Historia magistra vitae est

Polecamy30 września, 2015

„Dom chyli się do końca, dąb schnie od wierzchołka,

Ogród w las się zamienił, a woda w szuwary,

Gdzie dawniej staw szeroki, dziś wilgotna łąka,

Każdy kąt teraz cichszy, obcy, bardziej szary.

 

Woda płynąca rzeczki uniosła widoki

Dawniejsze na swej szklistej powłoce odbite,

Nic nie zostało z tego – tylko te obłoki

Zawsze w stado pierzaste i pierzchliwe zbite.”

 

Tak oto wyraził swe wrażenia Jarosław Iwaszkiewicz w wierszu „Odwiedziny miejsc ulubionych w młodości”, kiedy przyszło mu po latach zobaczyć utracony swój kraj lat dziecięcych na dalekich kresach wschodnich.

stanislaw michalikPamiętamy to z historii. Nie powiodła się akcja zbrojna Naczelnika rodzącego się państwa polskiego, Jozefa Piłsudskiego w 1920 roku, której celem było przyłączenie do Polski rubieży wschodnich, niegdyś przed rozbiorami stanowiących integralną część Rzeczpospolitej. W wynegocjowanym z Rosją Bolszewicką traktacie ryskim, Polska musiała się zadowolić tylko częścią tych ziem. Podpisanie 18 marca 1921 roku pokoju ryskiego, acz przyjętego w Polsce przez większą część społeczeństwa z euforią, oznaczało jednak rezygnację z odzyskania Kresów w ich dawnym, historycznym wymiarze. To, co jawiło się korzystne dla polskiej racji stanu, oznaczało jednak tragedię dla Polaków, którzy stali się wbrew ich woli mieszkańcami radzieckiej Rosji. „Uczestnicy wyprawy kijowskiej w 1920 roku byli, jak pisał Stanisław Uliasz, ostatnimi Polakami, którym dane było oglądać ziemie Polski Jagiellońskiej”. Obszar państwa polskiego skurczył się z 734 000 km2 przed rozbiorami do 388 000 km2 po traktacie ryskim i to głównie skutkiem utraty ziem wschodnich. Dla setek tysięcy Polaków oznaczało to zupełne oderwanie od ojczyzny.

Represje ze strony zaborców w okresie ponad wiekowej niewoli zaborczej nie likwidowały poczucia wspólnoty z całością. Choć nie istniało państwo polskie fizycznie, to pozostawało ono w świadomości Polaków jako idea.

Oto bardzo znamienny fragment wielkiego dramatu Stanisława Wyspiańskiego „Wesele”:

 

Poeta

– Po całym świecie

Możesz szukać Polski, panno młoda

I nigdzie jej nie najdziecie,

 

Panna Młoda

– To może i szukać szkoda.

 

Poeta

– A jest jedna mała klatka –

O, niech tak Jagusia przymknie

Rękę na pierś,

 

Panna Młoda

– To zakładka

Gorseta, zeszyta trochę przyciaśnie

 

Poeta

– A tam puka?

 

Panna Młoda

– I cóż za tako nauka?

Serce – ! – ?

 

Poeta

A to Polska właśnie.

 

Z biegiem lat okazało się, że ta głęboko zakorzeniona idea, skryta w sercu, umierała, bo Polacy w Rosji Bolszewickiej stali się celem jeszcze większej eksterminacji niż to miało miejsce pod zaborem rosyjskim. Dla nich Polska przepadła, coraz bardziej można się było o tym przekonać, że na zawsze.

Dla polskich kresów wschodnich, jak się potem okazało, scalenie z ojczyzną okazało się krótkotrwałe. 17 września 1939 roku stały się one łupem stalinowskiej Rosji, która zawarła wcześniej z Niemcami Hitlerowskimi tajne porozumienie, zwane w historii Paktem Ribbentrop – Mołotow. Po II wojnie światowej straciliśmy dalszą pokaźną część Kresów z Wilnem i Lwowem do granicznej rzeki Bug. Jako rekompensatę darowano nam Ziemie Odzyskane, które – jak nas zapewniała proradziecka propaganda – powróciły do Macierzy. Cieszymy się, że przynajmniej odzyskaliśmy niegdyś polski Śląsk i pozostałe ziemie zachodnie nad Odrą i Nysą Łużycką. Ale musimy mieć tę świadomość, że tak samo jak Polacy nie mogą się do dziś pogodzić z utratą ziem wschodnich, gdzie znajdowała się ich kolebka rodzinna, tak samo Niemcy z nostalgią powracają do wspomnień z lat swego dzieciństwa i młodości na dawnych ziemiach przynależnych przed wojną do Rzeszy Niemieckiej.

Po co o tym wszystkim piszę? Co znaczy fragment wiersza Jarosława Iwaszkiewicza zamieszczony na samym początku dzisiejszego felietonu? Czytając ten wiersz, obrazujący wrażenia wywodzącego się z kresów wschodnich Polaka, który po latach odwiedził swoje rodzinne strony na wschodzie, pomyślałem, że takie same wrażenie, a może jeszcze gorsze, mogą mieć niemieccy przesiedleńcy, którzy przyjeżdżają do nas, by obejrzeć swoją ojcowiznę. Niestety, nie potrafiliśmy zagospodarować tych ziem tak, aby nie zniszczyć dorobku wielu pokoleń dawnych niemieckich gospodarzy. Mało tego. Naszą ambicją stało się zatarcie wszelkich śladów niemieckości tych ziem, poczynając od nazw geograficznych, szyldów i napisów, na pomnikach i cmentarzach kończąc.

Wiadomo, nie da się odwrócić biegu wydarzeń. Mieliśmy w PRL-u taki, a nie inny ustrój, a politycznie pozostawaliśmy nadal, przez całe dziesięciolecia powojenne w „niewoli zaborczej”. W ten sposób możemy się tłumaczyć i rozgrzeszać własne zaniedbania na Ziemiach Odzyskanych. Od ponad dwudziestu lat sytuacja się jednak zmieniła. Mamy obecnie warunki, by powstrzymać proces degradacji tych ziem i przywrócić ich dawną świetność. Trzeba zrobić wszystko, by nie było nam wstyd, że jesteśmy gorszymi gospodarzami niż nasi zachodni sąsiedzi. A Niemców odwiedzających te ziemie z powodów sentymentalnych (obecnie już rzadko ze względu na upływ czasu) traktujmy tak samo, jak chcielibyśmy być traktowani przez dzisiejszych gospodarzy na dawnych polskich kresach wschodnich.

Z dużym zainteresowaniem i podziwem obserwuję poczynania znakomitego Łukasza Kazka, walimskiego radnego, przewodnika górskiego, autora książek o podziemiach kompleksu „Riese”, inspiratora i organizatora różnorodnych imprez sprzyjających poznawaniu najnowszej historii regionu wałbrzyskiego. To właśnie on patronuje akcji renowacji poniemieckich cmentarzy, zbiera i kolekcjonuje pamiątki z czasów wojny i powojennych, a jako znawca podziemi w Górach Sowich udziela wielu wywiadów, zwłaszcza teraz w związku z zainteresowaniem światowych mediów „złotym pociągiem”. Stać go też na to, by odszukać w Niemczech właścicieli cenniejszych pamiątek i przesłać je na ich adres. Nic dziwnego, że został on zaproszony przez niemiecką reportażystkę Tagesspiegla na rozmowę, by opowiedzieć Niemcom o jego pasjach i wyjaśnić, dlaczego to robi, skąd taki pomysł i jak to się zaczęło. Mam nadzieję, że dzięki temu wielu Niemców spojrzy na nas inaczej niż dotąd bywało. A czas najwyższy ku temu, skoro tworzymy razem z Niemcami wspólny organizm, który nosi nazwę Unia Europejska.

Myślę, że Łukasz będzie miał jedną odpowiedź na pytania niemieckiej dziennikarki: Historia magistra vitae est!

***

Tekst zamieszczony w poprzednim numerze Tygodnika DB 2010 pt. „Echa naszych publikacji” sprawił mi dużą satysfakcję. Miło mi było usłyszeć komplementy pod moim adresem od tak znamienitej osoby, jaką jest dr Ryszard Bełdzikowski z Bielska-Białej. Przeczytałem z zainteresowaniem resume dziejów powojennych Książa jako uzasadnienie jego opinii, że przesadziłem chyba przyznając Wałbrzychowi miano miasta wyjątkowego. To bardzo intrygujący temat do dyskusji i wcale nie twierdzę, że mam bezwzględnie rację. Na przyjętych w dziennikarstwie zasadach prawa do repliki spróbuję bronić mojej tezy, choć nie mam pewności, że będę w stanie przekonać mojego wyśmienitego adwersarza. Postaram się wypunktować moje argumenty w najprostszej formie, nie rozwijając poszczególnych wątków, ponieważ są one powszechnie znane i powtarzane wszędzie, poczynając od literatury popularno- naukowej, a na mediach w ogóle i tych elektronicznych w szczególe kończąc. Dlaczego widzę Wałbrzych jako miasto wyjątkowe?

Po pierwsze – jest to miasto położone w enklawie górskiej, w niezwykłym pod względem krajobrazowym otoczeniu przyrodniczym, wykorzystanym znakomicie pod względem urbanistycznym i architektonicznym. Wałbrzych uchodził przed wojną za jedno z najpiękniejszych, średnich co do wielkości miast przemysłowych Rzeszy. I z tej urody wiele jeszcze pozostało.

Po drugie – są coraz to mocniejsze dowody o planowanej przez Niemców nadzwyczajnej roli Wałbrzycha jako centrum produkcji najnowocześniejszej broni zarówno w pokopalnianych podziemiach miasta (kryptonim Rudiger) jak i w podziemiach pobliskiego masywu Gór Sowich (kryptonim Riese).

Po trzecie – nie ma innego uzasadnienia jak właśnie to powyższe, skutkiem którego Wałbrzych uniknął w 1945 roku losów twierdzy Breslau. Waldenburg został oswobodzony 8 maja 1945 r. przez wojska sowieckie bez użycia broni. Niemcy zdecydowali się chronić Wałbrzych przed zniszczeniem, a alianci mieli na uwadze to samo, licząc się z możliwością zdemaskowania konspiracyjnych planów przywódców III Rzeszy.

Po czwarte – Wałbrzych jest jednym z najbardziej tajemniczych miast w Polsce. To co jest ujawniane w tej chwili, w związku z medialnym szokiem „złotego pociągu”, pozwala wydobyć z podziemi na światło dzienne zasadnicze zagadki, które się tam kryją, poczynając od podziemi Wałbrzycha i Książa, a na fantasmagorycznej koncepcji podziemnego miasta w masywie Włodarza kończąc. Dopóki nie zostaną one rozwiązane, dopóty będziemy żyć w świecie fikcji i fantazji.

Zgadzam się z dr Ryszardem Bełdzikowskim, że to nam nieźle służy, pokąd żyjemy w świecie domysłów, ale z własnych doświadczeń żywię przekonanie, że na dłuższą metę lepiej mogą służyć rozwojowi ruchu turystycznego na ziemi wałbrzyskiej konkrety, np. odgrzebany tunel, gdzie był lub miał być ukryty „złoty pociąg”, albo też odsłonięte zablokowane przez Niemców podziemia Książa, Włodarza lub Osówki, a także podziemne labirynty pod Wałbrzychem. Pokąd nie znajdę odpowiedzi na pytanie: w jakim celu Niemcy od lutego do 8 maja 1945 roku zdobyli się na wykonanie gigantycznych operacji zablokowania zawałami lub murami żelbetonowymi wykutych wcześniej w skałach pod zamkiem Książ, pod Włodarzem i Osówką korytarzy i być może hal podziemnych, pokąd nie dowiem się co się tam kryje, podobnie jak i w zablokowanych podziemnych sztolniach kopalnianych pod Wałbrzychem, potąd przynajmniej dla mnie Wałbrzych był, jest, a jestem pewien, że będzie nadal miastem wyjątkowym. Mógłbym mnożyć argumenty uzasadniające wyjątkowość Wałbrzycha jeśli chodzi o jego historię i widoczny od paru lat czas prosperity, ale zrobiłem to w dość obszernej książce „Wałbrzyskie powaby”. Dla mnie, osoby spod Wałbrzycha, miasto to jest wciąż zaskakujące czymś nowym, nieodgadnionym, niewytłumaczalnym. Jeden z rozdziałów mojej książki nosi tytuł „Wałbrzych może świat zadziwić”. No i proszę: to się właśnie stało! Zupełnie bezwiednie. Światowe media ujawniły zakorzenioną od wieków w naturze ludzkiej gorączkę złota. Czy uda się odnaleźć „złoty pociąg”, czy nie, to już teraz nie jest tak ważne. Najważniejsze już się stało – Wałbrzych był i jest nadal na ustach całego świata. A dlaczego? Bo Wałbrzych jest wyjątkowy!

Stanisław Michalik

Tagi: ,