Polacy, co się z wami stało?

Polecamy30 września, 2015

basinski_noweOstatni raz dumę z mojego kraju odczuwałem podczas lekkoatletycznych mistrzostw świata w Pekinie. Nie mogłem się ich doczekać, bo „królowej sportu” kibicuję od zawsze z największą frajdą, a moi rodacy na podium, to obraz wyjątkowej urody. Przy okazji odpoczęło i wyluzowało się moje jestestwo. Bardzo żałuję, że czempionat już się skończył, bo Polska – w moim odczuciu – coraz mniej zasługuje, aby być z niej dumnym.

Miałem spore opory, by napisać to, co poniżej. Zdaję sobie bowiem sprawę, że wkraczam wręcz na pole minowe, względnie grunt wyjątkowo śliski i delikatny, spod którego mogą wytrysnąć trujące wyziewy. Mam wielkie pretensje do zachowania się części elektoratu, a to może dla niektórych zakrawać na zamach na demokrację, a co najmniej na rygory politycznej poprawności (już słyszę głosy: „co za pycha, społeczeństwo jest dla niego do wymiany!”). Ale zdecydowałem, że napiszę, bo sytuacja i nastrój, jakie się wytworzyły przed wyborami, nie mają moim zdaniem precedensu w naszej najnowszej historii. Jeżeli nic się nie zmieni, ryzykujemy to, że część elektoratu zafunduje krajowi na najbliższe cztery lata (co najmniej) radykalne pogorszenie klimatu społecznego w różnych środowiskach i współżycia pomiędzy obywatelami, kryzys polityczny i wzrost napięć w stosunkach z europejskimi sąsiadami, konflikty na tle światopoglądowym oraz zapaść gospodarczą. Chcę dołączyć do głosów przed tym ostrzegających, chociaż z dnia na dzień tracę wiarę w skuteczność podobnych nawoływań, co potwierdza tezę o kuriozalności polskich zachowań. Te rozumne, gdzieś się pochowały, a wypełzły te nielogiczne, nieodpowiedzialne, nie liczące się z nawet groźnymi konsekwencjami, głupie, przekorne i kapryśne. Instynkt samozachowawczy części Polaków jakby gdzieś się ulotnił.

Prezes największej partii opozycyjnej przemówił z sejmowej trybuny podczas debaty o uchodźcach. Oczywiście, wiem, na co prezesa stać, ale mimo to nie dowierzałem własnym uszom. Na tak ważny obecnie temat, prezes miał do powiedzenia tyle, co zapiekła w złości na cały świat i nie cierpiąca większości tego, co żyje, moherowa babcia. Kłamstwa i ploty (o szariacie w Szwecji i kościołach przerobionych na toalety we Włoszech) jak z nurzającego się w obrabianiu cudzych tyłków magla. Nic dziwnego, że nazajutrz zaprotestowały ambasady tych państw. Prezes swoimi fantazjami dał wyraźny sygnał swoim wiernym wyborcom, którzy nie tolerują obcych, że jest nadal z nimi, z ich histerią i ksenofobią. Oni uwierzą w każdą bzdurę, bo lęki to motor ich działania. Co się robi, by wygrać wybory… Już pojawiły się opinie, że notowania PiS, po występie prezesa, poszły w górę. Dno.

Usłyszeliśmy przedsmak tego, co nas czeka, gdy wybory wygra PiS. Chyba nikt zdrowy na umyśle nie ma wątpliwości, że taki, pożal się Boże, mąż stanu, będzie wtedy pociągał za wszystkie sznurki i pobudzał do dziwacznych ewolucji zarówno prezydenta-marionetkę, jak i płaczliwie postękującą panią, która chyba coraz bardziej zdaje sobie sprawę, że nigdy na dłużej premierem nie zostanie. Musimy się przygotować na to, że prezes swoimi fobiami i fanaberiami pielęgnowanymi od dziesięcioleci, skłóci nas z Europą i będzie nieustannie ośmieszał, czyniąc z Polski kraj wrogi bliższym i dalszym sąsiadom. Takiemu człowiekowi chcemy przekazać pełnię władzy? Dno.

Podobno Antoni Macierewicz przymierzany jest do stanowiska ministra obrony narodowej. To sen szaleńca. W sytuacji, gdy w świecie gromadzą się coraz większe napięcia, gdy od najważniejszych osób w państwie oczekiwana jest szczególna odpowiedzialność, na szefa tak kluczowego resortu ma być wyniesiony człowiek opętany spiskową manią, wszędzie węszący i tropiący wrogów? Dno.

Czy chcemy powrotu smoleńskiego wariactwa, ścisłego związku polityki z Kościołem i uczynienia z Polski skansenu ciemnoty, bo szykuje się np. całkowity zakaz aborcji? Czy naprawdę życzymy sobie wszechwładzy wcześniej skompromitowanych prokuratorów i finansowej ruiny państwa po realizacji szalonych obietnic przedwyborczych? A to dopiero początek ponurej wyliczanki. Dno.

Jedna trzecia głosujących, to elektorat PiS, ludzie zapiekli w różnych maniach, fobiach, przesądach i kompleksach, domagający się zemsty i kar za swoje, najczęściej wydumane, krzywdy. Elektorat ten nie dopuszcza do głosu trzeźwego osądu swoich przywódców, wierzy im w ciemno, afery (SKOK, „podróże służbowe” posła Andrzeja Dudy) ignoruje. Chcemy przy urnach wyrazić swoją z nim solidarność? Dno.

Prof. Janusz Czapiński, psycholog społeczny, od wielu lat jest kierownikiem badań panelowych Diagnoza Społeczna. Co mówi o najnowszych wynikach swoich prac?

– Z diagnozy wynika, że szybko rosną dochody, majątki, oszczędności, szczęście, zaufanie do innych, poczucie bezpieczeństwa, zadowolenie z sytuacji w kraju i rodziny. Ubywa osób, którym nie starcza na życie, które rezygnują z wydatków na zdrowie, kulturę, które uważają, że ostatni rok był dla nich zły i które mają symptomy depresji – wylicza prof. Czapiński w wywiadzie dla „Polityki”.

Z innych, zebranych przez niego danych wynika, że rośnie liczba gospodarstw domowych z oszczędnościami, a maleje zadłużonych, chociaż rośnie wielkość zadłużenia, że spada rozwarstwienie („szybciej rośnie tym, co mieli mało, niż tym, co mieli dużo” – określa prof. Czapiński), że zmniejsza się liczba osób uważających, że ich dochody są niepewne i niestałe. (Badani) „czują się pewnie, bo są coraz bogatsi” – wyjaśnia. Zadowolenie ich wzrosło do ponad 80 proc. Opowieści o prekariacie, który się zbuntował, nie mają pokrycia w badaniach. „Prekariat to w Polsce kilka procent ludzi” – stwierdza profesor w wywiadzie dla „Polityki”.

I dlatego, jak wynika z sondaży, spora część elektoratu dąży do zmiany władzy… Taki ma kaprys. Z Polakami dzieje się coś niepojętego, marzy im się zbiorowe harakiri, aby tylko pokazać wała rządzącym. Mimo, że ci mają na swoim koncie wiele osiagnięć. Prof. Czapiński jest zdania, że część elektoratu uważa to za rzecz nieistotną i nie dopuszcza to świadomości żadnych plusów. – Chcą zmiany nie dlatego, żeby poprawić sobie życie, tylko dlatego, że zrobiło się nudno – próbuje wyjaśnić profesor. Przeważyły ośmiorniczki u Sowy i zegarek posła Nowaka?

Chciałoby się wejść na Giewont i spod tamtejszego krzyża wrzasnąć na leżący u jego stóp kraj: – Polacy, czy wam rozum odebrało?! Dotychczasowa władza była często ułomna i nieudolna, może się i opatrzyła, ale ta, której sobie kapryśny elektorat życzy, to przecież stare, na dodatek nienawistne oblicza, z których część w tym roku (jak zawsze przed wyborami) wstydliwie chowano, a to przecież wiele oznacza… Dobra zmiana? Dawno nie słyszałem większej kpiny ze społeczeństwa.

Część wyborców jest głucha i ślepa na wszelkie argumenty. Odczuwa przemożne pragnienie, by po 25 października zapukać w dno od spodu. Znajdą się tam z nimi także ci, którzy mieli odmienne zdanie. Ot, demokracja…

Andrzej Basiński

Tagi: ,