Senator Wiesław Kilian jakiego nie znamy

Polecamy5 października, 2015

Witam Panie Senatorze, za kilka tygodni kończy się kadencja Senatu RP i na podsumowanie Pana aktywności w Izbie Wyższej, jak i w regionie mamy jeszcze trochę czasu. Dzisiaj chciałbym przybliżyć Pana naszym czytelnikom od prywatnej strony.

KILIAN

Wiesław Kilian: – Witam, jestem do dyspozycji.

 

Panie Senatorze, będę Pana prosił o rozwijanie konkretnych haseł, na początek rodzina.

– Cieszę się życiem w wielopokoleniowej rodzinie i jest ona dla mnie najważniejsza, chociaż osobiście jestem kawalerem z wyboru. Moi wiekowi już rodzice w zdrowiu mieszkają na wsi blisko Barda. Tam też mieszkają moi czterej żonaci bracia, prowadząc wspólne gospodarstwo. Moi rodzice doczekali się już prawnuków, a ja uroczych bratanic i bratanków.

 

Wiara.

– Jestem głęboko wierzącym katolikiem, tak zresztą jak i cała moja rodzina. Wiara daje mi siłę w podejmowaniu trudnych decyzji, a tych w polityce nie brakuje. Daje mi możliwość dystansu do wielu przyziemnych problemów, daje mi wewnętrzny spokój. W wielu przypadkach korzystam z mądrych homilii księdza biskupa Ignacego Deca – ordynariusza Diecezji Świdnickiej.

Wieś.

– To mój żywioł. Pochodzę ze wsi leżącej w byłym województwie wałbrzyskim, tam spędziłem swoją młodość w wieku szkolnym, tam postawiłem swój dom i tam spędzę resztę życia na emeryturze. Znam pracę rolnika i ją bardzo cenię. Nieprzypadkowo jestem członkiem senackiej Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Moją nową pasją jest winnica, którą niedawno założyłem w Ożarach w pobliżu mojego wiejskiego domu. Z niecierpliwością czekam na pierwszy łyk wina z moich winogron. A wiejskie dożynki to wyjątkowe przeżycie, także kulinarne.

 

No to pasje.

– O winnicy już wspomniałem. Polityka, w zakresie tworzenia dobrego prawa i rozwiązań dla ludzi, byłem posłem, obecnie jestem senatorem. No oczywiście sport, w młodości czynnie uprawiałem lekkoatletykę, a dokładnie biegi średniodystansowe. Jestem kibicem piłki nożnej, tenisa, lekkoatletyki. No i jeszcze konie, byłem nawet właścicielem jednego. Mam wielu przyjaciół i znajomych w stadninach koni, m.in. w Książu, których z przyjemnością odwiedzam. Chodzę też na wyścigi konne i wszechstronne konkursy konia wierzchowego, a jeden z najciekawszych i prestiżowych odbywa się w Morawie koło Strzegomia.

 

Ludzie.

– Mam do nich szczęście. Jestem człowiekiem towarzyskim, mam bardzo wielu przyjaciół, mogę na nich liczyć, oni na mnie też. Z wieloma łączy mnie również praca. Przykładem jest Ryszard Kabat, były Dyrektor Politechniki w Wałbrzychu, osoba znana i szanowana w regionie, który sprawnie kieruje moim biurem.

 

Niespełnione marzenie.

– Leśniczy. Marzyłem o tym od dzieciństwa, ale życie potoczyło się inaczej. Skończyłem prawo i administrację na Uniwersytecie Wrocławskim, ale później podjąłem zaocznie naukę w… Technikum Leśnym w Tucholi. Niewiele brakowało, kilku egzaminów, aby to się powiodło. To były lata osiemdziesiąte, zaangażowałem się w działalność opozycyjną i marzenia o pracy w lesie się skończyły. Rekompensują mi to świetne relacje z nadleśniczymi ze Świdnicy i Wałbrzycha, co sobie bardzo cenię.

 

Dziękuję za rozmowę.

– Ja też dziękuję i życzę Czytelnikom wszystkiego najlepszego.

(RED)

Tagi: , ,