczytać na facebooku w albumie Kasi i Macieja Marczewskich pod nazwą „Ruszamy na Dolny Śląsk”:

„Złoto z tajemniczego pociągu to tylko jeden z symboli miasta. Wałbrzych ma jeszcze jeden: białe złoto, czyli porcelana. Wałbrzych zasłynął w XIX wieku z produkcji porcelany. Jeszcze do niedawna funkcjonowały tu trzy fabryki: Wałbrzych, Książ i Krzysztof. Dziś działa już tylko ta ostatnia i to ona jest znana na całym świecie. Porcelana Krzysztof trafiała na królewskie dwory, do Białego Domu w Stanach Zjednoczonych, a w 2013 roku przygotowała bogato zdobioną szkatułkę dla Księcia Jerzego z Cambridge, syna księżnej Katarzyny i księcia Williama. Dla mnie zaskoczeniem było także odkrycie, że nazwa „Krzysztof” nie pochodzi od imienia, ale od nazwiska jej założyciela – Karla Kristera – producenta porcelany. Nazwa ewaluowała i dziś brzmi jak piękne polskie imię”.

A oto, co piszą gdyńscy blogerzy o trzecim bogactwie Wałbrzycha:

„Prawdziwe złoto Wałbrzycha kryje się pod ziemią i jest… czarne. To węgiel. Kruszec, na którym miasto przez wieki budowało swoją pozycję i ekonomiczny dobrobyt. Aż do smutnych lat dziewięćdziesiątych XX wieku, kiedy podjęto decyzję o zamknięciu kopalni i zasypaniu szybów”.

I dalej:

„Z budynków dawnej kopalni stworzono muzeum, w tym podziemną trasę turystyczną z chodnikami dawnej kopalni. Dziś, oprócz muzeum, trasy podziemnej i wieży widokowej, Stara Kopalnia to także największe w Aglomeracji Wałbrzyskiej centrum wystawiennicze. Widząc jak profesjonalnie i estetycznie wygląda to miejsce, jaki ma potencjał i jakie niesie ze sobą przesłanie, wcale nie dziwi nas, że obiekt ten należy do prestiżowego Europejskiego Szlaku Dziedzictwa Przemysłowego (ERIH). Jest się czym chwalić!”

Na koniec autorzy blogu stwierdzają:

„Wałbrzych to miasto pełne złota: tego złotego, białego i czarnego. I właśnie z takimi kolorami będzie nam się teraz kojarzyć. Czuliśmy te kolory gdy byliśmy w Wałbrzychu. Są one wpisane w tkankę miasta. Stanowią jego historię i dziedzictwo.

To nie koniec naszej bajki o Wałbrzychu. Już niedługo zabierzemy Cię na wycieczkę po mieście, pokażemy najciekawsze atrakcje, opowiemy o największych tajemnicach Wałbrzycha i okolicznych Gór Sowich. Czeka Cię ciekawa wyprawa”.

Album Marczewskich „Ruszamy na Dolny Śląsk” ma jeszcze jedną zaletę – być może jeszcze cenniejszą niż tekst – profesjonalnie zrobione, znakomite fotografie. W sumie można się zachwycić i dlatego właśnie gorąco zachęcam do przeczytania i obejrzenia albumu w internecie.

Mamy prawdziwy urodzaj na pozytywne wieści o Wałbrzychu we wszystkich mediach. Stało się tak już wcześniej, zanim Wałbrzych stał się punktem zainteresowania mediów światowych w związku z próbą odkopania ukrytego w głębi ziemi „złotego pociągu”. Nagle oczom i uszom czytelników i słuchaczy ukazał się Wałbrzych jak odkrycie „archeologiczne” o niebywałej wartości. Stał się cud, skoro tylu dziennikarzy przejrzało na oczy i dostrzegło w mieście i jego otoczeniu nie tylko biedę, marazm, stagnację i brudy polityczne, ale także walory turystyczne i krajobrazowe, znaczący rozwój nowoczesnego przemysłu, rozwój infrastruktury miejskiej, postęp w rewitalizacji centrum i niektórych dzielnic mieszkaniowych. Już nie mamy rozdzierania szat nad „biedaszybami” i bolesnego zawodzenia nad rosnącym bezrobociem, sypiącymi się budynkami czynszowymi, dziurawymi drogami i paraliżem komunikacyjnym z powodu braku obwodnicy miasta. Wcale nie chcę powiedzieć, że tych problemów nie ma i że nie są one ważne, ale nie są one dolegliwością li tylko Wałbrzycha. Takich miast jak Wałbrzych, zbliżonych do siebie liczbą ludności i rozmiarami skutków upadłości kopalń węgla kamiennego, jest sporo na Górnym Śląsku i w innych częściach kraju.

Byłem pewien, że obiektywny i prawdziwy obraz Wałbrzycha zostanie dostrzeżony i odsłonięty przez dziennikarzy penetrujących miasto z kamerą w ręku, o czym pisałem w wydanej w 2014 roku mojej książce „Wałbrzyskie powaby”. I – jak się okazuje – moje nadzieje nie były na wyrost. Reportaże Filipa Springera, a także Kasi i Macieja Marczewskich są tego niewątpliwą egzemplifikacją.

Stanisław Michalik

 

P.S.

Podaję link do reportażu K i M Marczewskich:

http://www.ruszajwdroge.pl/2016/02/zloty-pociag-to-nie-wszystko-Trzy-Kolory-Walbrzycha.html

 

Tagi: ,