Pragmatyzm czy pobożne życzenia

Polecamy10 lutego, 2016

basinski felietonWarto się spierać. Nawet wtedy, gdy pozostanie oponentów na swoich pozycjach wydaje się niemal przesądzone. Wymiana racjonalnych i pozbawionych emocji argumentów może bowiem pozostawić ślady po jednej i po drugiej stronie dyskursu, nawet gdy spierający się wydają się pozornie nieprzejednani, kierując się głównie ambicjonalnymi motywami. Po raz kolejny zatem odniosę się do poglądów Pana Janusza Bartkiewicza, ryzykując znudzenie, a nawet rozdrażnienie redaktora naczelnego.

Zapewniam, że nie mam antypisowskiej obsesji, chociaż to, co zajmuje znaczną część moich wypowiedzi w tym miejscu, wiąże się właśnie z tym ugrupowaniem. Prawem felietonisty jest pewne elementy tekstu upraszczać, albo przerysowywać, by osiągnąć zamierzony cel. Czasami więc wygląda to na drogę na skróty, ale dla wtajemniczonych jest czymś czytelnym i oczywistym. Od kilku lat coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że PiS to największe zagrożenie dla Polski i robię, co mogę, by uświadomić mój osąd jak największej liczbie rodaków. PiS to destrukcja niemal w każdej dziedzinie życia, postępująca i przyspieszająca od dnia wyborów. Potrzeba szerokiej mobilizacji, by się jej przeciwstawić. Mamy do czynienia z ludźmi bezwzględnymi i nieuznającymi kompromisu. Pojęcie społecznej, powszechnej zgody, to dla nich, a zwłaszcza dla prezesa, czysta abstrakcja, więc chociaż demokracja jest ustrojem ułomnym, należy szukać sposobów, by zgodnie z jej zasadami wyeliminować z politycznej sceny zwolenników stałego konfliktu lub chociaż ograniczyć do minimum ich wpływ na rzeczywistość.

Pan Janusz Bartkiewicz podkreśla, że w swoich osądach kieruje się pragmatyzmem. Pragmatyzm, wg Wikipedii, jest postawą polegającą na realistycznej ocenie rzeczywistości i liczeniu się z konkretnymi możliwościami. Od siebie dodam, że pragmatyzm rozumiem jako twarde trzymanie się ziemi, praktyczność. Ale czytając teksty wspomnianego autora, mam co do tego wątpliwości. Pisze: „Podoba mi się też planowana reforma prokuratury i podporządkowanie jej ministrowi sprawiedliwości, którym przecież Zbigniew Ziobro w nieskończoność nie będzie”. Autor zna harce Ziobry w okresie poprzednich rządów PiS i jego koalicjantów, nieodpowiedzialność, prowokacje i usłużność wobec prezesa, do którego chodził z dokumentami śledztw. Wszechwładzy człowieka, którego kiedyś Leszek Miller nazwał zerem, obawia się multum zdrowo myślących Polaków. Już nawet jego krótkotrwała omnipotencja może narobić wiele zła, ale autor dopuszcza, jak rozumiem, nawet dłuższą, byle nie w nieskończoność. To nie pragmatyzm, a pobożne życzenie i zgoda na niejedną szkodę w jego wykonaniu. Należy się liczyć z tym, że Ziobro będzie się chciał wykazać swoimi inicjatywami, ile się tylko da i niejedna niewinna ofiara przez niego zapłacze. Mało było Barbary Blidy? Zatem piętnowanie nowej ustawy w połączeniu z jej głównym „bohaterem”, jest właśnie pragmatyzmem opartym na doświadczeniach z przeszłości.

Wiem i doceniam fakt, że J. Bartkiewiczowi zależy na praworządności i sprawności jej funkcjonariuszy, z którymi, jak kilkakrotnie pisał w swoich tekstach, były problemy za rządów PO-PSL. Ale to, co wyrabia PiS w tej mierze, przeraża coraz bardziej. Należy założyć (kłania się pragmatyzm), że PiS nie uszanuje kolejnych ocen Unii Europejskiej w sprawie Trybunału Konstytucyjnego i pokaże jej wała, co grozi zupełnym bezhołowiem władzy. I Szanowny Autor to akceptuje? Liczy na jej dobrą wolę? Byłoby to li tylko pobożnym życzeniem, a nie twardym realizmem. Może mi to umknęło, ale nie dostrzegłem w Jego tekstach surowej oceny jazdy bez trzymanki prezydenta Dudy, którego nie krytykuje chyba tylko pokrętny prokurator Piotrowicz oraz śmieszno-straszna posłanka Pawłowicz and company, a cała prawnicza Polska aż trzęsie się z oburzenia. J. Bartkiewicz, mówiąc najogólniej, liczy na prosocjalne dokonania PiS, a przecież na pewno zdaje sobie sprawę (doświadczenia z przeszłości; pragmatyzm!), że ta dziedzina stanowi zupełny margines w zamierzeniach prezesa, któremu „socjal” zwisa i powiewa, bo ma ważniejsze sprawy na głowie, a prezydent i premier, jak mówili o dobru Polaków w kampaniach wyborczych, to… mówili. PiS ma przede wszystkim trzymać ich za mordę, bredzić o kapiącym od krwi patriotyzmie, ścigać spiski, odstraszać bogu ducha winnych sąsiadów, kpić z Unii Europejskiej, organizować prokuratorskie pokazówki, szkalować i pomawiać. Tak było, jest i będzie. Pragmatyk o tym wiedzieć powinien, a nie liczyć, że PiS nagle z głodnego wilka przeobrazi się w baranka lub gołąbka pokoju. To dopiero marzycielstwo do kwadratu. W pełni zgadzam się z autorami publikacji, że program 500 + zamącił ludziom w głowach i wielu gotowych jest za te srebrniki sprzeniewierzyć się swoim ideałom. Mam dzieci, które mają swoje dzieci, a moje wnuki. Z pewnością przydadzą im się te pieniądze, ale ja, chyba nie taki straszny ojciec i dziadek, wolałbym, by zamiast pobierać taki datek, żyli w Polsce, w której można oddychać pełną piersią, a nie w kraju dusznym i smrodliwym. J. Bartkiewicz wprawdzie wyraża obawy co do PiS, ale jednocześnie formułuje opinię, którą można streścić najkrócej: „Poczekamy, zobaczymy. Może coś dobrego wyjdzie z ich pomysłów”. To nie jest pragmatyzm, to pobożne życzenie.

W swoim schyłkowym okresie Miller kokietował PiS, a między tą partią a PiS była jakaś „chemia”. Syndromem sztokholmskim nazwano lgnięcie ofiar do swoich prześladowców. Może i ta skłonność przyczyniła się do upadku lewicy? Miller na emeryturze jakby nie zauważał tego, co szykuje PiS Polakom. A ja kiedyś uważałem go za męża stanu… Niektórzy ludzie lewicy dziwnie godzą się na ekscesy nowej władzy. Taka lewica niech przepadnie na wieki, albo nie w końcu odrodzi się w nowej formule, ze świeżymi pomysłami. A kiedyś uznawałem lewicowość za lepszy i sprawiedliwszy pomysł na człowieczeństwo…

Niektórzy, powodowani obawą o swoją przyszłość i karierę oraz o los najbliższych, wykazują nadgorliwość neofitów. „Nareszcie będzie porządek!”, „Trzeba dać im szansę, niech się wykażą!”. I kurczowo trzymają się nawet cienia pozytywu. Oczywiście, należy zrozumieć takie zachowania, nie każdy urodził się bohaterem, ale dla części z „szukających dobrej strony” są one dyskwalifikujące.

Mam żal do Janusz Bartkiewicza za nazwanie Komitetu Obrony Demokracji „zasłoną dymną dla przegranej Platformy”. PiS mówi o ludziach z nim związanych, jako o tych, co stracili koryta, a więc podobnie. Kaczyński: „Cała Polska z was się śmieje”, a Brudziński uzupełnia: „Komuniści i złodzieje”. Uważam KOD za zaczyn, który z czasem może przeistoczyć się w wielki ruch protestu przeciwko pisowskim szkodnikom, za ruch, któremu każdy pragnący lepszej przyszłości kraju powinien przyklasnąć, a nie kpić, bo KOD jest jakąś szansą. Oczywiście, to nie pragmatyzm, a moje pobożne życzenie…

Andrzej Basiński

Tagi: ,