Kraj lat dziecięcych

Polecamy10 listopada, 2015

SONY DSCJeżeli kiedykolwiek pojawiają się w mojej głowie wątpliwości, czy sentymentalny związek człowieka ze stronami rodzinnymi to uczucie bardzo powszechne, bliskie zdecydowanej większości zwykłych zjadaczy chleba, a nie tylko garstce wysublimowanych romantyków, to odpowiedź na te rozterki znajduję w komentarzach Czytelników moich książek. Potwierdzają oni w całej rozciągłości bliskie związki sentymentalne ze swoimi stronami rodzinnymi. Nie sądzę, aby wszyscy jak jeden mąż byli spadkobiercami nostalgicznej nuty tęsknoty za ojczyzną znanej z mickiewiczowskiego „Pana Tadeusza”, bądź też „Hymnu o zachodzie słońca” Juliusza Słowackiego. Nie wszyscy też mieli okazję trafić w latach dziecięcych i młodości na rodziców, bądź nauczycieli przejętych do szpiku kości przesłaniem z „Roty” Marii Konopnickiej – „Nie rzucim ziemi, skąd nasz ród”, albo też słynnej pieśni religijnej „Boże coś Polskę przez tak liczne wieki ochraniał tarczą potęgi i chwały…”. Zarówno ten duży do ojczyzny, jak i ten mały patriotyzm, do stron rodzinnych, są cechą immanentną naszej tożsamości, wyniesioną „z mlekiem matki”, są częścią naszej osobowości, często nieuświadomionej do końca i to dotyczy większości z nas.

Powyższa konstatacja nasunęła mi się w trakcie czytania niezwykłej książki. Jest nią „Pamiętnik” Pawła Jasienicy, który na naszym rynku wydawniczym pojawił się dopiero w 2007 roku. „Pamiętnik” jest ostatnią książką, pisaną tuż przed niespodziewanym zgonem pisarza w 1970 roku. Miał on wtedy 61 lat i wcale nie spodziewał się tak wczesnej śmierci.

Co było powodem, że w poniedziałek, 5 stycznia 1970 roku zasiadł Jasienica do pisania dwudziestej piątej swojej książki? Odpowiada na to pytanie sam jej autor: „Cóż bardziej normalnego u literata, który od najwcześniejszego dzieciństwa przejawiał nałogowe zainteresowanie historią, w jej zakresie odbył studia uniwersyteckie, poświęcił jej większość swoich książek i był świadkiem interesujących zjawisk dziejowych? W pewnych okolicznościach postępowanie logiczne może się okazać karygodną lekkomyślnością. Nie wiem, nikt nie może mi zaręczyć, jaki będzie los tych pokrytych pismem kartek, czemu i komu one posłużą. Mój dom wcale nie jest moją twierdzą. Nie jestem panem szuflady swego biurka”. Te smutne spostrzeżenia stają się zrozumiałe, jeśli zdamy sobie sprawę z tego, że w Polsce Ludowej, do samego końca swego życia, Paweł Jasienica nie zaznał spokoju, a funkcjonariusze SB mogli w każdym momencie przetrząsnąć jego dom i wydobyć z szuflad niezwykle groźną dla fundamentów ideologicznych PRL-u, utrwaloną na piśmie przez wybitnego historyka i świadka wydarzeń, prawdę o iluzoryczności demokracji i wolności w tym zbudowanym rękami stalinowskich komisarzy państwie.

Jakoż książka okazuje się dziełem niezwykłym, wprawdzie nieukończonym, bo na jej ukończenie nie starczyło ośmiu miesięcy pracy przerywanych rozwijającą się chorobą, ale jest ona najlepszym epitafium, testamentem życia wypełnionego bezinteresowną służbą dla wolnej ojczyzny – Polski, ale także dla ziemi rodzinnej, podobnie jak u Mickiewicza, tam na Litwie, w jej sercu – pięknym, niepowtarzalnym mieście nad Wilią – Wilnie. Z Wilnem związane są lata młodości i startu w dojrzałe życie młodego publicysty, radiowca, Lecha Beynara, który potem w PRL-u wydawał swoje książki pod nazwiskiem Paweł Jasienica. Czytając „Pamiętnik” zadawałem sobie pytanie, czy Litwini znają kogoś, kto potrafiłby tak pięknie, z taka nutą nostalgii i przywiązania pisać o mieście swych lat młodości. Paweł Jasienica całą swą twórczością historyczno-literacką starał się pokazać trwałe więzi łączące dwa sąsiadujące ze sobą narody, polski i litewski. Wyrosły one na trwałym gruncie użyźnionym rękami bliskiej obu narodom, niezwykle ważnej w historii Polski i Litwy, sławnej na świecie – dynastii Jagiellonów. W swoim „Pamiętniku” przytacza Paweł Jasienica bardzo interesujący szczegół, potwierdzający ogromne uznanie, jakim cieszą się na świecie Jagiellonowie:

„Trudno mi zrozumieć, dlaczego pewien paryski zabytek mało jest u nas znany i podobizn jego nie warto nawet szukać w nadwiślańskich, czy nadniemeńskich wydawnictwach. Myślę o nagrobku Jana Kazimierza w kościele St Germain-des-Pres. Waza, rodowe, szwedzkie miano króla zostało wyryte takimi samymi literami jak cały tekst napisu, za to litewsko-polskie nazwisko Jagiellonów, jego od dawna wymarłych przodków po kądzieli – o połowę większymi. Tak zupełnie, jakby ono właśnie, stanowiło jedyny nieboszczyka tytuł do sławy”.

„Pamiętnik” Pawła Jasienicy obfituje w podobne „sensacje”. Jest to książka fenomenalna jeśli chodzi o niezwykłą pamięć i nagromadzenie szczegółów z własnego życia, zwłaszcza, że sam autor pisze, iż nie zachowały się żadne zapiski lub notatki czynione w latach młodości. Musiał je spalić, by nigdy nie wpadły w łapy funkcjonariuszy stalinowskiej NKWD. Książkę poprzedza znakomity esej przyjaciela pisarza, profesora Władysława Bartoszewskiego. To prawdziwa „sztuka dla sztuki”. Dawno nie czytałem tak wspaniałego wstępu. Nie jestem znawcą literatury, ani „broń Boże” krytykiem literackim. Może dlatego właśnie moja zachęta do przeczytania „Pamiętników” Pawła Jasienicy będzie tym bardziej autentyczna. Przyznam się tylko, są w niej momenty, które czytałem ze łzami w oczach, może dlatego, że też czuję się „spokrewniony” z historią. Podobne reakcje towarzyszyły mi, gdy czytałem „Rzeczpospolitą Obojga Narodów”. Nie wiem dlaczego tak mi żal, że nie znam Wilna (byłem w nim jeden jedyny raz bardzo krótko, by odwiedzić słynny obraz Matki Boskiej Ostrobramskiej, zobaczyć gmach uniwersytetu, w którym spędzili swą młodość Adam Mickiewicz i Juliusz Słowacki, teraz dowiedziałem się, że także Paweł Jasienica, zaniosłem też kwiatek na Rossę, cmentarz z prochami matki i sercem Jozefa Piłsudskiego ). Teraz to miasto stało mi się szczególnie bliskie po przeczytaniu „Pamiętników”, tak samo jak bliska stała mi się wspólna historia Polski i Litwy po lekturze książek historycznych Jasienicy i nie potrafię zrozumieć litewskich nacjonalistów, którzy burzą wbrew wszelkiej logice tę więź, która splata dzieje obu narodów i państw. A przecież nie da się jej wymazać z historii, tak samo jak nie dało się zatrzeć prawdy o zbrodni katyńskiej. Paweł Jasienica całym swym życiem i twórczością potwierdza, że ta przyjaźń przynosiła zawsze pożytki obu narodom.

Tagi: ,