Polacy, moi rodacy

Polecamy13 października, 2015

basinski felietonW jednym z popularnych, ogólnopolskich tygodników przeczytałem tekst o aktywnym udziale Polaków w Holokauście. Tekst wstrząsający i przerażający. O tym, jaki los zgotowali moi rodacy Żydom, opowiada dr Mirosław Tryczyk, autor książki „Miasta śmierci. Sąsiedzkie pogromy Żydów”. Opisuje w niej 13 miejscowości, w których doszło do tragicznych zdarzeń. 15 lat temu dowiedzieliśmy się o spaleniu żywcem przez Polaków w Jedwabnem prawie 300 ich żydowskich sąsiadów. Badania prowadzone przez dr Tryczyka udowadniają, że bestialski czyn nie był odosobniony.

„Na podstawie zeznań z procesów z lat 1944-1946 prowadzonych w celu osądzenia „zbrodniarzy winnych zabójstw i znęcania się nad ludnością cywilną i jeńcami”, które czytałem przez trzy lata, mogę potwierdzić, 128 miejscowości na terenie dzisiejszego Podlasia – zarówno po polskiej, jak i obecnie białoruskiej stronie granicy, w których Polacy, sami lub we współudziale z Niemcami, dokonali pogromów na Żydach” – informuje autor książki.

Przytoczę kilka wymownych fragmentów z wypowiedzi dr Tryczyka.

„Wreszcie którejś nocy pada hasło: „Kto ma twarde sumienie, niech idzie z nami bić Żyda”. Zaczynają się masowe mordy: w Wąsoczu około 1200 osób zostało zabitych w domach i na ulicach, w Szczuczynie 100. (…) Ale były też osady, gdzie nie było takich jednorazowych pogromów, w Goniądzu mordowanie żydowskich sąsiadów trwało dwa tygodnie, noc w noc”.

„W Goniądzu pognano Żydów na łąki, by się paśli, to znaczy jedli trawę. Helena A. zeznawała, że widziała w Rajgrodzie, jak jeden z Polaków „tłukł szkło i przez to szkło pędził Żydów boso do kąpieli w jeziorze, bijąc ich przy tym mocno powrozami”. W Suchowoli byli spędzani do rzeki. Z relacji Jana W. wiemy, że „wszyscy lecą popatrzeć się, jak topią tych Żydów”. Zabijanie traktowano jako spektakl”.

Czym zabijano? „Tym, co było pod ręką na wsi i w miasteczku: piłami, kłonicami, pałkami, bagnetami, siekierami. Ktoś zabijał rzeźnickim toporem, inny zeznawał, że Polacy „kazali układać się ludziom na wznak, przykładali im łopaty do gardeł i wbijali nogami. I już człowieka nie było”. Na dzieci szkoda było kul, rozbijano je o bruk, ściany. W Radziwiłłowie milicjant próbował dla oszczędności zabić jednym pociskiem 10 dzieci, które ustawił jedno obok drugiego. Nie wszystkie zginęły, resztę pochowano żywcem”.

„B. Feliks wziął bagnet i każdego Żyda po kolei przebijał bagnetem pod lewą łopatką, a ci, którzy z nim byli, szpadlami rozcinali Żydom głowy, (…) potem zasypywali ich ziemią” – to o Rajgrodzie. Okazało się, że najbardziej efektywnie, tanio i skutecznie jest spalić w stodole” – opisuje dr Tryczyk.

A mimo to, jest jeszcze wielu gotowych uznać Polaków za naród wybrany, powołany do cierpienia za miliony…

W innej publikacji w tym samym tygodniku autor relacjonuje zachowanie części mieszkańców Kościeliska po wiadomości, że tamtejszy wójt zadeklarował zajęcie się arabskimi imigrantami przez dwa dni. Pod budynkiem gminy w Kościelisku zebrało się dwustu podhalańskich górali. „Tłumek zaproponował: dwóch pierwszych uchodźców można nawet – w razie potrzeby – zlikwidować. Dla pokazu i przestrogi. Propozycja padła od młodzieńców w kapturach i zasłoniętych twarzach. Obok stanęli jawni przedstawiciele ONR Podhale. W tym Tomasz Piczura, syn Jana, znanego działacza podhalańskiego PiS. Młody Piczura kilka lat temu wsławił się tym, że witał turystów w Dolinie Chochołowskiej w koszulce z przekreśloną gwiazdą Dawida” – czytamy.

Po czym w Kościelisku poznają „hordę dzikich”, jak określono uchodźców?

„Po tym, że psują mleko. (…) Ostatnio oscypki jakieś inne, gorsze. Owce się denerwują. Czują, że nadchodzi złe”. „Właściciel miejscowego pensjonatu: – Po błędnym wzroku i nożu w kieszeni. (…) Woźnica z Doliny Kościeliskiej: – Hordę głównie po tym poznać, że śmierdzi. Za sam smród dałbym dzikim kopa w dupę. Właściciel dużego pensjonatu: – Nawet papież Franciszek się na nich nie poznał. Zapraszać by chciał. Parafie namawia. Na szczęście mieliśmy kiedyś innego papieża, naszego. Nikt tak Polaków nie rozumiał jak on. Wiedział, że polskiej ziemi trzeba bronić. Zawsze, wszędzie, a najbardziej przed niewiernymi. Sprzedawczyni (…): – Toż to huny są. Arabusy. Zasrańcy”.

W kilku innych podhalańskich miejscowościach też zdecydowanie przeciwstawiono się pomysłowi zaopiekowania się uchodźcami. Ale tak się jakoś złożyło, że to właśnie z Podhala emigrowały kiedyś za ocean, za chlebem, tysiące górali… Wielu dorobiło się tam sporego majątku, który m.in. posłużył do postawienia w kraju eleganckich willi…. Nie zamykano przed nimi drzwi.

55 proc. uczestników sondażu nie życzy sobie w Polsce uchodźców. Pragmatyzm, ostrożność? Wolne żarty. To hańba, którą jeszcze odczujemy na własnej skórze. A poza tym przestańmy chrzanić o polskiej gościnności.

Niedawno w tym miejscu zacząłem się zastanawiać, opisując zachowania części elektoratu przed nadchodzącymi wyborami, nad dumą z naszego narodu. Powyższe polecam do przemyśleń.

Andrzej Basiński

Tagi: ,