Piekący wstyd

Polecamy12 stycznia, 2016

basinski felietonOd dwóch miesięcy odczuwam dojmujący, piekący wstyd. Nie za siebie i nie dlatego, że w obecności matek z dziećmi w oparach okowity spadłem z parkowej ławki. Wstydzę się za polskie władze, których działania obrzydzają mi dzień po dniu okres wieku średniego plus, mimo ucieczek z psem na łono przyrody i zredukowania do minimum oglądania programów politycznych. Nie wiem, ile mi jeszcze zostało i dlatego jestem w stanie permanentnej, rujnującej zdrowie wściekłości, która finisz przybliża. Ludzie o innej strukturze psychicznej mówią: „Daj sobie spokój, patrz na to wszystko, jak na kabaret”. Nie potrafię. Chciałbym żyć w kraju wolnym od opętania, nieustannej aberracji, pogardy oraz kpin ze zdrowego rozsądku. Ale ten stan nie został mi (nam) dany, a horror się nasila.

Na własne życzenie, część Polaków zafundowała zdecydowanej większości rodaków rządy stowarzyszenia istot nieobliczalnych i misyjnie nawiedzonych, bo nie jest to partia w tradycyjnym tego słowa znaczeniu. Zaufała człowiekowi złemu, o chorych ambicjach (mówię o tym z pełnym przekonaniem), powierzając władanie krajem, który (też to mocno podkreślam), mimo wielu wad zaliczał się do społeczności coraz bardziej nowoczesnych i należących do tej lepszej Europy. Skończyło się straszenie PiS-em, twierdzili mądrale. Jakiś kaprys, znudzenie i pójście na lep socjalnych obietnic bez pokrycia – to wszystko zadecydowało o zmianie fatalnej, która może okazać się jeszcze tragiczną. Demokracja zaliczyła wypadek przy pracy, który przekształca się w katastrofę. Prawdopodobnie wielu wstydzi się swojego wyboru, ale niczego to nie zmieni. Polska znalazła się na równi pochyłej. Staliśmy się chorym człowiekiem i pośmiewiskiem świata. Należałem do tych, którzy głośno ostrzegali, ale to dla mnie teraz wątpliwa satysfakcja.

Mój kraj stał się totalnym „b”. BEZPRAWIE, BUTA, BEZCZELNOŚĆ, BRUTALNOŚĆ, BEZWSTYD – to cechy obecnej władzy, która będąc w opozycji nagromadziła w sobie tyle amoku, złości, jadu i żółci, że teraz ta ohydna wydzielina wylewa się z jej każdego słowa i czynu. Galerię rechoczących z upojenia gęb, obejrzeć można na jej sejmowych ławach. Ta szczególnie upiorna należy do osobnika, który swego czasu doniósł na swojego ojca, a teraz pełni w PiS ważną funkcję i siedzi przy sejmowej mównicy. Potwierdza to nie tylko moje przypuszczenia, że partia ta przyciąga zwłaszcza ludzi o charakterologicznych ułomnościach, na czym żeruje prezes. To ją dyskwalifikuje, zwłaszcza jako rządzącą, ale… sam tego chciałeś Grzegorzu Dyndało, jak napomniał Molier w swojej sztuce. Sejm w ostatnich tygodniach stał się miejscem upokarzających przeciwników i rozpasanych wystąpień posłów PiS, mających za nic prawo, zdrowy rozsądek i elementarną przyzwoitość. Kiedy za to zapłacą?

Andrzej Duda, to główna część składowa obecnej polskiej hańby. Podnóżek prezesa sprowadził do parteru oraz znieważył najwybitniejszych polskich prawników i konstytucjonalistów, a także miliony swoich wyborców, wśród nich studentów prawa. A prawo jest fundamentem państwa. Jaki wzór młodym daje człowiek, który zaczyna się kojarzyć tylko jako sobowtór serialowego Maliniaka i bezwolna maszynka do podpisywania ustaw? Trzeba – mimo wszystko – mieć nadzieję, że nie daruje mu tego historia, i nie tylko ona. Za niego wstyd mi szczególnie, bo jemu chyba to uczucie jest obce. Żałosne są jego telewizyjne „orędzia”, podczas których nienaturalnie poruszając rękami (marionetka) głosi: „podjąłem decyzję”. To ON podjął! Ha, ha! Przeżarty mściwością prezes i stękająca Beata Szydło z kolei obrażają tysiące manifestantów. Takich liderów narodu sobie życzyliśmy?

Mam trochę żalu do mojego kolegi felietonisty Janusza Bartkiewicza za nazwanie Jarosława Kaczyńskiego geniuszem. To opinia moim zdaniem daleko nieuprawniona, mimo różnych uzasadnień autora. Demony konfliktów i siania niepokoju, których „zasługą” jest nieustanne dzielenie społeczeństwa, na to nie zasługują. Inna sprawa. Felietoniście dedykuję słowa z artykułu Mariusza Janickiego i Wiesława Władyki „Rok prawdy” z tygodnika POLITYKA: ” (…) nadal pewne środowiska polityczne, zwłaszcza nowa lewica, najbardziej rozczarowane są tym, że PiS nie rozdaje obiecanych pieniędzy, a nie jego ustrojowymi ekscesami. Można odnieść wrażenie, że młodzi socjaliści za obietnice 500 zł i tanich mieszkań byliby skłonni „opchnąć” choćby Trybunał Konstytucyjny”. Kolego felietonisto, niedawno przypisał Pan PO niemal zbrodnie. Jak czuje się Pan z tym, czego dopuszcza się PiS, któremu dawał Pan szansę?

Bardzo spodobała mi się scena z serialu „Ranczo”. Proboszcz z Wilkowyj odwiedza prokuratora, który z politycznych powodów trzyma w areszcie panią Lucy, wójta Wilkowyj, i wstawia się za nią. Gdy prokurator występuje z cynicznymi i obraźliwymi insynuacjami, oburzony do żywego proboszcz traktuje „z główki” jego nos i rozkwasza go. Wiwatującym parafianom tłumaczy, że tak musiał, ponieważ prokurator nie miał dobrych intencji. Powinniśmy reagować jak najliczniejszym oporem przeciwko szalonej władzy, mimo wszystko wielkie nadzieje pokładam także w Kościele. Popierajmy czynnie Komitet Obrony Demokracji, uczestniczmy w manifestacjach, bo szykowane są kolejne napastliwe uchwały sejmowej większości i kolejne popisy buty. Nie dajmy sobie narzucić jej woli. Piekący wstyd za rządzących nie może trwać wiecznie.

Nie wiemy, na czym i czy w ogóle zatrzyma się PiS. Lech Wałęsa, który nie zawsze fortunnie się wypowiadał, dopuszcza nawet możliwość wojny domowej. Tym razem nie uważam tej prognozy za science fiction. Przelewanie krwi rodaków, zwłaszcza w drugiej dekadzie XXI wieku, jest realne, chociaż trudne do wyobrażenia. Tak samo, jak prognozy, że na kolejne wybory PiS nie pozwoli. Kompletne szaleństwo? Tak się jeszcze wydaje dzisiaj… Nie możemy do tego dopuścić.

Andrzej Basiński

Tagi: ,