Kod lewicy

Polecamy3 lutego, 2016

bohun bartkiewiczObecnie SLD znajduje się w takiej sytuacji, że aby przetrwać i podjąć skuteczną próbę odbudowy politycznego znaczenia, musi jednoznacznie pokazać swoją odrębność i samodzielność. A pokazać to może jedynie poprzez zdecydowane odcięcie się od aktualnych najważniejszych nurtów politycznych, na których skupia się całe zainteresowanie mediów. Nie może zatem iść w ręka w rękę z liberalną Platformą Obywatelską, nadmiernie bratać się z konserwatywnym Prawem i Sprawiedliwością, nie może też wchodzić w jakiekolwiek polityczne alianse z Nowoczesną, albowiem Ryszard Petru to człowiek, który – nie zważając na otaczającą nas rzeczywistość – reprezentuje wizję świata żywcem wziętą od Leszka Balcerowicza. A przecież to ten guru polskiego neoliberalizmu „wyciął numer” milionom Polaków, zmieniając ich – prawie z dnia na dzień – z dumnych bojowników o wolność i kapitalizm, w masę bezrobotnych i pozbawionych praw socjalnych obywateli trzeciego sortu, którym w rezultacie już nawet na wybory chodzić się nie chce. Nie może również dać się zaczarować nowemu zjawisku na politycznej scenie w postaci Komitetu Obrony Demokracji, który tak naprawdę jest tylko zasłoną dymną dla przegranej Platformy. Całkowicie zgadzam się z prof. Rafałem Chwedorukiem, że KOD jest zapewne komitetem obrony, ale niekoniecznie takiej demokracji, jak ją pojmują partie lewicowe, a ewentualny udział lewicy w tym komitecie będzie podcinaniem gałęzi, na której lewica jeszcze siedzi. Bo to, kogo na manifestacjach KOD-u  widzimy i kto wchodzi w rodzące się jego struktury, dowodnie świadczy, że mamy do czynienia z budowaniem przybudówki PO i Nowoczesnej, a więc partii o charakterze wybitnie antylewicowym. Partii, które reprezentują głównie interesy bogatych i zadowolonych, banków i przedsiębiorców, tak zwaną szarą masę mając jedynie za dostarczycieli tanich rąk do pracy, wykonywanej zresztą w warunkach coraz bardziej przypominających pracę niewolniczą. Kod lewicy nie może mieć twarzy Balcerowicza, Tuska, czy Petru. Musi być to twarz zaharowanego po łokcie bezrobotnego, zatrudnionego na śmieciówkach lub jedynie w szarej strefie. Rozsądna i dbająca o swej interesy lewica nie powinna ponownie dać sobie narzucić linii postępowania wygodnej dla liberalnej prawicy, tak jak dała to sobie narzucić w przeszłości. Każdy kto pamięta, przecież nie tak odległe, czasy rodzącej się „nowej Polski”, pamięta hasło, że „lewicy wolno mniej” rzucone na łamach „Gazety Wyborczej”, co miało oznaczać, że lewica z powodu swej historii, w III RP, w najważniejszych dla społeczeństwa sprawach, ma zająć pozycję myszy pod miotłą. Skutek przyjęcia takiej postawy jest dziś nadzwyczaj widoczny. Teraz ta sama liberalna prawica, a zwłaszcza nieoceniona dla niej „Gazeta Wyborcza” lansuje hasło, że kto nie z KOD-em, ten jest z PiS-em, co w zamyśle ma lewicę, a konkretnie SLD, ustawić na pozycji skrajnie antypisowskiej, inaczej bowiem lewica pokaże swą prawdziwą antydemokratyczne oblicze. I znów muszę powołać się na prof. R. Chwedoruka, który uważa (a pod czym ja się podpisuję), że „to nie PiS pogrążył SLD jako partię, ale – w różny sposób – od 2002 roku pogrążyły tę partię post-solidarnościowe środowiska liberalne”.

Myślę więc, że po wyborach nowych władz w SLD, partia ta nie powinna dać się ponownie ustawić na pozycji, która w rezultacie doprowadzi ją do całkowitej marginalizacji, jeżeli nie do zagłady. Bo paradoksalnie, z czego lewica sobie powoli zaczyna zdawać sprawę, w aktualnej sytuacji jej naturalnym sojusznikiem staje się właśnie PiS, który walczy z PO, Nowoczesną i KOD-em o każdy procent społecznego poparcia, który rosnąca w siłę lewica, może przeciwnikom PiS skutecznie urwać. Oczywiście używając określenie „sojusznik” mam na myśli jedynie „sojusz” taktyczny, w myśl starochińskiego powiedzenie, że wróg mojego wroga jest moim sojusznikiem. Tłumaczenie to zamieszczam, aby uspokoić red. Andrzeja Basińskiego (i innych zaniepokojonych również), iż nie zamierzam do Prawa i Sprawiedliwości się zapisywać, aczkolwiek zauważam, że czego by o PiS nie powiedzieć i nie napisać, prezentuje ono (jak na razie) mocno prospołeczny i socjalny program, czy chociażby głosi tylko takie zamiary. A przecież lewica z definicji jest, a przynajmniej musi być, właśnie prospołeczna i pro socjalna i dopóty PiS ten swój program będzie chciał realizować, dopóty lewica nie powinna mu w tym przeszkadzać, lecz skupić się na odbudowie swej lewicowej tożsamości. Bo ludziom, którym liberalna prawica nie ma zamiaru „robić dobrze”, winno zależeć na tym, aby nie hamować działań PiS zatrzymujących proces ograniczania państwa polskiego i instytucji publicznych, o czym może np. świadczyć przywrócenie niektórych funkcji publicznych Poczty Polskiej (odebranych za rządów PO). Wsparcia lewicy wymagają także działania PiS w zakresie  próby ograniczenia komercjalizacji służby zdrowia, wprowadzenia w życie planu dotyczącego programu „500+”, zniesienia „śmieciówek”, podniesienia płacy minimalnej, podniesienia progu kwoty wolnej od podatku, zatrzymania wypływających z Polski miliardów złotych, wyprowadzanych przez zagraniczne przedsiębiorstwa i spółki, opodatkowania obcych banków (niekiedy znacząco ograniczających możliwości działania rodzimych małych i średnich przedsiębiorstw), czy wielkopowierzchniowych sklepów, które zabrały chleb tysiącom polskich właścicieli małych, osiedlowych (i nie tylko) sklepów.

Teraz liberalna prawica, pod przykrywką KOD, zaciekle udaje, że w czasie jej rządów w Polsce demokracja i konstytucja nie była łamana, a ludziom żyło się dostatnie, bo Polska rosłą w siłę, co oczywiście, nie dając się otumanić, należy między bajki włożyć. PiS po przejęciu steru rządów robi dokładnie to, co robiła koalicja PO-PSL, tylko robi to jawnie, nadając tym działaniom formę prawną, co widać np. w sprawie legalizacji pewnego rodzaju podsłuchów, zniesieniem ośmieszonych przez PO konkursów kadrowych, czy wymianie kadry na najważniejszych stanowiskach państwowych. Jednym słowem zamiarów swych, ani celów przed społeczeństwem nie ukrywa, chociaż rzeczywiście nie mówiło o tym w czasie kampanii wyborczej. Więcej o tym napiszę za tydzień.

Janusz Bartkiewicz

 www.janusz-bartkiewicz.eu

Tagi: ,