Ja też czekam na Godota

Polecamy10 listopada, 2015

 

bohun bartkiewiczW ubiegłym tygodniu napisałem w tym miejscu, że „dla mnie najbardziej istotne będzie to, co zrobi PiS w zakresie swych obietnic dotyczących przeprowadzenia gruntownych porządków na niwie wymiaru sprawiedliwości i organów ścigania, bo jest to chyba jedna z najbardziej zabagnionych sfer publicznej działalności organów państwa.” Tak wyartykułowaną opinię o tych sferach naszego życia publicznego, opieram nie tylko na tym, co publicznie wypowiadali powszechnie znani sędziowie i prokuratorzy, którym istniejąca rzeczywistość skrzeczy wniebogłosy, ale także na doświadczeniach – niekiedy przykrych, niekiedy irytujących – w sprawach niekoniecznie własnych. I właśnie ostatnio nabyłem kolejnego doświadczenia, które, nawet kiedy o tym piszę, przyprawia mnie o przysłowiową palpitację serca.

Sprawa dotyczy pewnego wałbrzyskiego policjanta, który – nie jest istotne z jakich powodów – dopuścił się naruszenia dyscypliny służbowej poprzez przekroczenie uprawnień  i niedopełnienie obowiązków służbowych. Fakt dopuszczenia się takiego czynu potwierdziło wewnętrzne postępowanie, przeprowadzone z polecenie Komendanta Miejskiego Policji w Wałbrzychu. Zakładam z dużą dozą dobrej woli, że ten wysokiej rangi funkcjonariusz zna nie tylko obowiązujące go przepisy resortowe (przede wszystkim ustawę o policji ), ale także kodeks karny, według którego takie postępowanie funkcjonariusza, jest zwykłym przestępstwem zagrożonym karą pozbawienia wolności do lat trzech. Tak się też składa, że obowiązujący kodeks postępowania karnego nakłada na każdego, kto dowiedział się o przestępstwie, społeczny obowiązek zawiadomienia o tym prokuratora lub policji. Ponieważ wysokiej rangi wałbrzyski policjant, z jakichś znanych tylko sobie powodów, nie był w stanie zawiadomić o powyższym, specjalny organ wewnętrzny policji, czyli Biuro Spraw Wewnętrznych, powinien zawiadomić o tym prokuraturę. Zobowiązują go tego inne niż kodeks karny przepisy i kodeks etyczny policjantów. Pan komendant wybrał to drugie rozwiązanie, tylko że jakimś dziwnym trafem uczynił to w oparciu o przepisy kodeksu postępowania administracyjnego, co dalibóg zawiadomieniem o przestępstwie nie jest, bo nie ma cech pisma procesowego w rozumieniu kodeksu postępowania karnego. Być może był przekonany, że to jego pismo obudzi w prokuraturze lwa, gotowego rzucić się do obrony prawa, ale bardzo się przeliczył, bo po prokuraturze pismo to spłynęło jak woda po tłustej gęsi.

W związku z powyższym wziąłem na siebie ten obywatelski obowiązek i o fakcie popełnienia przestępstwa przez policjanta powiadomiłem naszą dzielną prokuraturę, oczekując od niej, że – wobec tak oczywistego faktu, potwierdzonego wewnętrznym postępowaniem sprawdzającym policji – sprawę błyskawicznie przeprowadzi i wniesie do sądu akt oskarżenia. I pomyliłem się bardzo, bo prokuratura (w tym przypadku dzierżoniowska) odmówiła wszczęcia śledztwa z powodu… „braku danych dostatecznie uzasadniających jego popełnienie”. Pomyślałem sobie, że pani prokurator z dzierżoniowskiej prokuratury po prostu wałbrzyskich policjantów uważa za jakichś głąbów pospolitych, którzy nie mając pojęcia o obowiązujących ich przepisach, bzdurnie uznali, że ich kolega dopuścił się naruszenia dyscypliny służbowej poprzez przekroczenie uprawnień i niedopełnienie obowiązku. Wszak pismo (sprawozdanie z postępowania) zatwierdzone przez samego szefa wałbrzyskich stróżów prawa, znajduje się w aktach sprawy, co sam na własne oczy widziałem, a nawet posiadam jego kserokopię. Stając więc, poniekąd, w obronie dobrego imienia tychże policjantów i ich szefa, na postanowienie prokuratury złożyłem zażalenie do Sądu Rejonowego w Wałbrzychu naiwnie zakładając, że gdzie jak gdzie, ale w tej instytucji akurat na prawie się znają i podchodzą do niego z właściwym pracownikom wymiaru sprawiedliwości szacunkiem. Nie powiem, że przeżyłem jakieś rozczarowanie, albowiem werdykty polskich sadów nie są w stanie mnie absolutnie zaskoczyć. Tak więc wydane orzeczenie jakoś mnie nie zaskoczyło, ale wyszedłem z sądu niebotycznie zdumiony, że człowiek siedzący naprzeciw  mnie w todze i z orłem na piersi, potraktował mnie jak jakiegoś przygłupa, który niepotrzebnie głowę sprawiedliwości zawraca. Więcej zawracać już nie będę, ponieważ postanowienie wydane przez pana sędziego jest – niestety – niezaskarżalne. I chyba tylko z tego powodu – przychodzi mi do głowy taka myśl – to, co zawarł w uzasadnieniu swego postanowienia, jest tak kuriozalne. Mam wrażenie zbliżone do pewności, że sąd ów przystąpił do wydawania orzeczenie bez znajomości akt sprawy. Co mnie oczywiście absolutnie nie zaskoczyło. Jestem przekonany, że sąd zapoznał się jedynie z treścią uzasadnienia postanowienia prokuratorskiego, ale to chyba za mało. Kiedy po wydaniu orzeczenia, otrzymałem zgodę na ustosunkowanie się do niego, sąd po wysłuchaniu moich racji powziął kolejne postanowienie, że uzasadnienie postanowienia o odrzuceniu mojego zażalenia sporządzi w innym, niż ustawowym, terminie. Postąpi tak z uwagi na zawiłość sprawy, która nawet dla studenta I roku prawa wyda się prosta jak końcówka kija. Dobrze, że trzymałem się barierki, bo zapewne upadłbym z wrażenia. Z wielką niecierpliwością oczekiwałem na owo uzasadnienie i się doczekałem. Czytając je nie wiedziałem, czy mam płakać, czy śmieć się do rozpuku. Otóż wysoki sąd napisał w nim, oczywiście mocno zawile, że policjant dopuścił się czynu, na który wskazuje wewnętrzne postępowanie policji, ale ponieważ postępowanie karne ma na celu ustalenie sprawcy czynu zabronionego, więc policjant, który się tego czynu dopuścił, sprawcą nie jest. Dlaczego? Bóg jeden i wysoki sąd wie, ale zarówno Bóg, jak i wysoki sąd tego mi nie wytłumaczył. Poza tym wysoki sąd nie zna chyba ustawy o policji, chociaż wydając orzeczenie, winien ją chociaż tylko raz przeczytać, a przynajmniej jej artykuł 132 ustęp 3 punkt 3, nie wspominając o innych przepisach resortowych, które w zawiadomieniu o przestępstwie i w zażaleniu na postanowienie prokuratury, zostały wskazane. I na zakończenie chciałbym wysoki sąd – z całym szacunkiem – uświadomić, że przedmiotem zawiadomienia o przestępstwie był potwierdzony czyn określony w artykule 231 § 1 Kodeksu karnego w związku z artykułem 132 ustęp 3 punkt 3 ustawy o policji (i innymi), a nie jakiś czyn skierowany przeciwko mojej osobie, czego niestety wysoki sąd nie chciał, lub nie potrafił, dostrzec. Szkoda też, że nie zapoznał się z treścią uchwały siedmiu sędziów Sądu Najwyższego z 24.01.2013 roku, sygnatura akt I KZP 24/12, którą ja akurat dobrze znam.

Janusz Bartkiewicz

 

www.janusz-bartkiewicz.eu

Tagi: ,