W odpowiedzi red. Andrzejowi Basińskiemu

Polecamy17 listopada, 2015

bohun bartkiewiczNigdy, nikogo, kto ma inne niż ja poglądy polityczne, nie nazwałbym, zwłaszcza publicznie, kretynem, co tak łatwo przyszło red. Andrzejowi Basińskiemu, który w felietonie z dnia 05.11.br. pt. „Kretynizm sterowany” uczynił mnie – być może przez roztargnienie – jednym z jego głównych bohaterów. Niezależnie od przyczyny, układ graficzny felietonu może to sugerować, że i ja jestem dorodnym okazem sterowanego kretyna. Umieszczenie mojego nazwisko w niezbyt korzystnym dla mnie kontekście, zdarza się red. A. Basińskiemu już kolejny raz, ale z góry zakładam, że jest to efekt niezamierzony. Na jedno muszę jednak zwrócić uwagę. Otóż ja, poglądy innych, mimo, że krańcowo różniące się z moimi, szanuję, chociaż się z nimi nie zgadzam. Zawsze wyraźnie staram się to wyartykułować, a swoich poglądów bronić. Dlatego tekst Pana Andrzeja (też pozwalam sobie – z sympatii – na tą bardziej poufałą formę) wielce mnie zasmucił, aczkolwiek wcale nie przeraził. Zasmucił, ponieważ zawsze uważałem mego adwersarza za człowieka z wyjątkową kindersztubą, a tu masz… Pozwalając sobie na może niezbyt wygórowanych lotów dowcip, wyrażę nadzieję, że w tym przypadku nie wyszło szydło z worka. Ale ad rem.

Przypuszcza Pan Andrzej, że moja niechęć do Platformy Obywatelskiej ma swe źródła w jakichś osobistych urazach, co wskazywać ma jej bardzo intencjonalny charakter. Tak, Panie Andrzeju, trafił Pan w sedno. Prawdą jest, że mam bardzo osobisty do Platformy uraz za to, iż zrobiła z Polski – wbrew swoim licznym przedwyborczym (dwukrotnie) obietnicom, prywatne poletko uprawiane przez jej bezideowych, ale za to bardzo komercyjnie nastawionych, funkcjonariuszy publicznych i politycznych. Sprowadzili oni moją ojczyznę (niech mi Pan Andrzej i Czytelnicy wybaczą tę odrobinę patosu) do czegoś, co jeden z tych funkcjonariuszy cynicznie określił, jako ch…, d… i kamieni kupa. Powiedział to w prywatnej rozmowie, a więc wyraził swój prawdziwy pogląd. Innych, podobnych opinii nie będę już przytaczał, bo szkoda mi miejsca i czasu. Mam bardzo osobisty uraz do Platformy również i o to, że najpierw wydatnie pomogła PiS na wprowadzenie niedemokratycznych instytucji (jak chociażby IPN i CBA), a teraz ręce fałszywie załamuje i leje łzy krokodyle, przez to, że PiS wprowadzone wspólnymi siłami przepisy i instytucje wykorzystywało. Przypominają mi się słowa Jana Skrzetuskiego: „złapał Kozak Tatarzyna, a Tatarzyn za łeb trzyma”, ponieważ – jak się rzekło – PiS wykorzystywało jedynie to, w czym mu PO pomogła i na co pozwoliła.

W felietonie, którego, jako sterowany kretyn, jestem bohaterem, Pan Andrzej szeroko rozwodzi się nad tym, jakich to niegodziwości, w przeszłości i obecnie, dopuszczało się PiS i jego funkcjonariusze. Pełna zgoda, dopuszczali się, ale po zwycięskiej kampanii PO, premier rządu i szef tej partii, jakoś nie kwapił się, aby np. Mariusza Kamińskiego ze sprawowanego stanowiska zwolnić, postawić przed sądem, a przynajmniej – razem ze Zbigniewem Ziobro – przed Trybunałem Stanu. Dopiero w 2015 roku, czując na plecach oddech zwycięskiego PiS, o tych niecnych czynach Platforma sobie nagle przypomniała i zatrzęsła się z oburzenia. Ale dlaczego? Tego już Pan Andrzej nie dochodzi. A powinien starć się uzyskać chociażby odpowiedź na to, dlaczego tego, co widzi dziś, wczoraj widzieć nie zechciała? Pisze pan Andrzej ze zgrozą o tym, że ruszyła „szczujnia” PiS, czego ja jakoby nie potrafię dostrzec. Czyżby? Dostrzegam, ale wpływu na to nie mam i – tak, jak Pan Andrzej – nie popieram. Czy to jednak ma spowodować, że zapomnieć mam o byłym pośle PO (już nieżyjącym) Konstantym Miodowiczu i o tym jakiej cynicznej i brudnej prowokacji dopuścił się w stosunku do Włodzimierza Cimoszewicza? Czy mam zapomnieć o tym, że to dzięki nikczemnemu zachowaniu się PO w Sejmie, przeforsowano tzw. raport Ziobry i chociaż później Z. Ziobro został ministrem sprawiedliwości i prokuratorem generalnym, to jednak „ani grupy trzymającej władzę” nie ustalił, ani Leszka Millera i innych polityków z SLD do prokuratury nie zaciągnął. Tzw. afera Rywina była taką samą grą polityczną PO (niezapomniany Jan Rokita), jaką teraz uprawia np. Joachim Brudziński, wspomniany przez Pana Andrzeja, jako dowód funkcjonowania owej „szczujni”. O innych przykładach nie będę pisał, ponieważ zabrakłoby tu na tych łamach miejsca. Jednak Pan Andrzej tamtej „szczujni” w wykonaniu PO dostrzec lub zapamiętać nie potrafi. Za to doskonale pamięta to, co czyniło „przerażające” w swej postaci Prawo i Sprawiedliwość.

Muszę więc przypomnieć Panu Andrzejowi, że to dzięki takim jak On, Prawo i Sprawiedliwość czynić to może i będzie czyniło zgodnie z prawem. Stało się tak, ponieważ to Pan Andrzej, strasząc tym „przerażającym” PiS-em, spowodował, że część tzw. lewicowego elektoratu zagłosowała na Platformę Obywatelską, co skutkowało tym, iż Zjednoczona Lewica nie weszła do Sejmu, a co dało efekt tego rodzaju, że PiS uzyskała większość bezwzględną, a w koalicji z ugrupowaniem Pawła Kukiza, może doprowadzić do zmiany Konstytucji RP. Ja sobie żadnej winy z tego tytułu przypisywać nie muszę, ponieważ we wszystkich swoich tekstach atakowałem (moim zdaniem jak najbardziej słusznie) Platformę Obywatelską, ale jednocześnie, równie bardzo wyraźnie, namawiałem, aby swoje głosy ludzie o poglądach lewicowych (lub zbliżonych) oddawali na kandydatów lewicy, a już najlepiej tych z SLD. Niezależnie od bardziej lub mniej uzasadnionych pretensji do tego, co Sojusz w przeszłości uczynił. Tak więc, to nie mnie, PiS winno teraz składać podziękowania, tylko Panu Andrzejowi i jemu podobnym, którzy spowodowali, że ich zwycięstwo przeszło nawet oczekiwania strategów tej partii. Tak, Panie Andrzeju, przyczynił się Pan do tego świadomie bądź nie, ale przyczynił i teraz nazywając tych, co poparli Prawo i Sprawiedliwość „sterowanymi kretynami”, budzi Pan we mnie konieczność znalezienia odpowiedzi na pytanie, jak nazwać tych, którzy postępowali tak jak Pan, nie zadając sobie pytania, czy takie postępowania nie pozbawi znacznej części Polaków jej reprezentacji w Sejmie. Dziś nawet poseł Niesiołowski ręce załamuje, że wyeliminowanie lewicy z politycznej gry, dało PiS-owi tą upragnioną bezwzględną większość i możliwość samodzielnego rządzenia. Pytam zatem, dlaczego wspierał Pan PO, a nie SLD? Z nieświadomości, czy też ktoś, lub coś, Panem „sterowało”? Ostatni swój tekst w Tygodniku DB2010 zatytułowałem, że również i ja czekam na Godota. Na pewno wie Pan, że Godot to postać, na którą się czeka, lecz która nigdy nie nadejdzie. Mówi to Panu coś, Panie Andrzeju?

Janusz Bartkiewicz

www.janusz-bartkiewicz.eu

Tagi: ,