Kto komu może skoczyć

Polecamy8 grudnia, 2015

basinski felieton

Oglądałem ostatnio trzy scenki. Pierwszą podczas obrad Sejmu, drugą – kabaretową, a ostatnia wiązała się z filmem. Bardzo pouczające.

Oto poseł Krzysztof Brejza z PO z sejmowej trybuny zarzucił rządzącej partii łamanie demokratycznych standardów i godzącą w opozycję zmianę regulaminu komisji ds. kontroli służb specjalnych. PiS przegłosowało zniesienie obowiązującego od 20 lat zwyczaju rotacyjności przewodniczących komisji, który umożliwiał kontrolę parlamentarną nad służbami. W swoim wystąpieniu Brejza przypomniał słowa posłanki PiS Krystyny Pawłowicz (żadnej tam „profesor”!), wypowiadającej się na ten sam temat w okresie rządów PO-PSL. Powiedziała ni mniej, ni więcej:

„Zasada rotacyjnego przewodnictwa komisji jest istotna dla zagwarantowania pluralizmu politycznego. Ingerencja w prawa opozycji parlamentarnej, byłaby konstytucyjnie niedopuszczalna. Nie może być w warunkach demokracji przekreślona z dnia na dzień w wyniku przewagi większości nad mniejszością”.

Posłowie PO-PSL wówczas w pełni się z jej stwierdzeniem zgodzili. Teraz PiS podeptało zasadę rotacyjności.

Gdy Brejza obnażał zakłamanie PiS, Pawłowicz stała w przejściu pomiędzy fotelami trzymając wyciągnięte w górę ręce, z palcami ułożonymi w V, wykonując nimi triumfalne gesty i niby taneczne ruchy. Podobnie pląsała w Sejmie podczas haniebnej nocnej debaty o Trybunale Konstytucyjnym. Hipokryzja. Tragifarsa. Bezwstyd.

Autorka słów o tym, że unijna flaga jest szmatą, została ponownie wybrana do Krajowej Rady Sądownictwa, by stać na straży niezależności sędziów. Persony o takim morale i wizerunku upadlają i degenerują gremia stojące na straży prawa. Ale z PiS każdy absurd jest możliwy.

Archiwalny filmik z występu nieodżałowanego kabaretu „Dudek”, skecz „Ucz się, Jasiu”. Do punktu usługowego zgłasza się klient (Wiesław Michnikowski) z hydraulicznym problemem. Gdy zniesmaczony arogancją szefa (Jan Kobuszewski), wyraził gotowość złożenia na niego skargi, ten wypalił: „Kochany, wiesz, co mogą mnie zrobić?”. Tu włączył się uczeń Jaś (Wiesław Gołas): „Oni mogą panu majstrowi skoczyć!”. Tenże potwierdził: „Tak jest. Mogą mnie skoczyć”. „A gdzie oni mogą panu skoczyć?” – jęknął zgnębiony klient. W odpowiedzi na wymowny gest szefa, Jaś wyjaśnił: „Oni mogą panu majstrowi skoczyć tam, gdzie pan może pana majstra w dupę pocałować!”.

Scenka trzecia, z filmu Stanisława Barei „Miś”. Opuszczający lokal gość (Stanisław Tym), próbuje odebrać z szatni swój płaszcz. Bezskutecznie. Jest numerek, ale okrycie znikło. Po ostrej wymianie zdań, kierownik szatni podsumował: „Nie mamy pańskiego płaszcza i co nam pan zrobi?!”.

Czy nie nasuwają się tu pewne skojarzenia? Od wyborów minęło niewiele czasu, ale PiS zdążyło już wprawić w osłupienie ludzi, dla których właśnie PRAWO i konstytucyjny ład to świętości. Kpi z nich i szydzi, podobnie jak ubezwłasnowolniony mikro prezydent Maliniak, pardon – Duda, marionetka prezesa. Być może, blisko jest dzień, w którym rozzuchwalony do granic Szef Szefów powie otwarcie z sejmowej trybuny: „Mam prawo w nosie, a nawet w d (Szef Szefów jest dobrze wychowany), będę je łamał, kiedy mi przyjdzie ochota. Komu się to nie podoba, może mi skoczyć! Ja tu rządzę!”. I pokaże wała, również tym, którzy wcześniej nie byli fanami PiS, ale skusiły ich jego obietnice. A zresztą już padły słowa o tym, że prawo nie jest świętością. Wypowiedział je w Sejmie senior Morawiecki, którego nie podejrzewałem o starczą demencję. Czyżby zapomniał, jak walczył z komuną o wolność? Jaki wstyd, panie Kornelu.

Gdy opozycja protestuje, PiS rechocze (rechot prezesa jest szczególnej urody) i zachowuje się jak kibolska hołota (szacunek dla zmagających się z nią posłów, a zwłaszcza posłanki Nowoczesnej!). Bezcenny jest obraz tych złośliwych i bezmyślnych twarzy, które jak ulał pasują do min majstra-hydraulika, jego ucznia Jasia i kierownika szatni (Pawłowicz dodaje jeszcze pląsawicę). Dołączyło do nich specyficznie filozoficzne oblicze (z charakterystycznym grymasem) Pawła Kukiza, nowego giermka PiS, którego wydumania i zoologiczne gesty mają moc powalającą i prostującą mózgowe zwoje.

To wszystko dzieje się naprawdę, a nie we śnie pomyleńca. Horror będzie miał ciąg dalszy. Mam mimo wszystko nadzieję doczekać dnia, kiedy to całe śmieszno – straszne towarzystwo pogrąży się w niebycie wstydu i kompromitacji. Będzie to mój (i nie tylko) Dzień Konia.

Andrzej Basiński

 

PS. Dziękuję za miłe słowa, sąsiadowi z łamów Tygodnika DB 2010, Stanisławowi Michalikowi, propagatorowi uroków i walorów turystycznych naszej części Dolnego Śląska.

A.B.

Tagi: ,