Nadszedł czas by zmienić konie

Polecamy23 września, 2015

bohun bartkiewiczDoświadczenia z lat, w jakich przyszło mi żyć po historycznej (a może nawet i histerycznej) zmianie ustroju, co dokonało się w czerwcu 1989 roku, spowodowało, że całkowicie straciłem zaufanie do kilku profesji, a konkretnie do: polityków, policjantów, prokuratorów, sędziów, adwokatów, a na dodatek i lekarzy. A więc do środowisk, na których dotychczas opierałem swoje zaufanie do własnego państwa, będąc przekonanym, iż jest ono po to, aby społeczeństwo chronić od wszelkich niebezpieczeństw zewnętrznych i wewnętrznych. Obecną sytuację, która jest efektem totalnego jego zepsucia, można określić definicją konia, zamieszczoną w pierwszej polskiej encyklopedii powszechnej, kanonika Benedykta Chmielowskiego (XVIII w.), która głosi, że jaki koń jest, każdy widzi. Tak i ja widzę jakie jest obecnie moje państwo, reprezentowane przez pozostających zamiennie przy władzy polityków, jak również przez organa ze sfery ścigania i wymiaru sprawiedliwości. Dlaczego tak myślę, wyjaśnię w kilku słowach.

Doświadczenia wspomnianych lat nauczyły mnie, że moje państwo – zamiast stwarzać mi poczucie bezpieczeństwa i stabilizacji – staje się źródłem zagrożenia tych, tak istotnych dla każdego, wartości. Każdego nieomal dnia słyszymy, widzimy, a także czytamy o (zbyt częstych) przykładach nadzwyczaj brutalnego traktowania zwykłego obywatela przez funkcjonariuszy policji (dziwne, że naprawdę rzadko takie zachowanie dotyczy funkcjonariuszy służb specjalnych), których zachowanie powoduje nie tylko utratę zdrowia obywatela, ale także i życia. Ale jeszcze gorsze jest to, że zachowania takie zostały objęte swoistym parasolem ochronnym przez polskie prokuratury i sądy, co dla tychże funkcjonariuszy stwarza wrażenie bezkarności, a to już dla każdego obywatela stanowi śmiertelne zagrożenie. Naprawdę rzadkie są przypadki, aby niezgodne z prawem postępowanie policjantów zostało objęte aktem oskarżenia, czego następstwem byłoby ich skazanie, co łacno wywnioskować porównując liczbę zgłoszeń do liczby oskarżonych, a następnie skazanych. Trudno mi zgodzić się z tezą, że społeczeństwo nie lubi funkcjonariuszy policji i dlatego zawiadamia prokuraturę o niezaistniałych w rzeczywistości zdarzeniach. Bo gdyby tak było, to liczba takich zgłoszeń winna być zbliżona do liczby postępowań przeciwko pomawiającym o niecne zachowanie policjantów. Każdy może sprawdzić, że taka korelacja nie istnieje. Istnieje natomiast inna, a mianowicie taka, że efektem złożenia zawiadomienia o łamaniu prawa, jest oskarżenie zgłaszającego o znieważenie policjanta lub użycie w stosunku do niego niedozwolonej siły fizycznej. W znakomitej większości przypadków prokuratura daje wiarę policjantom, ponieważ ich zeznania są z reguły bardzo spójne (ja bym powiedział, że identyczne), a innych świadków nie ma. Natomiast zgłoszenie obywatela zostaje albo odrzucone (odmowa wszczęcia postępowania), albo wszczęte śledztwo zostaje umorzone z uwagi na brak dostatecznych dowodów winy. Dzieje się tak i dlatego, że zeznania pokrzywdzonego i przedstawiane obdukcje lekarskie, są dla prokuratur i sądów z reguły mało wiarygodne. Jak żyć, kiedy jaki koń jest, każdy widzi? Czy można zmienić konia? Może przyjdzie czas, że kiedyś go zmienimy.

Zagrożeniem dla obywateli stają się powoli także ci, którzy nami rządzą, albo rządzić w nieodległej przyszłości będą, ponieważ i tu każdy widzi, kim są i dlaczego akurat chcą nami rządzić. Otóż rządzić chcą nie po to, aby nam, obywatelom zrobić dobrze, tylko po to, aby realizować swoje osobiste ambicje i cele. Po to, aby dobrze zrobić sobie samym i swoim bliskim. Więc, aby to zrealizować, fundują nam nieustający festiwal obietnic, które z rzeczywistością mają z reguły mało wspólnego. Oni o tym doskonale wiedzą, ale są przekonani, że – jak mawiał klasyk – ciemny lud wszystko kupi, bo pamięć ludzka ma nadzwyczaj krótkie nogi i szybo pozostaje w tyle za dniem bieżącym. Niestety, ale na ich usługach pozostają całe rzesze dziennikarzy, którzy gotowi są sobie gardła poprzegryzać, aby udowodnić, że ich polityczni ulubieńcy mają akurat szczególną rację. Każdy z nas doświadcza tego oglądając i słuchając różnego rodzaju audycje z ich udziałem, czy to w radiu, czy w telewizji (albo czytając artykuły). Całe to szczekające i warczące na siebie towarzystwo medialne, stanowi jednak w jednym przypadku wspólny i bardzo silny front, który grzmotem swych armat, zagłusza tych, którzy akurat przedstawiają inną wizję przyszłości i inne drogi osiągnięcia wyższego poziom życia ekonomicznego i społecznego. Ten wspólny grzmot jest tak skuteczny, że program zupełnie innej drogi rozwoju staje się mało słyszalny, a ciągle ośmieszany, nie zyskuje takiego wsparcia, na jaki winien zasługiwać. A my znów obudzimy się w tej samej Polsce, w której wszystkie złożone obietnice trafią do lamusa, albo do zamrażarki politycznej, w której nawet śnić nie będą, iż kiedykolwiek zostaną wprowadzone w życie. Co najwyżej, za kolejne cztery lata, zostaną odmrożone i jako całkiem świeżutkie frukta przedstawione nam po to, aby kolejny raz omamić i uwieść ich niby atrakcyjnym wyglądem i opakowaniem.

Niezapomniany Jan Kochanowski z Czarnolasu pisał przed wiekami, że „mądry Polak po szkodzie, lecz jeśli prawda i z tego nas zbodzie, nową przypowieść Polak sobie kupi, że i przed szkodą, i po szkodzie głupi”. Zastanawiam się zatem, o jakiej prawdzie myślał poeta, bo na pewno nie znał jej definicji podanej, nie tak dawno zresztą, przez nieodżałowanego księdza Tischnera, iż wg górali istnieją trzy rodzaje prawdy: świento prawda, tys prawda i gówno prawda. Jak żyć zatem, Pani premier (obecna i przyszła), kiedy serwujecie nam bez przerwy ten trzeci rodzaj prawdy, powodujący, że nieustannie jesteśmy głupi i przed, i po szkodzie? Hej!

Janusz Bartkiewicz

www.janusz-bartkiewicz.eu

Tagi: ,