Bajkowy świat medialny

Polecamy26 lutego, 2016

SONY DSCOdnoszę wrażenie, że – w miarę rozwoju elektroniki – przybywa osób, które żyją w coraz bardziej oderwanym od rzeczywistości świecie medialnym. I można tu mówić o wzroście w postępie geometrycznym. Widzę to sam po sobie. Zastanawiam się, czy to nie jest rodzaj epidemii, uzależnienia nie mniejszego niż od narkotyków. Nie potrafię uzmysłowić sobie skutków tego uzależnienia, ale odczuwam coraz wyraźniej, że ten świat medialny staje się dla mnie ważniejszy niż praca, dom, rodzina. Budząc się rano zaczynam dzień od uruchomienia komputera. Pierwsza rzecz – poczta mailowa, druga – Facebook, dalej mój blog, następnie portale internetowe. Potem przełączam się na TV, obowiązkowo najświeższe informacje – TVN 24. Skaczę po kanałach, wychwytuję to wszystko, co się dzieje na świecie, czym żyją Polacy, jak zapewniają mnie lektorzy i redaktorzy telewizyjnych informacji oraz magazynów i tracę już orientację, ile w tym wszystkim jest prawdy, a ile fantasmagorii.

Póki co wiem jedno: od paru lat w naszych mediach bezsprzecznie i bezdyskusyjnie Polacy żyją „Royal Baby”. Nie ma dla nas nic ważniejszego. Gotowi bylibyśmy wszyscy jak stoimy ruszyć do Londynu, by zobaczyć na własne oczy kolejne maleństwa księżnej Kate Middelton, od 2011 roku żony brytyjskiego księcia Williama. Bo przecież tym żyje cały świat. Wszyscy interesują się „operą mydlaną” w sercu brytyjskiej polityki. Zamiast systemu prezydenckiego Brytyjczycy mają monarchię, a jej częścią jest koloryt i historie, które dzieją się w rodzinie królewskiej i to jest dla na – w oczach mediów – najważniejsze. Cały niemal świat, jak czytam lub słyszę we wszystkich dostępnych mediach, raduje się i interesuje narodzinami maleństw książęcej pary, a co za tym idzie – ruszyła machina marketingowa, książęce dzieci spowodowały ukazanie się na rynku lawiny pamiątek z tym faktem związanych. Kiedy przyszło na świat pierwsze dziecko i to męski protoplasta królewskiego rodu, książę George, światowe media wprost oszalały. Nie było ważniejszego tematu. W ślad za tym poszła cała machina biznesowa. Australijska Pandora wypuściła na rynek specjalny charms, nazwany Royal Baby Carriage, lansowanie go było bardzo oczekiwane przez kolekcjonerów Pandory bowiem należy do tzw. limitek. Royal Baby Carriage jest charmsem – wózeczkiem, ma specjalny grawer 2013, złoconą koronę i ozdobiony został cyrkonią. Cena 55 GBP. Boleję nad tym, że nie stałem się nigdy szczęśliwcem, nie mam królewskiego charmsu z zaślubin 31-letniej księżnej Kate z księciem Williamem, a Royal Baby Carriage jest dla mnie w sferze marzeń tak samo jak kwota 55 GBP, a w dodatku musiałbym udać się w celu jej nabycia do Australii.

Martwi mnie, że w momencie ogólnoświatowej medialnej euforii i zafascynowania widokiem książęcej pary z maleńkim „baby royal” w zawiniątku po wyjściu z kliniki położniczej, znalazł się jakiś tam pojedynczy mizantrop, który ośmielił się w komentarzu pod tą rewelacyjną informacją napisać:

„Narodziny kolejnego celebryty – „Royal Baby” przyjąłem ze spokojem, bo mają one znikomą wartość w naszym życiu”.

Jak to znikomą wartość?! Chyba bezduszny „Angol” żyje na innej planecie. Gdyby znał nasz język i otworzył w tych wielkich dniach okienka TVN24, tam od rana do wieczora, a także w godzinach nocnych, można było śledzić non stop brzemienne wydarzenia (to słowo „brzemienne” jest tu szczególnie celne) związane z aktem narodzin prawdopodobnego przyszłego monarchy na Wyspach Brytyjskich, a więc dla nas z krwi i kości londyńczyków to rzecz szczególnej wagi, wobec której cała reszta dotycząca groteskowego kraju nad Wisłą jest milczeniem.

A przecież to co opisałem było zaledwie preludium tego wszystkiego, co nas podnieca do białości w związku z tym, że serial narodzin książątek dopiero się rozpoczął. Jak dobrze pójdzie, to jego emisje pobiją rekord amerykańskiej szmiry pod nazwą „Moda na sukces”. Piszę to pod wrażeniem euforii przy urodzinach drugiej z kolei Royal Baby, księżnej Charlotty. Nie wstydzę się z tego powodu, że to imię jest mi szczególnie bliskie, bo właśnie szczycę się tym, że udało mi się napisać i wydać sympatyczna książkę – albumik o Jedlinie- Zdroju pod tytułem, „U źródeł Charlotty”. Setki, a może już tysiące fotosów przesympatycznej rodzinki Katy i Williama ze swoimi latoroślami potrafią zmiękczyć serca twarde jak melafiry w głuszyckich kamieniołomach i wzruszyć do łez. Ale newsy medialne związane z rozrostem rodziny królewskiej nie są jedynymi rozpalającymi do granic wytrzymałości umysły i serca odbiorców. Co rusz dowiadujemy się o coraz to nowych sensacjach.

Księżna Kate w grudniu 2015 roku została mianowana honorowym dowódcą brytyjskich sił lotniczych. Właśnie była gościem obchodów 75. rocznicy powstania RAF. Na tę okazję wybrała niezwykle efektowny komplet w najmodniejszym w tym sezonie odcieniu niebieskiego. Co dokładnie miała na sobie? Księżna miała na sobie płaszczyk Alexander McQueen (założony po raz trzeci) w modnym niebieskim odcieniu. Do tego dobrała toczek marki Lock&Co, szpilki Gianvito Rossi i ulubione kolczyki Diamond Drop. Ale najdrobniejsze szczegóły garderoby księżnej Kate z tej uroczystości przesłoniła rewelacyjna informacja. Fenomenalni paparazzi w wyniku specjalistycznej analizy jej fotogramów przy wysiadaniu z limuzyny odkryli, że jest ona w trzecim miesiącu ciąży i w tym roku spodziewa się trzeciego dziecka. Ta sensacja zburzyła mój stoicki spokój, po prostu nie mogłem zasnąć do rana. Już wyobrażam sobie, co się będzie działo w polskich mediach na wieść o pojawieniu się kolejnego brytyjskiego następcy tronu.

A piszę o tym wszystkim z zawiścią, bo czuję się jako Polak niedowartościowany. Gdyby tak u nas, na zamku królewskim, zamieszkała rodzina królewska Dudów. Jest to możliwe, bo PiS pisze już nową konstytucję. Prezes stałby się naczelnikiem państwa, a obok tego utworzylibyśmy ponownie monarchię, nawiązując do czasów Stanisława Augusta Poniatowskiego. Postępując rozsądnie, udałoby się nam – stosując krymski manewr Putina – połączyć się unią personalną z Litwą i Białorusią, wskrzeszając tym sposobem tradycje Jagiellonów. Andrzejowi dodalibyśmy drugie imię August, a rodzina królewska Dudów osiadłaby na tronie. Najważniejsze, że miałby wtedy kto stać na straży prawa i sprawiedliwości zamiast skompromitowanego Trybunału Konstytucyjnego. Jeszcze trochę i mielibyśmy czym świat zauroczyć, bo Agata Duda jest bardzo powabna, wcale nie gorsza od Kate, a córeczka Kinga może mieć nie byle jakie wzięcie, tak więc przyszłość rodu jest zapewniona. Wyobraźmy sobie uroczystość koronacji pary królewskiej w katedrze na Wawelu, a koronę założyliby wspólnie naczelnik państwa z prymasem. A w ślad za tym nastąpiłyby z czasem spektakularne seanse narodzin potomstwa rodu królewskiego powabnej Kingi. Brytyjskie misteria urodzinowe byłyby przy tym jak małe piwo, a jaka gratka dla naszych krajowych mediów, zwłaszcza mediów Jacka Kurskiego! Oj, łza się w oku kręci, co by to było za wydarzenie. Pomyślmy – tak poważnie – nad tym wszystkim. Przecież nas stać na stworzenie równego brytyjskiemu świata bajkowego.

Od dziś staję się monarchistą i w miejsce KOD powołuję Komitet Obrony Monarchii. Rodacy chodźcie ze mną ! I bardzo proszę pamiętać, że ja byłem za, a nawet przeciw!

Stanisław Michalik

Tagi: ,