Tygodnik DB2010

To co najważniejsze

bohun bartkiewiczStało się tak, że w ostatnim czasie kilka osób, w tym znanych mi osobiście i takich, których nie znam, wyraziło swoje zdziwienie tym, co kilka razy w Tygodniku DB2010 napisałem, komentując powstały, dzięki polityce Platformy Obywatelskiej, układ sił politycznych w Polsce. Chcąc zatem wszystkich uspokoić wyjaśniam, że poglądów politycznych nie zmieniłem i czynić tego absolutnie nie zamierzam, a moja opinia o czasach – mam nadzieję słusznie minionych – zwanych IV RP pozostaje niezmienna. A jaka ona była (i jest) każdy, kto czyta moje zamieszczane tu felietony doskonale wiedzieć powinien. Sam zdaję sobie dokładnie sprawę z tego, że wśród zagorzałych zwolenników PiS postrzegany jestem jako mocno zdefiniowany element obcy, a zatem – w razie czego – na jakąkolwiek wyrozumiałość z ich strony liczyć nie mogę. Ale zapewniam, że mimo tej świadomości, mam odwagę stwierdzić, wbrew powszechnemu stanowisku mojego własnego środowiska, że zaczynam w Prawie i Sprawiedliwości postrzegać formację, która w Polsce może (bo chce) cokolwiek zmienić, a jest to dla mnie ważne, bo zmienić naprawdę trzeba bardzo wiele.

Nie chcę nikomu schlebiać, ale skrzecząca rzeczywistość utwierdza mnie w przekonaniu, że Platforma już nic zmienić nie może (bo nie jest w stanie), a jeżeli już to tylko na gorsze, co dowodnie pokazały ośmioletnie jej rządy. Polska lewica, reprezentowana przez SLD, na tyle straciła siły i znaczenie, że – oby trwało to jak najkrócej – nie może aktualnie, ani pomóc, ani zaszkodzić. W obecnej sytuacji musi podjąć zdecydowaną walkę, aby nie tylko w Sejmie kilkanaście miejsc utrzymać, ale przede wszystkim, aby odzyskać zaufanie i wiarygodność wśród znacznej części społeczeństwa. A o to będzie bardzo trudno, ponieważ „światło w tunelu” świeci się coraz słabiej. Na szczęście wciąż się świeci. W tej sytuacji, aby posprzątać totalny bałagan stworzony rządami Platformy, na placu boju pozostaje PiS, który – na co wszystko wskazuje – jesienne wybory parlamentarne wygra. Mając świadomość czym była tzw. IV RP, mam też świadomość, że PiS (Zjednoczona Prawiąca) to już nie Ziobro, czy Kurski, ale też Janusz Wojciechowski (którego nie tak dawno poznałem osobiście), Zbigniew Kuźmiuk, czy chociażby były pisowiec Tadeusz Cymański, których nie tylko słowa, ale przede wszystkim działania, świadczyć mogą, że w PiS (Zjednoczonej Prawicy) znajdują się ludzie o takiej samej jak ja – przecież zatwardziały lewicowiec – wrażliwości społecznej. To przecież nie oni wysyłali zamaskowanych funkcjonariuszy CBA, CBŚ, czy ABW, by Polaków w kajdanach do lochu zaciągać. Takich ludzi, takich postaw, jest w szeregach PiS znacznie więcej, o czym świadczy prawie że lewicowa retoryka społeczna i socjalna, jaką partia ta od długiego czasu publicznie prezentuje. Nie jestem naiwny i wiem, że czym innym są programy i gra wyborcza, a czym innym realne działania, ale kiedy słucham o czym (i jak) mówi np. prezydent Duda, czy wspomniani J. Wojciechowski i T. Cymański i wielu innych, to mam wrażenie, że słyszę polityków z SLD, kiedy partia ta szła do swych zwycięskich kiedyś wyborów. Dlaczego więc mam nie kibicować (powtórzę, kibicować, a nie wspierać) PiS, kiedy widzę, że PiS głośno mówi o tym, o czym ja od lat niejednokrotnie publicznie dawałem wyraz? Czy mam wspierać PO, które tyle złego dla Polski i Polaków zrobiła? Czy te ponad 6 tysięcy samobójców wzięło się z niczego, czy może z tego, że ich własne Państwo potraktowało z buta? Czy mam wspierać kogoś, kto uprawia politykę niszczenia polskiej (nie tej, tylko z nazwy) gospodarki, polskich przedsiębiorców, którym urzędy skarbowe przetracają kręgosłupy, odbierając chęć do życia, co wielokrotnie z chęci przeradza się – z desperacji przecież – w konkretny czyn? Nie rozumiem dlaczego miałbym chronić partię (i jej politycznych liderów), której polityka doprowadziła do likwidacji zasłużonego dla polskiej kultury Państwowego Instytutu Wydawniczego, mimo że Instytut wyszedł na prostą i od kilku lat był przedsięwzięciem dochodowym. Ale doprowadzono do jego likwidacji dlatego, że był właśnie państwowy. Czy mam zadbać o interesy partii, która przygotowując „lądowiska” dla swoich działaczy, mogących stracić po przegranych wyborach ciepłe posadki sejmowe i w administracji, doprowadza do prywatyzacji (dlatego, że jest jeszcze państwowa) PKP Energa? Czyni tak, mimo, że jest to przedsiębiorstwo o znaczeniu strategicznym, a prywatyzacja może np. doprowadzić (w nieodległej przyszłości) do przejęcia go przez właściciela z Rosji. Brak miejsca, aby przypomnieć wszystkie przewiny tej formacji politycznej, więc na tym poprzestanę.

Jakby to nie zabrzmiało, ale obecnie jedynie w PiS widzę siłę, która mówi o potrzebie odbudowy polskiej gospodarki i mówiąc to ma też na myśli odbudowę (przynajmniej w tej najważniejszej części) gospodarki państwowej, zarządzanej centralnie. Moje poparcie dla takich projektów wynika jedynie z tego, że podobne programy prezentuje też Sojusz Lewicy Demokratycznej, lecz problem polega na tym, że Sojusz nie ma żadnej możliwości, aby swe je zrealizować. Zatem pozwólmy PiS zrealizować to, co pokrywa się z planami lewicy. A jest tego naprawdę sporo, bo PiS sprytnie przejęło część socjalnego i gospodarczego programu polskiej lewicy. Ale przecież nie o partie i ich aktyw chodzi, tylko o nas i o nasze państwo. Zakładam, że jeżeli PiS swych obietnic nie spełni, tak zdecydowanie przechyli czarę wszelkich goryczy, że pozwoli to na odzyskanie sił i znaczenia przez polską lewicę, która będzie miała możliwość realizacji nie tylko własnych planów i programów, ale i ich dotrzymania. Bo to winno być w polityce najważniejsze, z czego powoli zaczynamy sobie zdawać sprawę. I dlatego, chociaż bez żadnej wątpliwości głos swój oddam na SLD, cieszyć mnie będzie wygrana PiS, bo doprowadzi do ukrócenia buty Platformy. A co będzie, jeżeli PiS zacznie budować IV RP bis? O tym za tydzień.

Janusz Bartkiewicz

www.janusz-bartkiewicz.eu

Tags: ,

Sorry, the comment form is closed at this time.

Tygodnik DB 2010 – Gazeta Aglomeracji Wałbrzyskiej