Wazelina lekarstwem nie jest

Polecamy30 września, 2015

bohun bartkiewiczW ubiegłym tygodniu przeczytałem, bardzo interesujący jak zwykle, felieton red. Andrzeja Basińskiego, którego bardzo sobie cenię i to nie tylko dlatego, że wydaje mi się, iż zwykle „nadajemy na jednej fali”. W felietonie tym, zatytułowanym „Pływanie w wazelinie”, Pan A. Basiński, chociaż nie wymienił mnie z nazwiska, ponownie pochylił się z wielką troską nad wyrażanymi przeze mnie nadziejami związanymi z przewidywaną wygraną PiS w najbliższych wyborach. Publikowany w numerze tekst Pana Redaktora kolejny raz wprowadził mnie w zakłopotanie. I to z dwóch powodów, które postaram się tu pokrótce wyłuszczyć.

Otóż już kilka razy red. A. Basiński karcił mnie z lekka (niekiedy z wyczuwalną ironią), że śmiem pisać teksty, w których wyrażam moje zadowolenie z tego powodu, iż PiS wybory wygra, na co z resztą wskazują wszystkie znaki na niebie i ziemi. Zakłopotanie moje polega na tym, iż zacząłem podejrzewać, że być może sens tego, co chcę Czytelnikom przekazać, jest zbyt zakamuflowany i zawiły na tyle, iż znajdują się osoby, które tego sensu nie dostrzegają lub nie potrafią właściwie odczytać. Przyznam się, że lubię niekiedy stosować taką trochę pokrętną stylistykę, która w zamyśle mym ma zmuszać czytającego do samodzielnego zrozumienia tego, co uważam za słuszne lub godne uwagi. Zawsze uważałem i uważam nadal, że „walenie prosto z mostu” jest przydatne w stosunku do osób nie posiadających zdolności do dokonywania najprostszych nawet analiz i wyciągania wniosków, albo w przypadku, kiedy ktoś świadomie prowokuje mnie do takich zachowań, mając w tym zawsze jakiś określony cel. A więc zmuszony przez red. A. Basińskiego do zastosowania metody „kawy na ławę”, wyjaśnić w tym miejscu pragnę (zwłaszcza Panu Andrzejowi), że moje zadowolenie ze spodziewanej wygranej PiS wynika z dwóch powodów. Po pierwsze, Platforma Obywatelska i Polskie Stronnictwo Ludowe przez osiem lat rządów narobili w Polsce tak strasznego bałaganu, że nie spisze się tego nawet na przysłowiowej wołowej skórze. Wiele razy o tym pisałem, więc nie muszę się chyba powtarzać, aby to raz jeszcze uzasadniać. Kolejne lata rządów tej koalicji będą tylko okazją do dalszego zamiatania przez nią pod dywan wszystkich afer i aferek, celem zapewnienia bezpieczeństwa i miękkiego lądowania dla tych, którzy naszym kosztem narobili tysiące przekrętów, robiąc na nich kokosy. Czynili to w tym samym czasie, kiedy miliony Polaków musiały za godną pracą i płacą wyjechać za granicę, a ci którzy pozostali, muszą jakoś, z całymi rodzinami, utrzymać się za 1200 zł netto miesięcznie. Ciężko przy tym pracując i wyrzekając się wszystkiego tego, co w normalnym państwie jest dla ludzi pracujących w zasięgu ręki. Wiem, że PiS tego nie zmieni, bo wywodzi się z tego samego środowiska, które w 1989 roku wprowadziło Polskę i Polaków w świat nędzy i wyzysku. Ale wiem, że PiS zagwarantuje nam jedno, ponieważ wiem doskonale jakiego typu człowiekiem jest Jarosław Kaczyński. On nigdy nie zapomina doznanych – prawdziwych i urojonych – upokorzeń, przez co gwarantuje mi, iż przeprowadzi dokładne rozliczenie wszelkiego szachrajstwa i złodziejstwa, aby tylko dopaść znienawidzonych przez siebie byłych „kumpli” ze styropianu. Będzie mu łatwo to przeprowadzić, bo chęcią takiej zemsty dyszy cała jego partia, a także znaczna część Polaków, którzy, tak jak ja, z PiS-em nie idą i nie chcą iść po wspólnej politycznej drodze. Ale to nie oznacza, iż ta „obcość” wobec tej formacji politycznej musi być klapką na moich oczach, jak u konia zmuszanego widzieć tylko to, co jest przed nim. Ja lubię widzieć także to, co znajduje się po bokach, czego ci z klapkami dostrzec nie potrafią. Dlatego uważam, że ktoś musi wreszcie bezeceństwa PO rozliczyć, więc stawiam na PiS, ponieważ wiem, iż Platforma i PSL tego nie uczynią, bo przecież nie będą sami siebie rozliczać i wyciągać konsekwencji. Nie uczyni tego też SLD, który, jak na razie, walczyć musi o utrzymanie się na powierzchni politycznego życia w Polsce. A rozliczenie wszystkich, nawet najdrobniejszych, politycznych i gospodarczych przekrętów, jest przez obywateli oczekiwane tak, jak kania oczekuje dżdżu. Nie można dłużej zwlekać i dlatego w wygranej PiS pokładam nadzieję, że właśnie tak postąpi. Nie mam przy ty żadnych złudzeń, że uczyni to z powodu swej prawości i sprawiedliwości, ponieważ w te akurat przymioty w wykonaniu PiS nie wierzę. I dlatego namawiam wszystkich tych, którzy wiedzą, co oznacza skrót POPiS, aby głosowali na listę Zjednoczonej Lewicy, wybierając z niej tych najbardziej wartościowych jej przedstawicieli.

I teraz wywalam kawę na ławę. Otóż liczę na to, że tak jak w czasach IV RP, PiS pokaże swoje prawdziwe oblicze i zajmując się jedynie polityką rozliczeń oraz polityką historyczną, wszelkie swe obietnice społeczne i ekonomiczne wrzuci do „zamrażarki”, albo w ogóle o nich zapomni. Już raz tak uczynił, o czym chyba nie tylko ja pamiętam. Jeżeli po wyborach PiS zapomni o obiecywanej polityce poprawy jakości życia obywateli, a powróci do smoleńskiej brzozy, rozliczeń politycznych i rozważań, gdzie kiedyś stało ZOMO, to dojdzie do rewolty społecznej, która odrzuci na lata zarówno PiS, jak i PO z Peeselem na dokładkę, dając szansę polskiej lewicy. I to niekończenie pod wodzą Leszka Millera, który po wyprowadzeniu SLD na prostą powinien dać szanse młodszemu pokoleniu. I tak się zapewne stanie.

Chciałbym więc przypomnieć Panu A. Basińskiemu, że czasami, aby uratować życie, trzeba przeprowadzić bardzo bolesną kurację, przy zastosowaniu nieprzyjemnych lekarstw. Nieraz bardzo gorzkich i wywołujących odruchy wykrztuśne. Niekiedy, aby ratować życie, trzeba coś z organizmu wyciąć, aby kosztem jednej jego części ratować całość. I dlatego wyrażam zadowolenie, że najbliższe wybory wygra właśnie PiS, które w aktualnej sytuacji może spełnić rolę detonatora odrodzenia lub powstania sił, które zaprowadzą w kraju prawdziwie demokratyczny i sprawiedliwy porządek. Myślę, że to, co tu napisałem, jest dla wszystkich zrozumiałe i już chyba nikt nie będzie przekonany, iż nagle doznałem iluminacji i zakochałem się w Jarosławie Kaczyńskim. I z tym się wiąże mój drugi kłopot, który polega na tym, że swój felieton red. Basiński zatytułował „Pływanie w wazelinie”, przez co odnoszę wrażenie, iż i mnie do tych wazeliniarzy, o których pisze, zalicza. Chciałbym się mylić, bo wazelina żadnym lekarstwem być nie może.

Janusz Bartkiewicz

www.janusz-bartkiewicz.eu

Tagi: ,