Koszmar tego lata

Polecamy25 sierpnia, 2015

basinski_noweCo za dużo, to niezdrowo – sentencja ta należy do fundamentalnych w skarbnicy polskich mądrości. Współcześnie częściej mówi się o przegięciach, ale chodzi o to samo.

Piszę te słowa nie wiem już którego dnia upału przekraczającego granice określone dla tej części kontynentu. Właśnie dowiedziałem się, że za kilka dni ma zelżeć. Nigdy nie oczekiwałem zmiany pogody z taką nadzieją, licząc niemalże każdą godzinę do czasu ulgi i wytchnienia, trudnego do wyobrażenia… szczęścia!

Dziwi Was to? Myślę, że znajduję się wśród większości, która ma upału serdecznie dosyć, znienawidziła go, jest dla niej koszmarem i męką. Od rana do późnego wieczora żar odbierający siły, jasność myślenia i energię. Potem noc będąca marną namiastką wypoczynku. I znowu żar. Powietrze nad Europą zastygło na wiele dni w bezruchu, zostało zalane betonem. Wszelkie prądy powietrza ustały. Może na zawsze? Horror. Piekło.

W takiej sytuacji słowa „jest lato, ma być gorąco”, uważam po prostu za głupie. Utwierdzają mnie w tym przekonaniu udręczone miny mijających mnie osób i liczniejsze niż zazwyczaj sygnały karetek pogotowia. Szczególnie podpadli mi telewizyjni zapowiadacze pogody, pragnący przeistoczyć się w aktorów dramatu. Zamiast złagodzić widzom pocieszającym komentarzem przygniatający ich ciężar, zaczęli zachowywać się jak sprawozdawcy relacjonujący ostatnią prostą olimpijskiego finału biegu na 800 metrów. Głos drżał im już przy poniedziałku. Potem napięcie rosło, a prezenterzy delektowali się i podniecali wyliczaniem coraz wyższych temperatur. Gdy dochodzili do weekendu, krzyczeli niemalże o możliwości pobicia krajowego rekordu ciepła i wykonując dziwaczne ewolucje ostrzegali przed porażeniem słonecznym i wychodzeniem z domu bez wyraźnego powodu, jakby nie było to oczywiste. Kiedy pewnego wieczoru usłyszałem z ust zapowiadacza, że jest… cudownie, uznałem, że okresowo upał odebrał mu rozum. Jednocześnie przemknęła mi myśl, że gdyby to było możliwe, wyciągnąłbym go z telewizora za klapy marynarki i co najmniej wytargałbym za uszy. Mnie też udzielił się obłęd…

Przeglądam swój komputerowy magazyn zdjęć. Jedno z nich przedstawia kawałek łąki pomiędzy blokami wałbrzyskiego Podzamcza w listopadzie ubiegłego roku. Łan zielonej, soczystej trawy. Przyglądam się temu miejscu, gdy wychodzę na spacer z psem. Tym razem jest to pożółkłe, suche pole. Lato – musi być gorąco? Od pewnego czasu na Podzamczu trwa wycinka drzew. Jedne usuwane są, gdyż zagrażają bezpieczeństwu przechodniów lub sprzyjają rozprzestrzenianiu się różnych alergii. Ale wiele usunięto bez sensu i bez głowy. Zacienione alejki stały się rozgrzanymi patelniami, a spacer po nich torturą.

Stary kawał żydowski uzmysławia różne miary szczęścia. Gdy czujemy jego niedobór, przyjmijmy lokatorów do swojego mieszkania. Po pewnym czasie życie z nimi stanie się koszmarem. Wtedy należy lokatorów kolejno usuwać i napawać się wzrastającym szczęściem, aż do momentu, gdy znowu będziemy sami i przeżyjemy apogeum upojenia. Teraz każdy dzień bez upału wydaje mi się bezcenny.

Gorzej, że z powodu długiej suszy ceny rolniczych upraw wzrosną, a wysoka temperatura może nawet w ogóle unicestwić plony. Po raz kolejny pytam: lato musi być gorące? A może zapowiedź ochłodzenia okaże się zmyłką i znowu dopadnie nas bezlitosne 36-37 stopni?

Lato 2015 nie będzie mi się dobrze kojarzyć, również z powodu rodzinnego dramatu. Ale życie toczy się dalej i mam nadzieję, że następne lata będą lepsze. Także okresowo nieco chłodniejsze, bardziej dostosowane do przyzwyczajeń i wytrwałości środkowych Europejczyków. Być może narażę się tym, którzy zapewniają, że poczuć na ciele 50 stopni byłoby podniecającym doznaniem, ale mało mnie to obchodzi.

Oczywiście, ten dopust Boży nie wziął się z niczego. To jeden z efektów globalnego ocieplenia klimatu, obok huraganów, nawałnic deszczowych i powodzi. Meteorolodzy twierdzą, że tego procesu nie da się powstrzymać ani cofnąć i należy się przygotować na radzenie sobie z jego skutkami. Ale jak – to stanowi zagadkę.

Andrzej Basiński

Tagi: ,