Popiołem głowy nie posypię

Polecamy20 stycznia, 2016

bohun bartkiewiczMam szczęście, że nie jestem przesądnym, dlatego też jestem przekonany, że tematyka mojego pierwszego w tym roku felietonu nie jest znakiem całorocznego tłumaczenia się z tego, co mi się zdarzyło w kampanii wyborczej do parlamentu w 2015 roku napisać kilkakrotnie. Z góry więc oświadczam, że nie wycofuję się z ani jednego słowa, jakie wówczas napisałem o Jarosławie Kaczyńskim, PiS, PO-PSL i SLD na dodatek. Mało tego, uważam, że moje przewidywania spełniły się praktycznie co do joty, a kto nie wierzy niech jeszcze raz sięgnie do tamtych tekstów. Piszę o tym, ponieważ ponownie stałem się obiektem zatroskania redaktora Andrzeja Basińskiego(Tygodnika DB2010 nr 1 z 07.01.2016 r.), którego zbyt szanuję (i nie ma w tych słowach jakiejkolwiek kokieterii czy fałszu) by Jego kolejne uwagi, co do prezentowanego przeze mnie stanowiska, zbyć wymownym milczeniem. Dlatego też – przyznam szczerze – przymuszony do riposty, Panu Redaktorowi odpowiadam najpoważniej jak potrafię.

Zacznę od wyrażenia najwyższego zdziwienia, iż Andrzej Basiński absolutnie nie zrozumiał przesłania mojego felietonu zatytułowanego „Geniusz Jarosława” (Tygodnik DB2010 nr 47 z 03.12.2015), który zaczynam słowami „Wydarzenia ostatnich dni sprawiły, że popadam w jakiś czarny pesymizm…”, aby następnie – w odniesieniu do J. Kaczyńskiego – stwierdzić, że „Jest on – wg mojej oceny – najbardziej skutecznym i pragmatycznym politykiem, jaki pojawił się w Polsce i to co robi, ACZKOLWIEK W WIELU ASPEKTACH NIE ZGADZAM SIĘ Z NIM, budzi mój prawdziwy podziw.” Szanowny Panie Andrzeju, mój podziw budzi również np. feldmarszałek III Rzeszy Edwin Rommel, który jako taktyk i strateg działań wojennych był swego czasu podziwiany przez strategów antyhitlerowskiej koalicji za te właśnie zdolności, wykazane podczas walk na terenie Afryki Północnej, przez co został przez nich nazwany Lisem Pustyni. Czy to, że akurat za te zdolności feldmarszałka podziwiam oznacza, że jestem zwolennikiem nazizmu? Myślę, że Pan tak nie pomyśli, dlatego też tym bardziej zdziwiony jestem, iż mój podziw dla taktycznych zdolności Jarosława Kaczyńskiego utożsamia Pan z moją rzekomą akceptacją jego poczynań. Mając na uwadze nie tylko red. A. Basińskiego, ale przede wszystkim Czytelników Tygodnika DB 2010, powołam się na Słownik Języka Polskiego, w którym znajduję definicję hasła „geniusz”, czyli osobę wybitnie inteligentną, uzdolnioną, zdolną osiągać nadzwyczajnie wysokie efekty w swojej działalności. Nikt chyba nie zaprzeczy, że prezes Jarosław takimi przymiotami dysponuje, co udowodnił m.in. znakomitym rozegraniem (jak przedni pokerzysta) kampanii wyborczej. To moje uznanie nie oznacza jednak, że akceptuję sposób i metody realizacji tego co zaplanował i uczyni, mając przecież ku temu demokratycznie uzyskany mandat. Byle kto przecież nie byłby zdolny do tego, by wykorzystać demokrację do wprowadzenia autorytarnych rządów. Trzeba mieć przebłysk geniuszu, aby to zaplanować i wykorzystać. I to właśnie rodzi, wspomniany wcześniej, mój czarny pesymizm. Szanowny Panie Andrzeju, czym innym jest uznanie dla czyjejś zdolności, odwagi i konsekwencji, a zupełnie czymś innym, akceptacja takich działań i ich efektów. I dopóki Pan tego nie zrozumie, nie będziemy mogli się porozumieć, nad czym naprawdę boleję. Napisał Pan, że niedawno przypisałem PO niemal zbrodnie i pyta Pan, jak się czuję z tym „czego dopuszcza się PiS, któremu dawał Pan szansę”. Otóż Panie Andrzeju, znów budzi Pan moje zdumienie. W tekstach swych odnosiłem się do NIEGODZIWOŚCI, których dopuścili się działacze i politycy Platformy, a które są na tyle powszechnie znane, że nie muszę je ponownie tu przywoływać. Ale nie tylko o te niegodziwości chodzi, lecz także o to, że w czasach swych 8-letnich rządów Platforma dopuściła się tak wielu przypadków brutalnego łamania demokratycznych zasad, że teraz śmieszą mnie jej wszelkie protesty w obronie tejże demokracji. Nie kojarzy Pan o czym piszę? Przypomnę więc (hasłowo) tylko te najbardziej drastyczne: złamanie zasady zakazu stosowania odpowiedzialności zbiorowej i niedziałania prawa wstecz (ustawa o zmniejszeniu emerytur dla b. funkcjonariuszy SB), klauzula sumienia pielęgniarek i położnych (ustawa z 2011 r.) odmawiająca praw osobom mającym inne przekonania religijne lub etyczne, czy chociażby ostatni „sukces” PO w demontażu konstytucyjnych zasad funkcjonowania trybunału czerwcową nowelizacją ustawy o Trybunale Konstytucyjnym w 2015 roku. Zresztą, jeżeli chodzi o sam trybunał, to również i on ma na swym sumieniu cyniczne łamanie konstytucyjnych zasad będących gwarantem polskiej demokracji. Przykładów jest tyle, że nie jestem w stanie przytoczyć ich wszystkich, z braku miejsca. Przywołam zatem tylko te najbardziej drastyczne: utrzymanie tzw. wartości chrześcijańskich w TV i Polskim Radiu (ograniczenie wolności słowa), przekroczenie kompetencji Trybunału Konstytucyjnego w sprawie ustawy liberalizującej przerywanie ciąży (odmowa prawa wyboru przez matkę), utrzymanie stopnia z religii na świadectwie szkolnym (stygmatyzacja uczniów nie chodzących na religię), klauzula sumienia lekarzy (ograniczenie prawa do opieki medycznej), zmniejszenie emerytur dla byłych funkcjonariuszy SB (naruszenie praw nabytych oraz utrzymanie odpowiedzialności zbiorowej), odmowa rozpoznania sprawy dotyczącej działania tzw. Komisji Majątkowej. No i na koniec skarga prywatna piosenkarki Dody. Trybunał Konstytucyjny uznał za zgodny z konstytucją wyrok sądu bezczelnie łamiący zasadę wolności słowa i głoszenia poglądów, albowiem została ona skazana za wyrażone przypuszczenia, iż autorzy dawnych „świętych ksiąg” pisali je pijąc wino i wdychając (paląc) zioło, czyli kadziło. Została skazana mimo, iż żaden sąd nie udowodnił, że było inaczej, a Trybunał Konstytucyjny to klepnął. Mało? Dla mnie aż za dużo. Kiedyś (niesłuszna) władza dała mi brązowy medal „W Służbie Narodu”, a niedawno prezes Rzepliński otrzymał watykańskie odznaczenie, które ja na własny użytek nazwałem orderem „W Służbie Kościoła”, albowiem prezes Trybunału Konstytucyjnego wielokrotnie pokazywał (tak jak i sam Trybunał), że interesy kościoła ponad Konstytucją RP stoją. Nie dziwię się uwagom Pana Andrzeja, odnoszącym się do mojej osoby, albowiem sam napisał, że znajduje się „w stanie permanentnej, rujnującej zdrowie, wściekłości”. A stan taki nigdy nie sprzyja chłodnemu osądowi. Trzeba mieć nadzieję, że to stan przejściowy, czego panu Andrzejowi serdecznie życzę.

 

PS.

Chciałbym jeszcze dodać, że niesamowicie dziwię się Panu Stanisławowi Michalikowi (którego niezmiernie bardzo szanuję), że w jednym szeregu ustawił Hitlera, Stalina i Putina. Jestem głęboko przekonany, że to tylko pomyłka. Mogę wymienić wielu zbrodniarzy XX i XXI wieku, ale nigdy w ich szeregi nie odważyłbym się wstawić prezydenta Rosji Putina. Szkoda, że brak tu miejsca, bym mógł to uzasadnić.

Janusz Bartkiewicz

www.janusz-bartkiewicz.eu

Tagi: ,