Hołdysowe mądrości

Polecamy6 października, 2015

basinski_nowe„Mamy coś w narodzie, że łykamy kit w ciemno. Wszystko można nam wcisnąć, największą durnotę czy szwindel, podsunąć jawne kłamstwo – i już jest nasze. Zawsze znajdzie się ekipa, która na to poleci. Garniemy się ochoczo do oferowanych przewałów, a potem skamlemy niczym kojoty na prerii, że nas ktoś wydymał”.

Tak oto rzecze w kolejnym felietonie w Newsweeku” Zbigniew Hołdys, chyba bardziej dotychczas znany jako kompozytor i muzyk; były lider grupy Perfect. Ale ja cenię go równie wysoko za produkcje dziennikarskie, przenikliwe, wyraziste i brutalnie szczere. Czy do pierwszego akapitu można coś dodać? Nic. Autor mówi w nim krótko, a zarazem wiele o jednej z największych naszych przywar. Jestem tego samego zdania, co on (a może on tego samego, co ja? – spróbuję być nieskromny, a co?). Przerażająca naiwność sporej części elektoratu, 25 października może zapewnić zwycięstwo w wyborach Zjednoczonej Prawicy, przede wszystkim PiS i jego odpychającemu (nie wszystkich, nie wszystkich!) guru. Jestem nieomal pewien, że ta data będzie jeszcze gorzko wspominana przez zdrowszą część społeczeństwa, ale i przez naiwniaków, jednak wtedy będzie już za późno.

Coraz skuteczniej dociera do mnie gorzka prawda, że należy być ostrożnym, gdy w grę wchodzi duma ze swojego narodu w obecnych czasach (historia to odrębny temat). Coraz częściej natomiast jestem dumny z pojedynczych obywateli i zespołów, jak np. z lekkoatletycznych medalistów z Pekinu, siatkarzy, czy Roberta Lewandowskiego.

„Jesteśmy narodem, który sam sobie zafundował kupno niejednego kitu w historii i nieraz postawił na durniów, oszustów, cwaniaków tudzież kiciarzy najwyższego sortu, a oni nas potem dymali, wpędzali w tarapaty, doprowadzali do wrzenia i wielkiej frustracji. Wszystko po czasie. To my jako naród zapragnęliśmy Stana Tymińskiego, peruwiańskiego oszusta na stanowisko prezydenta. Omal nie wygrał głosami Polaków. Co miał dla nas? Czarną teczkę. Co w niej nosił? Nigdy nie pokazał” – wytyka nam Hołdys.

Odwołuje się do historii, która tylko w teorii i pobożnych życzeniach jest nauczycielką życia. Niestety, z reguły niczego z niej nie czerpiemy.

„To my zagłosowaliśmy na wiejskiego żula Andrzeja Leppera, człowieka bez wiedzy, z długami, skazanego za rozróby chama czystej wody – na wzór i podobieństwo nasze dźwignęliśmy go do roli wicepremiera” – pomstuje muzyczny idol nie tylko swojego pokolenia i przenosi się do niedawno minionych dni.

„To my zapragnęliśmy widzieć mojego kolegę Pawła Kukiza na stanowisku prezydenta Polski. Totalny odjazd. (…) Równie dobrze mógłbym zgłosić kandydaturę psa Presleya – być może i on zdobyłby 20 proc. głosów, kto wie? Przecież uroczy jest. A serio: byliśmy skłonni oddać prezydenturę znerwicowanemu facetowi, który o niczym nie ma pojęcia, zero wiedzy, brak rozwagi, permanentny wkurw, zrujnował JOW-y na lata, ma krańcowo sprzeczne myśli każdego dnia – a naród go polubił. Czyż może być piękniejsze seppuku? Tacy jesteśmy. Moglibyśmy operację transplantacji serca naszego dziecka powierzyć miłej pani z mięsnego zamiast prof. Zembali” – przeuroczo, a zarazem obezwładniająco kpi Hołdys.

Jakie ma przemyślenia na temat nowego prezydenta RP?

„Nasza polska większość zagłosowała niedawno na faceta, który nie podaje rąk (ostatnio podał, oklaski!), nie spotyka się z premierem (…) i od razu wycofał się z wcześniejszych obietnic. W kampanii sprzedał nam tramwaj (aluzja do frajerów, których w taki sposób nabierali tuż po wojnie warszawscy cwaniacy – dop. AB), naród go kupił, a on potem oznajmił, że nie sprzedał – i naród znowu to kupił”- rechocze felietonista. Głupota jest nieuleczalna, a beznadziejne rokowania dotyczą szczególnie głupoty politycznej. Wpycha nam ona co rusz w objęcia produkty niedorobione, bez charyzmy i liczących się dokonań w sprawach ważnych dla państwa, z potokami słodko-mdłych, powodujących odruch wymiotny, górnolotnych i oklepanych, w zasadzie nic nie mówiących haseł o narodzie i Polakach oraz obietnicami obliczonymi na idiotów, którzy zawyli w ekstazie, że oto nawiedził ich wysłannik Pana Boga.

Inni też sobie i słuchaczom nie żałują i zupełnie ich nie obchodzi, że po spełnieniu obietnic (o ile w ogóle do nich się zabiorą) wszyscy pójdziemy z torbami, a nasze dzieci i wnuki będą musiały zapomnieć o emeryturach.

„Pani Szydło sprzedaje nam cały tabor (tramwajów – dop. AB). Nie odpowiada na pytania na konferencjach, skąd weźmie pieniądze na 50 miliardów obietnic – pokazuje dwie ryzy papieru. Co w nich jest? Nie powie. „Program pokażemy po wyborach”. He, he…” – gorzko zaśmiewa się Hołdys.

I na koniec dodaje:

„JEJ TRENER KACZYŃSKI KŁAMIE OD KILKUDZIESIĘCIU LAT, NAŁOGOWO ZMYŚLA, SZCZUJE, RZUCA OSZCZERSTWA BEZ POKRYCIA, MAMI, MA NARÓD ZA DURNIÓW – I SŁUSZNIE. IDZIE W GÓRĘ. DOSTAJEMY TO, CO LUBIMY: KIT…”. Słowa te, ku pamięci, pozwoliłem sobie przepisać dużymi literami.

Wrócę do jego niedawnego wystąpienia w Sejmie podczas debaty o uchodźcach. Po raz kolejny perfidnie i cynicznie zagrał na najniższych instynktach Polaków, by wykorzystać ich lęk przed obcymi na potrzeby wyborczej kampanii. Zapewne się nie przeliczył. „Zajęcze serca”, jak nazywa elektorat PiS red. Jacek Żakowski oraz inni, którym prezes zamącił w głowach, pójdą jak w dym za swoim kapłanem, bo nie życzą sobie w Polsce „przybłędów” i pomogą mu wygrać. Dlatego nie jestem dumny z rodaków w ogóle. Tacy przynoszą wstyd cywilizacji i wierze, którą wyznają. I jeszcze o prezesie. Swoją działalność opozycyjną rozpoczynał od Helsińskiego Komitetu Praw Człowieka. To podkreśla, jak się stoczył od tamtych czasów. Mam satysfakcję, że to, co z uporem próbuję na tych łamach od wielu miesięcy tłumaczyć, jest sztandarem ludzi znacznie ode mnie godniejszych zaufania. Tylko szkoda, że na głupotę rady nie ma żadnej oraz że nie pomogą w tym względzie ani większe, ani mniejsze autorytety.

Andrzej Basiński

 

PS. W moim felietonie „Pływanie w wazelinie”, jeden z fragmentów dotyczył tekstów Pana Janusza Bartkiewicza, czego autor trafnie się domyślił. Z przykrością informuję, że akapit jemu poświęcony, pomieściłem nieszczęśliwie w bliskim sąsiedztwie moich rozważań o wazeliniarzach, co można było odczytać, że P. Bartkiewicza zaliczam do ludzi tego pokroju. Stwierdzam z naciskiem, że nie miałem takiego zamiaru i przepraszam Autora, którego cenię i szanuję. Co wcale nie oznacza, że odnoszę się ze zrozumieniem do jego oczekiwań związanych z najbliższymi wyborami. Absolutnie ich nie popieram. Przy okazji: obiecuję naczelnemu i Czytelnikom, że będę pisał krótsze teksty, by nie wystawiać ich cierpliwości na ciężką próbę. Co i Szanownym Kolegom po piórze polecam.

A.B.

Tagi: ,