Nieoczekiwana rekompensata

Polecamy10 września, 2015

Rozmowa z Łukaszem Kazkiem, radnym Rady Gminy Walim, odkrywcą i autorem książki „Faszystowska mać”.

 

Jak oceniasz historię „złotego pociągu”?

Łukasz Kazek: – Myślałem, że – po przekazaniu sprawy urzędnikom i zaangażowaniu się w nią wojska – wszystko potoczy się szybko. Zwłaszcza po informacjach, że są tam działa i że obiekt może być zaminowany. Tymczasem żołnierze byli, zrobili rekonesans i pojechali, a teraz czekają na przygotowanie terenu itp. A jaki problem zrobić tam odwiert i za pośrednictwem kamer sprawdzić obraz ze środka? Potem można wybić chodnik i na przykład wpuścić tam robota, który może spenetrować to miejsce. Trzeba to zrobić jak najszybciej. Niestety, na tym przykładzie widać jak działa nasze państwo.

 

Jeszcze nie została wyjaśniona sprawa wałbrzyskiego pociągu, a już mamy oficjalną informację o kolejnym znalezisku. Tym razem w Twojej gminie Walim odkryty został tunel kolejowy i wielopoziomowy kompleks podziemnych korytarzy z II wojny światowej…

– Zapewniam, że w tym przypadku nie jestem zgłaszającym. Na 11 września została zaplanowana konferencja prasowa, z udziałem osoby zgłaszającej oraz władz gminy i powiatu, na której zostanie wszystko wyjaśnione.

 

Choć „złoty pociąg” nie został jeszcze odnaleziony, to już jest kurą znoszącą złote jaja. Takiego pozytywnego zainteresowania Wałbrzychem i okolicami jeszcze nie było.

– To jest ogromna rekompensata dla naszego regionu za to, co działo się na tej ziemi od wojny. Po Niemcach przyszli tu Rosjanie, którzy traktowali ten teren jako łup wojenny, kradnąc, rabując i niszcząc. Potem składaliśmy się na odbudowę naszej stolicy, do której wysyłaliśmy węgiel, cegły z rozbieranych domów, czy szkło z naszej huty. Potem były lata dziewięćdziesiąte XX wieku i upadek przemysłu nie tylko ciężkiego w Wałbrzychu, ale także włókienniczego w Walimiu i Głuszycy. Dotychczas ruiny fabryk służyły do kręcenia filmów wojennych, a z Wałbrzycha przekazywany był obraz jak z tolkienowskiego Mordoru. Na szczęście teraz cały świat patrzy z podziwem na ziemię wałbrzyską. Zjeżdżają do nas telewizje z całego świata, nawet z Chin czy z Singapuru i reporterzy z najważniejszych gazet na świecie. I choć nie widzieli legendarnego pociągu, to pokazywali w swoich materiałach sztolnie i tunele Włodarza czy Osówki, zamek Książ, bunkry oraz wiele pięknych miejsc i krajobrazów. I są tego wymierne korzyści. Dyrektor Centrum Kultury i Turystyki w Walimiu Paweł Brzozowski powiedział mi, że w ostatnich tygodniach Sztolnie Walimskie odwiedza tygodniowo średnio o 1000 osób więcej. Cieszę się z tego, że w końcu przyszedł czas na nas.

 

Czy dobrze wykorzystujemy tę szansę?

– „Złoty pociąg” z promocyjnego punktu widzenia brzmi znakomicie. Trzeba jednak pamiętać, że są tacy, którzy myślą, że jest on wręcz odlany przez Niemców ze złota. A to jest przecież faszystowski, hitlerowski pancerny pociąg. W mojej ocenie nasze gminy dobrze wykorzystują to wielkie zainteresowanie. Martwi mnie jednak ta nieporadność państwa, o czym mówiłem wcześniej.

 

Mieszkasz w Warszawie i ostatnio jesteś częstym gościem w różnych ogólnopolskich stacja telewizyjnych. Czy jest szansa, że także tamtejsze „elity” zaczną inaczej mówić i myśleć o naszym regionie?

– Czasami jest tak, że elity warszawskie – na różnym poziomie: celebryci, dziennikarze, politycy – zachowują się jak królowa Francji Maria Antonina Habsburg, która miała powiedzieć, że jak lud nie ma chleba, to niech je ciastka. Najlepszym przykładem był program „Świat się kręci” w TVP1, kiedy zdawałoby się poważna osoba ciągle przerywała moje wypowiedzi w sprawie „złotego pociągu” i związanej z nim sytuacji w naszym regionie, mówi o „koszulkach z gold train” i tym podobnych błahostkach. Niektórzy dopiero teraz dostrzegają nasze wielkie bogactwo, w tym także dziennikarze. Cieszę się z tego, że zakochani w swoim mieście dostrzegają, że nasz kraj to nie tylko Warszawa.

Rozmawiał Robert Radczak

 lukasz kazek

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Łukasz Kazek (fot. archiwum prywatne Ł.Kazka).

Tagi: , , , , ,