Dlaczego?

Polecamy16 grudnia, 2015

bohun bartkiewiczKilka dni temu dowiedziałem się od jednego z wysokich oficerów policji o sporządzonej w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji liście komendantów i zastępców komend wojewódzkich, miejskich i powiatowych, mających być odwołanymi z pełnionych stanowisk. Jedynym powodem odwołania ma być rozpoczęcie służby w czasach PRL, czyli każdy kto był funkcjonariuszem Milicji Obywatelskiej, funkcjonariuszami obecnej policji, ze szczebla powyżej komisariatu, dowodzić już nie może. I nie ma znaczenia, czy jest to dobry fachowiec, czy zwykła miernota, posadzona na stanowisku według zasady BMW, czyli bierny, mierny, ale wierny. Nie wiem, czy nie jest to tylko plotka, która krąży w środowisku policyjnym, ale sam o takim zamiarze słyszałem jakiś czas temu z ust ważnego polityka Prawa i Sprawiedliwości. Jeżeli więc to prawda, to oznaczać będzie, iż dekomunizacyjne szaleństwo rodem z IV RP objawia się w nowej odsłonie. I – co ciekawe – dotyczyć ma oficerów z długoletnim doświadczeniem zawodowym, którzy przez 26 lat sprawdzili się w walce ze światem przestępczym, do czego przecież zostali powołani. W zasadzie nikt im krzywdy nie zrobi, bo każdy z nich ma wysłużoną pełną emeryturę, ale odejście nie z merytorycznych, a z politycznych powodów, spowoduje poczucie wielkiego rozżalenia. Mnie to nie dotyczy i właściwie nie powinienem sobie tym głowy nie zawracać, ale z racji moich silnych związków z tym resortem – oczywiście jedynie już sentymentalnych i emerytalnych – pozwalam sobie na komentarz.

Wedle mojej oceny plany takie to nic innego, jak swoista „weryfikacja” policyjnych szeregów i od razu przypominają mi się lata 1989 – 1990, kiedy weryfikacji zostało poddanych 14 038 funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa, z czego aż 10 439 (74,36%) z nich zaopiniowano pozytywnie. Mogli służbę swą kontynuować, czy to w szeregach nowo utworzonej policji, czy też w nowej formacji policji politycznej, jaką był w istocie Urząd Ochrony Państwa. Liczby te świadczą o tym, że ówczesne komisje weryfikacyjne, składające się z członków zwycięskiej „Solidarności”, nie widziały w osobach tych żadnego zagrożenia dla nowego ustroju i nowych władz polskiego państwa. Mało tego. W bardzo licznych przypadkach powierzano im – jako szczególnym fachowcom – bardzo wysokie stanowiska nie tylko w organach policji, ale także w UOP. Na przykład w Wałbrzychu przez kilka długich lat szefem Wojewódzkiej Delegatury Urzędu Ochrony Państwa był oficer z byłej Służby Bezpieczeństwa, którego dopiero w połowie 1998 roku „poproszono” o nieprzychodzenie do pracy. Odbyło się to w ten sposób, że ktoś w środku nocy do niego zadzwonił i poinformował, aby już do siedziby urzędu nie przychodził, ponieważ już tam nie pracuje. Tak się wtedy to załatwiało i pozostaje jedynie nadzieja, że dzisiejszych „niezweryfikowanych” oficerów policji zwolni się bez naruszania ich godności osobistej i oficerskiego honoru. W tym czasie, od 31 października 1997 roku, stery władzy objął ponownie zwycięski obóz solidarnościowy, którego emanacją była Akcja Wyborcza Solidarność, a tekę ministra koordynatora ds. służb specjalnych otrzymał dawny opozycjonista, historyk sztuki, Janusz Pałubicki. Zaiste wysokiej klasy fachowiec w zakresie bezpieczeństwa państwa – oczywiście słowa te piszę z wielką ironią. I ten absolutny amator dokonał swoistej rzezi naprawdę doskonałych fachowców, którzy od 1990 roku szkolili nowe kadry UOP, składające się w pierwszych latach z takich jak on amatorów. Mogłem się o tym amatorstwie, wraz z kilkoma kolegami z ówczesnego wydziału kryminalnego KWP w Wałbrzychu, kilkakrotnie osobiście przekonać.

Wracam jednak do informacji o zamiarze zwolnienia funkcyjnych funkcjonariuszy, rodem z PRL, którzy od 1989 roku wiernie służyli PAŃSTWU i OBYWATELOM, bo przecie nie partiom, które w tym czasie władze w Polsce sprawowały. Na tak wysokie stanowiska mianowani zostali  z uwagi na posiadaną wiedzę służbową i zdolności organizacyjne, a także inne, niezbędne na stanowiskach kierowniczych, przymioty. Zwalnianie ze służby za „peerelowską” skazę kojarzy mi się jak najgorzej, bo z ciemnymi latami – które na szczęście znam tylko z historii, filmu u literatury – tzw. kultu jednostki, kiedy nie osobiste zalety, ale „złe” życiorysy  decydowały o tym, czy można było służyć w wojsku, milicji, czy też spełniać się w innych dziedzinach życia społecznego i gospodarczego kraju. To właśnie wtedy, we wczesnych latach PRL, żarliwi „komuniści” wyrzucali z szeregów milicji wszystkich tych, którzy służyli w tej formacji przed 1939 rokiem i zaraz po wyzwoleniu włączyli się do jej organizowania oraz szkolenia nowych kadr. Los taki dosięgną też mojego dziadka Piotra Bartkiewicza, który po zakończeniu wojny został wykładowcą w jednej z milicyjnych szkół, ale już w 1949 roku został z milicji wyrzucony za to, że przed wojną był policjantem (służył początkowo w Komendzie Stołecznej w Warszawie, a następnie w miejscowości Miedna pow. Prużany, gdzie był zastępcą komendanta posterunku), o czym przecież było wiadomo, bo właśnie dlatego na szkoleniowca go przyjęto. Lecz – niestety – nie wiedza fachowa i doświadczenie wtedy się liczyły, tylko to, że służył we „wrażej” formacji. I dokładnie o to samo chodzi dziś, co mnie wielkim smutkiem napawa, bo pamiętam zapiekły żal mego dziadka, trwający aż do jego śmierci, za to, że go „wredna komuna” uznała za obywatela gorszej kategorii.

Zastanawiam się czym mogą kierować się dzisiejsi autorzy pomysłu wyrzucania ze służby doskonałych fachowców, którzy przecież z powodów czysto biologicznych, w szeregach MO byli przez krótki przecież czas i – siłą rzeczy – żadnych istotnych stanowisk nie piastowali. Wiem przecież doskonale, że w szeregach PiS, na bardzo eksponowanych miejscach, znajdują się byli członkowie PZPR, w tym czynni w czasie stanu wojennego prokuratorzy. Dlaczego zatem ci oficerowie policji mają stanowić zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa? A może chodzi tylko o formę jakiejś niezrozumiałej dla mnie zemsty? A jeżeli tak, to za co? Wszak Naczelnik Państwa Józef Piłsudski, kiedy to państwo odbudowywał, nie obawiał się sięgnąć po wojskowych, policjantów, urzędników, nauczycieli itp., którzy przed rokiem 1918 wiernie służyli zaborcom, a w tym zaborcy rosyjskiego. I Polska źle na tym nie wyszła. Zastanawiam się więc: dlaczego?

Janusz Bartkiewicz

www.janusz-bartkiewicz.eu

Tagi: ,